Damian Stampka-Łoziński to 18-latek, który bierze udział w najnowszej edycji programu "Must Be the Music", emitowanym na Polsacie od 6 marca. W programie wykonał swoją interpretację utworu "Another Love", za którą jurorzy niezwykle go docenili. Damian Stampka-Łoziński w programie opowiedział również o swojej prywatnej sytuacji. Jak wyjawił, po osiągnięciu pełnoletności zdecydował się wyprowadzić z domu adopcyjnych rodziców i obecnie mieszka u nauczycielki śpiewu. Uczestnik show mówił, że rodzice mieli rzekomo nie zgadzać się na to, aby rozwijał się w śpiewaniu i grze na instrumentach.
30 marca Damian Stampka-Łoziński opublikował na Facebooku zdjęcia pisma, które miał dostać od prawnika swoich rodziców w odpowiedzi na słowa, które padły na ich temat w programie. "Niniejszym wzywam Pana do niezwłocznego zaprzestania naruszania dóbr osobistych (...) w szczególności ich dobrego imienia, czci oraz reputacji, które następuje poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych i krzywdzących informacji na ich temat, co stanowi bezprawne naruszenie dóbr osobistych" - czytamy.
"W szczególności chodzi o Pana publiczne stwierdzenia wypowiedziane w programie telewizyjnym 'Must Be the Music', w których: twierdzi Pan, że 'musiał uciekać z domu, aby móc śpiewać'; podważa Pan relację rodzinną z moimi Mocodawcami; przedstawia Pan moich Mocodawców jako osoby ograniczające Pana rozwój i wolność" - brzmi dalsza część opublikowanego pisma.
"Podkreślenia wymaga, że powyższe twierdzenia są nieprawdziwe, wprowadzające w błąd oraz godzące w dobre imię moich Mocodawców, narażając ich na utratę zaufania, w tym w środowisku zawodowym" - przekazano. Z pisma wynika również, że Damian Stampka-Łoziński został wezwany m.in. do usunięcia treści naruszających dobra osobiste jego rodziców i złożenia publicznych przeprosin.
Uczestnik "Must Be the Music" wraz ze zdjęciami pisma opublikował na Facebooku również oświadczenie, w którym zaznaczył, że nie zamierza przepraszać rodziców. "Nie powiedziałem w programie ani nigdzie indziej o swoich rodzicach ani jednego złego słowa. (...) Wystąpiłem w programie, czyli zrobiłem to, co robię. A kończy się pismami, groźbami, wezwaniami do przeprosin i aferą na cały internet. Wszyscy o tym mówią i piszą, wokół całej sprawy jest sporo szumu, ale w całej sytuacji to ja jestem w najgorszym miejscu i czuję się w tym po prostu zagubiony" - przekazał.
"Nie dostałem żadnego ostrzeżenia z drugiej strony, od razu zaatakowano mnie ciężkim działem. Dlaczego jest tak, że czasami obcy ludzie nam kibicują, a najbliższych boli to, gdy ktoś w ich otoczeniu spełnia marzenia? Przecież jestem Waszym dzieckiem. Muzyka była i jest całym moim życiem. Przez 18 lat nic nie zachwiało mojej pasji: ani sabotowanie moich działań, ani maile do produkcji programów, ani telefony do organizatorów konkursów, ani szantażowanie, ani inne przeszkody, których było naprawdę wiele" - dodaje Damian Stampka-Łoziński.
"Dajcie mi spokój i zajmijcie się swoim życiem. Niczego od was nie chcę. Występuję w programie tv i od razu - pismo od prawników, maile, telefony, pozwy… Odczepcie się. Jestem już dorosły i nie uciszycie mnie. Pomimo kłód rzucanych pod nogi - idę po swoje. Pracuję nad nową muzyką i z pewnością wyrzucę te emocje w swoich utworach - co innego miałbym zrobić…" - pisze uczestnik "Must Be the music".
To działo się na zajęciach z Zapendowską. Janosz po latach wyjawiła szczegóły
Królowa Camilla zaprosiła J.K. Rowling do pałacu i wybuchł skandal. Internauci nie mają litości
"Ta opinia jest dla nas krzywdząca". Szef Hotelu Gołębiewski reaguje na filmik Książula
Pirowski się gubił, ale Krzan go ratowała. Oceniamy debiut nowych prowadzących "DDTVN"
Jajecznica wciąż odbija się Alicji Janosz czkawką. Ma żal do Kosiarkiewicz? "Usadziła mnie"
Niewielu wie, że to córka Olafa Lubaszenki. Widzowie TVP doskonale ją znają
Spięcie za kulisami koncertu? Górniak miała odmówić występu ze znaną wokalistką
Sara Boruc rozkreca awanturę. Wszystko przez to, jak potraktowała ją linia lotnicza
Dziennikarz TVN24 został zatrzymany przez CBA. Zaskakujące, gdzie teraz będzie pracował