Więcej newsów ze świata show-biznesu i polityki znajdziecie na stronie Gazeta.pl
Tomasz Lis pod koniec maja w trybie natychmiastowym przestał pełnić funkcję redaktora naczelnego "Newsweeka". Władze RASP-u podjęły taką decyzję z dnia na dzień i przekazały jedynie lakoniczną informację bez ujawniania szczegółów i przyczyn zwolnienia dziennikarza. Już wtedy mówiło się, że w grę może wchodzić mobbingowanie pracowników oraz przemocowe zachowania w miejscu pracy. Wirtualna Polska zbadała głębiej sprawę i dotarła do materiałów, w tym maili, oraz osób, które potwierdziły krążące domysły. Ofiary Lisa ujawniły szokujące szczegóły współpracy z nim. Dziennikarz odniósł się do artykułu.
Dziennikarze Wirtualnej Polski rozmawiały z wieloma osobami, które miały jakiekolwiek powiązania z Tomaszem Lisem w miejscu pracy. Każda z nich opowiadała o zachowaniach dziennikarza, które miały znamiona mobbingu. Obawiając się zemsty byłego szefa, nie chciały wypowiadać się pod nazwiskiem. Jedna z relacji pochodzi z ostatniego kolegium redakcyjnego z udziałem Lisa. Spóźniona pracownica zajęła jedyne wolne miejsce, które było obok niego. Szef opowiadał o spotkaniu Andrzeja Dudy z Wołodymyrem Zełenskim, a ich uścisk zaprezentował właśnie na niej.
Przyciąga do siebie dziennikarkę i zaczyna ją obłapiać, ewidentnie naruszając jej strefę komfortu. Dziewczyna sztywnieje, nie jest w stanie wydusić z siebie słowa sprzeciwu. Po twarzach zgromadzonych widać, że sytuacja budzi ich głęboki niesmak. Ale nikt się nie odzywa. To prawdopodobnie ostatni przypadek negatywnego zachowania Tomasza Lisa jako naczelnego "Newsweeka" - czytamy w materiale WP.
Według pracowników Lis opowiadał podczas kolegiów wulgarne, seksistowskie dowcipy, a także miał zaglądać w dekolt pracownicy i komentować kolor jej stanika. Atmosfera podczas spotkań miała być zależna od jego humoru, a gdy naczelny miał gorszy nastrój, miał wyładowywać się na podwładnych.
Będzie złośliwy i bezlitosny, a wszyscy spuszczą głowy i będą udawali, że nie słyszą i nie widzą, jak ich kolega jest upokarzany. Z obawy, że zostaną następną ofiarą. To straszny widok: kilkanaście dorosłych osób siedzi ze spuszczonymi głowami, czekając w napięciu, co się jeszcze wydarzy - opowiadał informator portalu.
Tomasz Lis odniósł się już do artykułu i zrobił to antenie Tok FM. Jego zdaniem artykuł to stek bzdur i nieprawdziwych zarzutów.
Ale wzrokiem go przemazałem, dostałem też pytania od autora. To zestaw półprawd, rozdmuchanych i poprzekręcanych. Jest to oparte na wyznaniach dwóch osób, które według mnie zasadnie usunąłem z redakcji. Dziś zrobiłbym to samo - tłumaczył.
Dodał też, że nie chce tego "ekstensywnie komentować, bo nadmierne komentowanie bzdur tylko je nobilituje".
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!