Filip Chajzer ostatnio wydał pierwszą książkę "Niejednoznacznie pozytywny", w której m.in. rozprawia się ze śmiercią syna i opowiada o depresji. 19 maja były prowadzący "Dzień dobry TVN" wziął udział w targach książki w Warszawie i w trakcie spotkania z Joanną Górską w ramach promocji swojej publikacji, wrócił do dawnego wizerunku. Na początku medialnej kariery wyglądał inaczej. Dlaczego? - Pracowałem po dwadzieścia godzin dziennie. Wyglądałem jak wielki gruby ziemniak. Ważyłem 130 kilogramów prawie. Zasuwałem od rana do wieczora. Jedyne, co mogłem zjeść, to był fast-food na szybko złapany - powiedział przed swoimi fanami.
Wielkim marzeniem Filipa Chajzera było prowadzenie "Dzień dobry TVN". Od kiedy to odhaczył, stawia sobie kolejne cele. - Kiedyś powiedziałem sobie - poprowadzę "Dzień dobry TVN" - choć nic na to nie wskazywało, a ja wyglądałem, jak wyglądałem, przez to, że bardzo dużo pracowałem, że kiedyś to poprowadzę. Powtarzałem to co roku, i w końcu tak się udało. Okazało się potem, że najfajniejsza była droga, już sam szczyt to była lawina hejtu i nie najlepszy stan - dodał. Po tym wymyślił sobie, że chce być na liście najbogatszych Polaków magazynu Forbes. Ale nie dla samego ego, ale pomocy innym. Nie ukrywa, jakiej konkretnie. - Stan służby zdrowia dotyczącej zdrowia psychicznego jest w tak fatalnej kondycji, że trzeba zająć się tym kompletnie, tym działem. Potrzebny jest ktoś, kto zajmie się zdrowiem psychicznym - dodał sugerując, że dołoży wkrótce w tym swoją cegiełkę.
Przypomnijmy, że Filip Chajzer w 2015 roku stracił dziewięcioletniego syna, który zginął w tragicznym wypadku samochodowym. - Byliśmy z Maksem bardzo blisko związani. Najlepsi przyjaciele. Nie znałem nikogo z takim poczuciem humoru, nigdy nie miałem bardziej mojego człowieka na świecie. Z racji tej bliskości mogłem odczytać sygnały, że on ciągle jest. Mówiąc wprost, uważam, że śmierć nie jest jednoznacznym końcem - powiedział. Nie był jednak gotowy, na niektóre wyznania. Kiedy dziennikarka, która przeprowadzała z nim wywiad, zwróciła uwagę, że w maju tego roku Maks podchodziłby do matury, przyznał jedną ważną rzecz. - Na terapiach, w swojej głowie i w tym ciemnym pokoju z zaciągniętymi żaluzjami przerobiłem setki rzeczy. Za to jeszcze się nie zabrałem. Gdybym to zrobił, rozsypałbym się na rok - dodał. Przy okazji zdradził, że z tego powodu nie przeczytał listów do zmarłego syna, które zamieścił w swojej książce.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!