W latach 50. minionego wieku porywała tłumy. Jej piosenki nuciła cała Polska, a sale koncertowe podczas występów pękały w szwach. Ale choć Marta Mirska była obdarzona pięknym głosem, który zachwycał publiczność, ponoć prywatnie lepiej było schodzić jej z drogi. Niezwykle konfliktowy charakter artystki był tajemnicą poliszynela. Na swoim koncie Mirska miała skandal z udziałem Mieczysława Fogga dotyczący piosenki "Pierwszy siwy włos", a także ostrą wymianę zdań z Hanką Bielicką.
Ona sama nie uważała swojej skłonności do wdawania się w potyczki za wadę. Wręcz przeciwnie - chwaliła się skandalami w wywiadach. Ale większość środowiska była innego zdania. Z czasem konfliktowość Marty Mirskiej, a także jej skłonność do nałogów, przyczyniły się do problemów artystki. Zmarła samotna i zapomniana, w skrajnej biedzie.
Choć fani poznali ją jako Martę Mirską, na świat przyszła 12 lutego 1918 roku w Warszawie jako Alicja Nowak. Dzieciństwo spędziła w Gdańsku, a po maturze zamieszkała w Wilnie. Niewiele brakowało, aby w ogóle nie stanęła na scenie. Początkowo marzyła bowiem o karierze w medycynie, ale dzięki swoim siostrom zdecydowała się wziąć udział w konkursie talentów. Następnie rozpoczęła karierę w warszawskim Teatrze Rewiowym Ali-Baba.
Niedługo później wybuchła jednak II wojna światowa. Młoda artystka nadal występowała, m.in. w Wilnie u boku Ludwika Sempolińskiego, ale jednocześnie działała w konspiracji - była łączniczką AK. Dotknęła ją też osobista tragedia. W 1938 roku Alicja Nowak poznała Jana Zieleniewskiego, oficera marynarki handlowej, marynarza "Daru Pomorza". Para zakochała się w sobie i wkrótce wzięła ślub. Niestety, niedane im było nacieszyć się małżeństwem. Zieleniewski zginął na froncie tuż po wybuchu wojny. Śmierć ukochanego była wielkim ciosem. Artystka napisała poświęcony mężowi wiersz "Wspomnienie" i nigdy tak naprawdę nie zapomniała pierwszej miłości. Często nawet podpisywała się nazwiskiem zmarłego ukochanego.
Po latach ponownie wyszła za mąż - za Zbigniewa Renigera, perkusistę, którego poznała na scenie. Mężczyzna akompaniował artystce, która błyskawicznie pięła się po szczeblach kariery. Wkrótce jej hity, takie jak "Podwieczorek przy mikrofonie" i "Przy sobocie po robocie", nuciła cała Polska. Krytycy rozpływali się w zachwytach nad głębokim altem Marty Mirskiej, a publiczność pokochała łatwo wpadające w ucho piosenki. W środowisku zaczęła jednak nieść się wieść, że Mirska owszem, ma wielki talent, ale prywatnie jest, delikatnie mówiąc, dość wybuchowa.
Lucjan Kydryński pisał o Marcie Mirskiej, że nie miała sobie równych wśród ówczesnych pieśniarek. Ale jednocześnie o skandalach z jej udziałem krążyły w powojennej Polsce prawdziwe legendy. Ona zresztą sama je podsycała, chwaląc się konfliktami w wywiadach. Szerokim echem odbiła się afera z udziałem Mirskiej i Mieczysława Fogga. O co poszło dwóm największym ówczesnym gwiazdom? Zarzewiem kłótni była piosenka "Pierwszy siwy włos". Mirska miała do tego utworu emocjonalny stosunek, ponieważ to właśnie on przyczynił się do rozwoju jej kariery. W 1957 roku Władysław Szpilman zaproponował Marcie Mirskiej wykonanie rzeczonej piosenki. Artystka początkowo odmówiła, twierdząc, że to utwór dla bardziej dojrzałej kobiety. Szpilman nalegał. - Mówi, że to piosenka dla starszej piosenkarki. A ona co, młoda? Ma już dobrze po trzydziestce. Poza tym musi zaśpiewać, bo program koncertu jest już wydrukowany - wspominał kompozytor. Ostatecznie Mirska zaśpiewała "Pierwszy siwy włos" podczas koncertu w Hali Gwardii i podbiła serca publiczności.
Tymczasem jednak Mieczysław Fogg nagrał własną wersję utworu i utrzymywał, że to on sprawił, iż "Pierwszy siwy włos" stał się hitem. To miało doprowadzić Martę Mirską do szału. Pewnego razu rzekomo zaatakowała nawet słynnego muzyka widelczykiem do ciasta, na tyle dotkliwie dźgając go nim w dłoń, że interweniować musieli kelnerzy. Oskarżyła też Fogga o kradzież, a w wywiadach nazywała go nikczemnikiem i złodziejem, chwaliła się także, że "spuściła mu łomot". Artysta próbował zakopać topór wojenny, wielokrotnie przepraszając Mirską, ale ta była wyjątkowo zacietrzewiona. W efekcie autor "Ostatniej niedzieli" zaczął unikać wybuchowej koleżanki. I nie on jeden. Głośne też były jej potyczki słowne z Hanką Bielicką.
Marta Mirska nie tylko nie przebierała w słowach i uciekała się do rękoczynów. Znana była też ze swojego zamiłowania do alkoholu. Ponoć w godzinę była w stanie sama wypić litr wódki. W połączeniu z jej wybuchowym charakterem była to bardzo niebezpieczna mieszanka. I to ona pociągnęła artystkę z samego szczytu na dno.
Marta Mirska podczas swojej kariery nagrała ponad 500 utworów. Wiele z nich stało się hitami. Łatwe do zapamiętania teksty i wpadające w ucho melodie trafiły idealnie w gusta zmęczonej trudami wojny, spragnionej rozrywki publiczności. Wydawało się, że Marta Mirska to jedna z artystek, która będzie występować do późnej starości. Tak się jednak nie stało. Zachowanie artystki sprawiło, iż z czasem stała się w środowisku persona non grata. Nikt nie chciał z nią współpracować, przestano zapraszać ją na branżowe imprezy. - To banda neurastenicznych, zawistnych ludzi. Gdy odniosłeś sukces, fałszywie będą się do ciebie łasić, a gdy się przewrócisz, w najlepszym przypadku zignorują - grzmiała w jednym z wywiadów Marta Mirska.
Fani z kolei byli skłonni wiele Marcie Mirskiej wybaczyć. Kiedy w 1974 roku kończyła karierę, wciąż uwielbiały ją tłumy, o czym świadczyły błyskawicznie się wyprzedające koncerty. Ale lata nałogu zaczęły się mścić, a artystka zaczęła podupadać na zdrowiu. Wolała odejść, będąc na szczycie. - Niech mnie pamiętają taką, jaką mnie znali i kochali. Nie ma nic gorszego niż zburzyć swoją legendę - mówiła autorom książki „Marta Mirska. Gloria i gehenna". Tłumaczyła też, że nie widzi dla siebie miejsca w świecie, w którym zapanowała moda na big-beat. Niestety jednak okazało się, że o Marcie Mirskiej szybko zapomniano.
Po wycofaniu się ze świata show-biznesu Marta Mirska skupiła się na opiece nad chorym mężem. Wylew sprawił, że Zbigniew Reniger był częściowo sparaliżowany. Ale i jej stan zdrowia stale się pogarszał. Pod koniec życia artystka cierpiała na depresję i problemy z sercem. Pojawiły się też trudności finansowe. Choć w latach świetności Marta Mirska zarabiała iście gwiazdorskie stawki, nigdy nie potrafiła oszczędzać - wręcz przeciwnie, była niezwykle rozrzutna.
Pomogli jej jednak znajomi. Dziennikarz Bogusław Kaczyński zorganizował zbiórkę, z której fundusze miały zapewnić Mirskiej i jej mężowi godny byt, a także zatrudnić opiekunkę do wymagającego stałej opieki mężczyzny. Pomoc nie starczyła jednak na długo. W 1991 roku w odstępie krótkiego czasu zmarł zarówno Zbigniew Reniger, jak i Marta Mirska - artystka odeszła 15 listopada. Małżeństwo spoczęło obok siebie na Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie. W 2011 roku, w 20. rocznicę śmierci Mirskiej, w alei Wyzwolenia 9 w Warszawie odsłonięto tablicę upamiętniającą artystkę.
Spłonął grób Łukasza Litewki. Tragiczne wieści z Sosnowca
Doda zdradziła, czym zajmowała się od miesięcy. Trzymała to w tajemnicy. Nagle wspomniała o Nawrockim
Cyfrowy Polsat nie patyczkuje się z Solorzem i jego żoną. W tle wrogie przejęcie
Detektywi przekazali nowe informacje w sprawie zaginionej na Majorce Polki. Przepadł ważny dowód
Katarzyna Cerekwicka została mamą! Zdradziła płeć i pokazała zdjęcie. "Teraz naprawdę rozumiem"
Cyrwus wygadał się, ile dostawał za granie Ryśka w "Klanie". Podał konkretną kwotę
Była Chajzera o jego związku z 20-latką. Wspomniała o synu. "Jest mi po prostu wstyd"
Kim Kardashian łyka 35 suplementów dziennie. Ekspertka złapała się za głowę i powiedziała nam, co może jej grozić
Fabijański szczerze o pobycie w szpitalu psychiatrycznym. "Nie było innej możliwości"