To była druga edycja BitterSweet Festivalu, i druga, którą widziałem na własne oczy i uszy. Czy lepsza? Zależy pod jakim względem. Z pewnością organizatorom udało się zapewnić bardzo imponujący, różnorodny i ciekawy skład artystów. Niestety sold out, którym wprawdzie można i należy się chwalić, wpłynął na wiele innych rzeczy w trakcie imprezy. To nie był festiwal dla ludzi, którzy nie znoszą stania w kolejkach.
Organizatorom BitterSweet 2 udało się ściągnąć do Poznania takie światowe gwiazdy jak Gorillaz, Robbie Williams czy Twenty One Pilots. I co tu dużo mówić, nie zawiedli oczekiwań. Szczególnie Robbie Williams, którego kariera w ostatnich latach być może nieco przygasła, ale koncertem na poznańskiej Cytadeli udowodnił, że jest królem rozrywki w pełni tego słowa znaczeniu. Robbie przypomniał swoje największe hity, jak: "Feel", "Rock DJ", "Angel" czy "Millenium", ale przypomniał także bardzo popularną w Polsce piosenkę "Supreme", swego czasu motyw przewodni serialu "Londyńczycy". Był porywający, bardzo zabawny, otwarty na wspólną zabawę z publicznością. W repertuarze miał też fragmenty światowych hitów, jak "Y.M.C.A.", "We will rock you", czy "New York, New York", które cały Poznań zaśpiewał razem z nim. Robbie ze sceny dużo opowiadał o tym, jak zmieniła go rodzina, w szczególności czwórka dzieci, które ma z ukochaną żoną. Dowcipkował wskazując na jednego, brodatego fana, z którym rzekomo miał mieć romans w latach 90., a do mamy jednej z fanek zatelefonował i zaśpiewał jej piosenkę. Showman przez duże "S" dał jeden z najlepszych koncertów, jakie kiedykolwiek widziałem na festiwalach w Polsce.
Zachwycił jednak nie tylko Robbie. Usatysfakcjonowani byli także fani Gorillaz czy Twenty One Pilots, którzy nie tylko świetnie się bawili, ale stali też w bardzo długich kolejkach po merch swoich idoli. Spodobała się Rita Ora, która była wręcz oszołomiona reakcją widowni. Tysiące fanów śpiewało jej przeboje na cały głos, a wzruszenie było widoczne na twarzy piosenkarki, która za granicą często jest krytykowana. Polacy przyjęli ją ciepło, chociaż styliści narzekali na mało wyrafinowaną kreację gwiazdy. Usłyszałem nawet głosy, że Rita na scenie wyglądała tak, jakby jej amerykański stylista nie dojechał, a ona musiała znaleźć coś na szybko z pobliskiego sklepu z gadżetami dla dorosłych.
Lirycznie zachwycił Tom Odell i mam wrażenie, że rzesza jego fanów w Polsce będzie się tylko rozrastać. Jesse J udowodniła, że żadne przebieranki, sceniczne sztuczki i bajery nie są potrzebne, gdy operuje się tak znakomitym warsztatem wokalnym. Wokalistka dała zachwycający występ i pozwoliła się wykazać dwóm zdolnym Polkom, które zaśpiewały fragmenty jej wielkich przebojów. Zresztą Polacy też mieli okazję przejąć scenę główną BitterSweet Festivalu. W tym roku publiczność porwał do tańca Mrozu. Energetyczne show dał także Sobel, który sam przyznał, że nie zdarzyło mu się jeszcze grać koncertu o tak wczesnej porze (godz 17:15), ale to nie przeszkodziło temu, żeby jego fani dali się porwać i naprawdę dobrze bawić w rytm jego, bądź co bądź, bardzo tanecznych utworów.
Wymienieni wyżej artyści grali na scenie głównej, a przecież scen i stref było znacznie więcej i naprawdę oferta bardzo niezwykle różnorodna i przygotowana pod fanów różnego rodzaju muzyki. Jeszcze przed startem festiwalu pojawiły się głosy, że poznański park Cytadela to nie jest dobre miejsce na organizację tak dużej, masowej imprezy. Zaznaczmy, że organizatorzy wyprzedali wszystkie karnety i bilety na drugą edycję BitterSweet, a tuż przed startem drugiej edycji zaczęli już prowadzić sprzedaż na przyszłoroczną. To tylko pokazuje skalę sukcesu tej imprezy. Za kulisami mówiło się, że na festiwalu bawiło się około 40 tysięcy fanów. W mojej opinii to zbyt wielu, żeby czuć się tam komfortowo.
Ubiegłoroczny BitterSweet był dla mnie niezwykle klimatyczny, relaksujący i zabawny. W tym roku poczułem zmęczenie wynikające głównie na masowości tej imprezy. Są wprawdzie większe festiwale pod tym względem, jak Open Er, ale organizowane jednak w innej przestrzeni. Tutaj ciągnące się w nieskończoność kolejki do barów, food trucków, merchu zabijały klimat wydarzenia. Kolejki były nawet na schodach prowadzących z jednej do drugiej strefy. Zdaję sobie sprawę, że organizatorzy zrobili sporo, żeby usprawnić komunikację, zapewnić bezpieczeństwo, ale mam wrażenie, że jeśli chcemy zapewnić uczestnikom festiwalu satysfakcję z przeżywania tego wydarzenia powinno się albo zmniejszyć liczbę sprzedawanych biletów, albo zmienić lokalizację.
Nie zmienia to faktu, że BitterSweet to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, miejskich festiwali obecnie w Polsce. Już przy drugiej edycji wydaje się być rozpoznawalną marką, świetnie radzącą sobie na rynku reklamy i różnego rodzaju współprac, które tylko potęgują wrażenie, że tam po prostu trzeba być, bo to jest cool impreza. Zapewne skład wykonawców trzeciej edycji będzie jeszcze bardziej imponujący. Co więcej, organizatorzy szykują się do kolejnego, letniego festiwalu. Messt Festival był reklamowany podczas BitterSweet. Wiemy, że odbędzie się w lipcu 2027 roku w Katowicach.
Hayden Panettiere nie żyje. Amerykańska gwiazda miała 36 lat
Gozdyra nie wytrzymała i starła się z dziennikarzem na wizji. "Nie drzyj się"
Pola Wiśniewska: Masz być cicha i niewidzialna. Od kobiet po rozstaniu oczekuje się cierpienia, które nikomu nie przeszkadza
Wyszła na scenę z flagą Polski na głowie, a internauci się oburzyli. Piszą o "zniewadze" i "profanacji"
Ostatnia premiera Jana Frycza. Na czerwonym dywanie pozował z żoną
Tak brzmiał ostatni wpis Panettiere. Dodała do niego zdjęcie
Brytyjka weszła do sklepu w Polsce i przeżyła zaskoczenie. "Koszmar"
Nowe ustalenia ws. śmierci Hayden Panettiere. Wiadomo, co wykluczyła policja
Cielecka zrobiła wyjątek i pokazała zdjęcie z Gelnerem. Fani zachwyceni: Bonnie i Clyde