Ludzie ją kochali, ale kiedy upadła na ziemię, wszyscy ją omijali. Kubasińska zmarła trzy dni później

Była legendą polskiego rocka, elektryzowała tłumy, a niektórych również szokowała. Ale połączenie życia prywatnego z zawodowym nie wyszło jej na dobre. Kiedy po rozwodzie z Tadeuszem Nalepą zniknęła ze sceny, szybko zainteresowanie nią osłabło. Mira Kubasińska, charyzmatyczna wokalistka zespołu Breakout zmarła samotnie, w zapomnieniu.
Mira Kubasińska
Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Wyborcza.pl

Zapisała się w historii polskiej muzyki takimi hitami jak "Poszłabym za tobą", "Gdybyś kochał, hej", "W co mam wierzyć" czy "Na drugim brzegu tęczy". Przeboje kultowego zespołu Breakout nuciła cała Polska, a muzycy wyznaczali trendy. Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa byli złotą parą tamtych czasów - piękni, młodzi, utalentowani, stylowi, drwiący z cenzury i siermiężnej estetyki czasów PRL-u, wnosili powiew zachodu i artystycznej bohemy. Ale jak często w przypadku gwiazd rocka bywa, ich związek nie był wolny od problemów. Te z czasem doprowadziły do jego rozpadu, a wraz z nim przestał istnieć Breakout. Dla Miry Kubasińskiej oznaczało to powolne osuwanie się w zapomnienie. Imała się różnych, niezwiązanych z showbiznesem prac - pracowała m.in. w barze na Dworcu Centralnym. Jednak po pewnym czasie zaczęła planować wielki powrót na scenę. Niestety, nie było jej to dane - Mira Kubasińska zmarła nagle przed wydaniem nowej płyty. Dla publiczności zaśpiewała po raz ostatni dziesięć dni przed śmiercią.

Zobacz wideo Robert Kupisz wspomina przemoc w szkole lat 70.: Ja się w tym wychowałem i wydawało mi się, że tak ma być

Miłość i kariera

Mira Kubasińska przyszła na świat 8 września 1944 roku w Bodzechowie, w województwie świętokrzyskim. Od dziecka przejawiała talent muzyczny, prawdopodobnie odziedziczony w genach. "Dziadek grał na skrzypcach, na harmonii, ojciec też pogrywał, ale tylko w domu, przy jakichś uroczystościach - Wigilii, imieninach… I to wszystko. Ja natomiast słuchałam Sławy Przybylskiej. Oczywiście z radia, które w tamtych czasach było jeszcze rzadkością. Jak już ktoś miał radio, to pół Ostrowca się do niego schodziło" - wspominała Mira Kubasińska w rozmowie z onet.pl. Ale mała Mira wiązała swoją przyszłość raczej z tańcem niż ze śpiewem. Uczyła się baletu w zespole folklorystycznym przy Zakładowym Domu Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim, a jako ośmiolatka miała już na koncie pierwsze sukcesy. Jednak kiedy dorosła, zweryfikowała swoje plany. Wszystko za sprawą pewnego spotkania.

Na początku lat 60. młoda Mira Kubasińska przyjechała do Rzeszowa, gdzie jej zespół miał wziąć udział w eliminacjach do lokalnego konkursu. W tym samym miejscu młody gitarzysta, absolwent szkoły muzycznej, umilał gościom wieczory swoją grą. Tadeusz Nalepa, bo właśnie o nim mowa, od razu zwrócił uwagę na Mirę, która zaśpiewała piosenkę dla swojej koleżanki. Para zaczęła rozmawiać o muzyce, a następnie wymieniać listy. Po pewnym czasie, w 1963 roku, Tadeusz i Mira wystąpili wspólnie podczas II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie, wykonując utwór "Let’s Twist Again" Chubby'ego Checkera. Duet skradł serca publiczności i jury, zdobywając wyróżnienie. Od tej pory byli już nierozłączni - zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym.

Na początku stycznia 1964 roku Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa wzięli skromny ślub w USC w Wałbrzychu. Rok później na świecie pojawił się syn pary, Piotr, ale o rodzinnej sielance nie było mowy. Młodzi założyli zespół Blackout, Mira występowała także z polsko-brytyjską grupą The London Beats. Żyli w rozjazdach. "Piotruś miał wtedy nieco ponad rok - tułaliśmy się z nim po hotelach, po barach mlecznych, bo na restauracje nie było nas jeszcze stać. Autobus, trasa, pod ręką cały czas grzałka do gotowania kaszki. Jeździł tak z nami, aż do czasu pójścia do szkoły. W 1968 roku, kiedy wyjechaliśmy do Holandii, zostawiliśmy go w Rabce. I on nas po pół roku nie poznał" - wspominała Mira Kubasińska w wywiadzie z Mariuszem Szalbierzem. Wszystko jednak w imię sztuki. W 1968 roku Blackout zamienił się w Breakout, a Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa zyskali status gwiazd.

Złota para polskiego rocka

Podczas gdy na zachodzie młodzi szaleli za Janis Joplin czy The Doors, w Polsce zespół Breakout był prawdziwym przełomem. Pisano zresztą wówczas, że kapela "wyrwała polską muzykę z bigbitowego przedszkola i pokazała, czym jest prawdziwy rock". Mira Kubasińska na scenie skupiała na sobie całą uwagę, miała w sobie nieuchwytny urok, hipnotyzowała publiczność. Byli jednak też tacy, którym jej nieskrępowana wolność była nie w smak.

Spore kontrowersje wywołał m.in. hipisowski taniec wokalistki na scenie festiwalu w Opolu w 1969 roku. Prasa rozpisywała się o nim w mało pochlebnych słowach. "Nie po linii" PRL-owskich decydentów były zresztą też długie włosy Tadeusza Nalepy. "No, z takimi włosami to pan nie wystąpi!" - powiedział przed występem kierownik transmisji telewizyjnego koncertu. Breakout jednak wystąpił, a Nalepę filmowano tak, by nie było widać, iż ma związane włosy. 

Mira Kubasińska była gwiazdą, ale też żoną i matką. A połączenie tych dwóch stref nie było proste - szczególnie wówczas, gdy Breakout stał się sławny. "To z czasem stało się bardzo męczące. Nie miałam chwili dla siebie, nie mogłam spokojnie wyjść na spacer z dzieckiem, nie mogłam wejść do sklepu, do restauracji, bo zawsze znaleźli się jacyś ciekawscy. Na dłuższą metę było to nie do zniesienia" - wspominała po latach Mira Kubasińska.

Tymczasem jej mąż naciskał ponoć, aby porzuciła karierę i skupiła się na domu i dziecku. Wszystko to sprawiło, że w małżeństwie coraz częściej pojawiały się tarcia. Z czasem para zdecydowała, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozwód - postanowili jednak z tym krokiem poczekać, aż ich syn będzie pełnoletni, aby jak najmniej się to na nim odbiło. "Mimo że miałem już naście lat, przyjmowałem to bardzo niedobrze i bardzo mocno przeżywałem. Bo wyobrażałem sobie, że oni będą zawsze razem. Niestety, tak się w przyrodzie dzieje, że ludzie się rozchodzą" - wspominał po latach Piotr Nalepa, który również związał swoje życie z muzyką i jest gitarzystą.

Zwyczajna baba

W 1982 roku Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa się rozwiedli, wówczas też przestał istnieć Breakout. Wielu znajomych pary uważało jednak, że artystka nigdy nie przestała kochać męża. Dlatego też po rozstaniu jej życie nie potoczyło się zbyt dobrze. Ponoć Mira Kubasińska zmagała się z problemami z alkoholem, a nowy związek miał być swojego rodzaju zemstą na byłym. "Zamieszkała z takim facetem w przyczepie kempingowej. Mieli dziecko. Uważam, że zrobiła to na złość Nalepie, bo była w Tadeuszu jeszcze długo po rozstaniu zakochana" - opowiadał Bogdan Loebl, autor tekstów popularnych hitów.

Mira wkrótce zaszła w ciążę i urodziła drugiego syna, Konrada. Ale musiała znaleźć nowy sposób zarabiania na życie. Pokazała wówczas swoją siłę, imając się różnych prac. "Aby zarobić na życie, przez siedem lat produkowałam i rozwoziłam farby dla zaopatrzenia artystów plastyków. Pracowałam w barku na Dworcu Centralnym, malowałam Smurfy, szyłam szelki. Jakoś musiałam sobie radzić…" - wspominała w wywiadzie z Mariuszem Szalbierzem. "Mama zawsze starała się, żeby na chleb i podstawowe rzeczy pieniądze były. Zarabiała na różne sposoby. Była dostawcą słodyczy i ciast. Jeździła wielkim dostawczym samochodem po Warszawie" - mówił w programie "Uwaga. Kulisy sławy" młodszy syn artystki - Konrad.

Mira Kubasińska podkreślała, że to właśnie rodzina jest i zawsze była dla niej najważniejsza. "Nigdy nie traktowałam śpiewania jako źródła życiowej satysfakcji. To normalna praca dla utrzymania rodziny. Nie jestem żadną artystką. Jestem zwyczajną babą, która kocha dom, swoich mężczyzn i babskie obowiązki".

W pewnym momencie zapragnęła jednak powrócić na scenę. Występowała m.in. z zespołem After Blues, K.G. Band i Bluesquad. Planowała na dobre reaktywować karierę, wydać nową płytę. Miała jeszcze wiele do powiedzenia i do zaśpiewania. "Muszę się pochwalić, że pracuję nad nowymi nagraniami. W styczniu ukaże się singiel, w kwietniu cała płyta, pierwsza po przeszło 25 latach. Wreszcie mogę powiedzieć: wracam!" - mówiła w 2005 roku. Niestety, stało się inaczej.

8 października 2005 roku Mira Kubasińska wystąpiła w Szamocinie. Jak się później okazało, był to jej ostatni koncert. Artystka zmarła bowiem dziesięć dni później - samotnie, w wyniku bardzo nieprzyjemnego zdarzenia. Podczas wyprawy po zakupy Mira Kubasińska zasłabła - jak się później okazało, w wyniku udaru mózgu. Ale kiedy leżała na ulicy, ludzie długo mijali ją obojętnie. Kiedy artystka wreszcie trafiła do szpitala, było już za późno - po trzech dniach zmarła. Ostatnia płyta okazała się jej ostatnim marzeniem. Ujrzała ona światło dzienne w 2009 roku dzięki muzykom z zespołu K.G. Band, którzy dokończyli sami pracę nad albumem zatytułowanym "Miracle".

Więcej o: