"Wiadomości" w natarciu. Stanęły w obronie pracowników. "Kampania fałszywych plotek"

"Wiadomości" zareagowały na doniesienia o zmianach personalnych wśród pracowników. "Czemu mają służyć?"- zapowiadano materiał.

Po objęciu władzy przez Donalda Tuska i jego rząd rewolucja dzieje się także w TVP. Już wiemy, że ze stacji odeszła Danuta Holecka, która miała rozwiązać dwie umowy. Straciła także tłustą odprawę, o czym pisaliśmy TUTAJ. Nieoficjalnie mówi się, że z TVP Info pożegnał się m.in. Miłosz Kłeczek. Oprócz nich zniknęło także wielu pracowników, którzy działali w TVP w czasach, kiedy rządził w nich PiS. Wielu z nich poszło na zwolnienia lekarskie, a wymienia się tutaj m.in. Annę Bogusiewicz, która prędko nie wróci do "Wiadomości". TVP długo nie odnosiła się do tych informacji. Aż do teraz!

Zobacz wideo Wiele osób drży o posadę

"Wiadomości" zareagowały na doniesienia o zmianach wśród pracowników

Niedzielne wydanie poprowadziła Marta Kielczyk. "Czemu ma służyć fala dezinformacji?" - zwróciła się do widzów w pierwszych sekundach. Po serii materiałów dotyczących m.in. Donalda Tuska, poruszono temat zwolnień, o których rozpisują się media w ostatnich dniach. "Kampania fałszywych plotek" - brzmiał napis na kultowym już pasku na dole ekranu. Pracownicy TVP, zaangażowani w materiał, przekonywali, że to "fejk newsy". "Jak jest? Wystarczy włączyć telewizor i samemu ocenić. A tu jesteśmy dla wszystkich państwa. O wojnie psychologicznej, jako koncepcji na przejęcie mediów, Krzysztof Nowina-Konopka [autor materiału - przyp. red.]" - zapowiedziała Kielczyk. W materiale skupiono się m.in. na nieoficjalnych doniesieniach, że Miłosz Kłeczek ma pożegnać się z posadą. Okazuje się, że pracownik TVP nadal jest prowadzącym program "Woronicza 17". Wyemitowano poza tym fragment wypowiedzi Rafała Trzaskowskiego, który mówił: Spieszcie się państwo zadawać pytania w TVP Info. "Te groźby chcą teraz bezprawnie zrealizować" - nawiązał do słów prezydenta Warszawy autor Nowina-Konopka.

Władza wie, że próba przejęcia mediów publicznych wbrew prawu jest ryzykowna, ruszyła więc inna kampania - tłumaczył swoje stanowisko pracownik TVP. - Zalewem w zaprzyjaźnionych mediach 'fake newsów' na temat rzekomej epidemii zwolnień lekarskich czy fali wypowiedzeń, jakie mieliby składać dziennikarze TVP.

Następnie na nowo wrócono do Miłosza Kłeczka. "Nieprawdziwe informacje, jakie pojawiają się w przestrzeni publicznej, jakoby część dziennikarzy TVP rezygnowało z pracy, kiedy wiemy, że przychodzą i wykonują swoje służbowe obowiązki, może służyć wyłącznie temu, żeby obniżać morale w zespole" - tłumaczył pracownik TVP Info. W dalszej części nawiązano do Magdaleny Ogórek, która wraca po przeziębieniu na antenę oraz Bartosza Łyżwińskiego, podpisanego jako "dziennikarz TVP", który "leczy nogę po kontuzji na boisku". "Fałszywe są też informacje na temat Miłosza Kłeczka" - przekonywano w nagraniu. "Ja w ostatnich dniach nie przebywałem na L4" - tłumaczył pracownik TVP. Nie poruszono jednak sprawy Danuty Holeckiej.

TVP straszy widzów

Na końcu materiału przemówił autor materiału. "My dziennikarze Telewizji Polskiej nie jesteśmy tutaj dzięki dobremu sercu ministra Sienkiewicza, ani łaskawości żadnego polityka. Jesteśmy tu, bo od lat to państwo wybierają Telewizję Publiczną, a w ostatnich dniach tak mocno nas wspieraliście" - podlizywał się widzom pracownik. Na dowód sympatii Polaków, którą ma się cieszyć stacja, wyemitowano kilka rozmów z ludźmi zaczepionymi na ulicach. Media publiczne, jak przekonują pracownicy TVP, "informują, edukują, bawią, pełnią misję". Na koniec podkreślili, że "państwo mają prawo głosu" ws., jak to określono, bezprawnego przejęcia TVP przez władzę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.