Weronika Rosati: Moje życie osobiste się rozpadało, musiałam znosić ból i traumy. Najstraszniejszy moment

To druga część felietonu Weroniki Rosati. Przeczytacie w nim o relacji z Dustinem Hoffmanem, ciężkim wypadku samochodowym oraz niebezpiecznej sytuacji w ciąży. Tekst powstał w ramach cyklu "Gwiazdy piszą", w którym oddajemy głos bohaterom naszych publikacji, by mogli opowiedzieć własne historie.
Weronika Rosati
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Pierwszą część felietonu Weroniki Rosati przeczytasz TUTAJ. Musiałam lecieć z powrotem zaraz po Nowym Roku i być dostępna na planie od początku stycznia. Po przymiarkach, podpisaniu kontraktu i odebraniu w końcu mojej karty członkowskiej związku SAG, poproszono mnie o przyjście i przywitanie się ze wszystkimi na planie. Pamiętam te chwile bardzo dobrze. To był dzień, w którym Dustin Hoffman kręcił swoje sceny z Dennisem Fariną. Reżyser Phillip Noyce zaprosił mnie, bym usiadła obok niego w strefie produkcyjnej, a Dustin ciągle podbiegał i pytał Phillipa, co sądzi o poszczególnych dublach. Był pełen pomysłów. Myślę, że Phillip chciał już przejść do kolejnej sceny, gdy nagle Dustin odwrócił się do mnie i zapytał, co ja myślę. A ja w odpowiedzi zacytowałam mu słynną kwestię, którą Lawrence Olivier powiedział do niego na planie "Maratończyka": A nie łatwiej byłoby to po prostu zagrać, mój chłopcze? Mój Boże, bardzo mu się to spodobało i zaczął się strasznie śmiać.

Zobacz wideo Polki podbijają Hollywood?

Na początku miałam podpisany kontrakt tylko na jeden odcinek. Po nakręceniu moich scen dostałam telefon z biura scenarzysty, Davida Milcha, z pytaniem, czy mogłabym się z nim spotkać jeszcze tego samego dnia. Akurat miałam odebrać mamę z lotniska, więc powiedziałam: Właśnie jadę po mamę. A oni na to: To przyjedźcie razem. Wzięłam więc mamę z lotniska i powiedziałam jej, że musimy iść na obiad ze scenarzystą. David Milch nie mógł być bardziej uprzejmy dla mojej mamy, zamawiając dla niej naprawdę najlepsze dania. Powiedział mi, jak bardzo podobało mu się to, co zrobiłam w pierwszym odcinku i oznajmił, że chciałby wprowadzić moją postać do kolejnych epizodów - i co ja na to? To znaczy, co JA na to?! Tak, OK, daj mi pomyśleć... Byłam taka szczęśliwa! Kręciliśmy ten serial do czerwca i wszystkie moje wspomnienia z planu są niezwykle żywe. Mann chciał, żebym nauczyła się pracy krupierki, bo taka była moja postać, więc wysłano mnie na lekcje rozdawania kart do prawdziwych kasyn pod okiem profesjonalistów, co czyniło to doświadczenie jeszcze bardziej wyjątkowym. Nasz serial miał premierę w Chinese Theatre w Hollywood - miejscu, w którym premierę miało między innymi "Przeminęło z wiatrem". Pamiętam, że musiałam przylecieć prosto z planu filmu "Iceman", który w końcu doszedł do skutku, a z kolei na plan "Icemana" przyleciałam prosto z planu jednego z najważniejszych filmów w mojej karierze - "Obławy".

Sukces "Obławy" i pasmo amerykańskich ról

Chyba dwa lata wcześniej moja mama - tak, moja mama - odebrała telefon od reżysera, który powiedział, że nie ma mojego numeru, a ma dla mnie główną rolę, którą chciałby mi zaproponować. Moja mama zawsze przynosiła mi szczęście. Reżyser nazywał się Marcin Krzyształowicz, a projekt nosił tytuł "Obława". Pamiętam, że spotkałam się z nim w Krakowie, kiedy kręciłam serial dla TVN zatytułowany "Majka" i że dał mi scenariusz. Minęło już kilka lat, odkąd grałam główną rolę w polskim filmie fabularnym. Pamiętam, że kiedy przeczytałam scenariusz, wiedziałam, że to jedna z najważniejszych ról, jakie kiedykolwiek dostałam i zapewne dostanę w mojej karierze aktorskiej.

To mroczny, surowy dramat z czasów II wojny światowej oparty na faktach, a moja bohaterka była pielęgniarką, która musiała podjąć najtrudniejszą decyzję. Ta rola była wielowymiarowa i głęboka, i cieszyłam się, że nie dostałam jej schematycznie zgodnie z moim wizerunkiem. Kiedy film miał premierę, zdobył liczne nagrody na międzynarodowych festiwalach filmowych oraz w Polsce, a ja dostałam nominację do Orłów (Polskich Nagród Filmowych) i zebrałam niesamowite recenzje za swoją rolę oraz nagrodę Poli Negri. Co było miłą odmianą, bo prasa jak do tej pory nie traktowała mnie zbyt przychylnie, mówiąc delikatnie.

Podsumowując, w 2012 roku wyszedł serial "Luck" i poproszono mnie o powrót w drugim sezonie, odbyła się premiera filmu "Iceman", a ja dostałam angaż do trzech innych amerykańskich filmów: "Twardziele" ("Stand Up Guys") u boku Ala Pacino i Christophera Walkena, "Last Vegas" z Michaelem Douglasem i Robertem De Niro oraz "Kula w łeb" ("Bullet to the Head") z Sylvestrem Stallone i Jasonem Momoa. Do tego doszedł ogromny sukces "Obławy". Oferty sypały się zarówno w Ameryce, jak i w Polsce. Pamiętam, że byłam szczególnie podekscytowana, gdy zaproponowano mi zagranie jednej z głównych ról w "Obcym ciele" Krzysztofa Zanussiego. Udało mi się dokończyć ten film w Polsce. Miałam zostać jeszcze dwa tygodnie, ale musiałam lecieć do LA, ponieważ dostałam rolę w amerykańskim filmie. Niestety, całe to pasmo sukcesów zostało brutalnie przerwane przez wypadek samochodowy, który przydarzył mi się w 2013 roku. Ponieważ ten tekst jest o mojej karierze, nie będę wchodzić w szczegóły, ale mogę powiedzieć, że przeszłam pięć operacji, spędziłam miesiące w szpitalu, przez dwa lata chodziłam o kulach. I... no cóż, nie mogłam grać. Wszystkie oferty i zapytania o moją dostępność musiały spotkać się z uprzejmą odmową.

Powrót do zdrowia, macierzyństwo i nowe wyzwania

Jestem bardzo wdzięczna dyrektorce castingu Nadii Lebik za obsadzenie mnie - mimo że nie byłam jeszcze w pełni wyleczona - w jednej z głównych ról w serialu "Strażacy". Powrót na plan po wielu miesiącach leżenia w łóżku i rehabilitacji był dla mnie prawdziwym błogosławieństwem. Jestem też wdzięczna Agnieszce Holland, która obsadziła mnie w tym czasie w drugoplanowej roli w "Dziecku Rosemary" z Zoe Saldaną, kręconym w moim ukochanym Paryżu. Powoli wracając do formy i dochodząc do siebie po operacjach, byłam bardzo uparta i zdeterminowana, by jak najszybciej odzyskać zdrowie i wrócić do pracy. Kiedy stan zdrowia mi na to pozwolił, znów zaczęłam chodzić na castingi. Gdzieś w połowie 2015 roku poproszono mnie o nagranie self-tape do popularnego serialu "Supernatural" ("Nie z tego świata"). Uwielbiałam tę rolę - odważnej i inteligentnej francuskiej szpieg z lat 40. Dostałam ją i pomyślałam, że będzie to bardzo ładny powrót do czynnego życia zawodowego w wieku 31 lat. Kręciliśmy ten serial w Vancouver i po tych dwóch latach przerwy i braku możliwości poruszania się, cudownie było móc podróżować za pracą i odkrywać nowe miejsca, w których kręciłam. Świetne w tym serialu było również to, że mój odcinek reżyserował John Badham, ten sam, który wyreżyserował kultową "Gorączkę sobotniej nocy".

Mniej więcej w tym samym czasie dostałam jedną ze swoich pierwszych ról komediowych w serialu "Objazd" ("The Detour"), stworzonym przez jednego z najbardziej znanych producentów komediowych. To była powracająca rola rosyjskiej gold diggerki. Naprawdę dobrze się bawiłam, grając ją - to jest wspaniałe w aktorstwie, że przez chwilę możesz być kimś, kim w prawdziwym życiu nigdy nie odważyłabyś się lub nie chciałabyś być i to bez konsekwencji (śmiech).

Kiedy moja kariera w Polsce i w LA znowu zaczynała nabierać rozpędu, nie przewidziałam, że coś kolejny raz ją zatrzyma. Różne wydarzenia w moim życiu osobistym mocno skomplikowały moją ścieżkę zawodową. Ale dobrym, a właściwie najwspanialszym rezultatem tych zawirowań jest moja córka, która urodziła się w 2017 roku. Kiedy byłam w ciąży, niewiele grałam, między innymi dlatego, że będąc w czwartym miesiącu ciąży, miałam mały wypadek na planie serialu "Ultraviolet" dla AXN. Podczas kręcenia sceny walki upadłam na planie. To był chyba najstraszniejszy moment w moim życiu. Dzięki Bogu nic się nie stało, ale po tym wydarzeniu zdecydowałam, że dopóki jestem w ciąży, nie będę grać i skupię się całkowicie na sobie i dziecku.

Kiedy moja córeczka miała pięć miesięcy, musiałam jednak wrócić do aktorstwa, żeby zarobić na życie. Nie było to dla mnie idealne, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Miałam ogromne szczęście, że dostałam wspaniałą główną rolę w hitowym serialu Polsatu "Zawsze warto". Serial był tak popularny, że nakręciliśmy drugi sezon i dostaliśmy Telekamerę za najlepszy serial roku. Ale nie mogłam w pełni cieszyć się tym sukcesem. To był dla mnie wówczas bardzo ciężki czas. Moje życie osobiste się rozpadało, musiałam znosić ból i traumy, a jednocześnie ten serial mnie ratował i pozwalał oderwać myśli od najbardziej ponurych spraw. Moje dziecko było ze mną przez cały czas i jestem ogromnie wdzięczna szefom produkcji, że na to pozwolili.

Właściwie miałam dużo szczęścia po porodzie, bo oferty same spływały. Po nakręceniu pilota do "Zawsze warto", nagrałam self-tape do drugoplanowej roli głównej w amerykańskim filmie "Send It" z Denise Richards i 2 Chainzem, kręconym latem 2018 roku w Rodanthe w Północnej Karolinie. Tak więc ja, moja mama i Elizabeth przeprowadziłyśmy się na całe lato do wynajętego przez produkcję domu nad oceanem w Rodanthe, spędzając tam bardzo mi potrzebne spokojne, cudowne wakacje. W międzyczasie kręciłam film.

Po zakończeniu zdjęć musiałam wrócić do Polski, aby wznowić rolę w "Zawsze warto", które zostało przedłużone na pełny serial, a także zaliczyłam powrót do "M jak miłość". Będąc w Polsce, dowiedziałam się, że Lech Majewski szuka aktorki do roli Elizabeth Taylor. Dla tych, którzy mnie nie znają, wyjaśnienie: nie ma większej fanki Elizabeth Taylor niż ja. Dlatego moja córka ma na imię - tak, zgadliście - Elizabeth. Pamiętam, że poprosiłam mojego agenta o numer telefonu do reżysera. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam: Nikt inny nie może zagrać Elizabeth Taylor, tylko ja. Był nieco oszołomiony moją pewnością siebie i powiedział: Ale nie wydaje mi się, żebyś miała kształty Elizabeth Taylor. Na co odpowiedziałam mu: O nie, karmię piersią! To załatwiło sprawę. Miałam kształty Elizabeth Taylor - tymczasowo, ale w odpowiednim momencie. To były magiczne zdjęcia. Joanna Opozda grała Brigitte Bardot, a film trafił na liczne międzynarodowe festiwale filmowe. To również na zawsze pozostanie jednym z najważniejszych punktów mojej kariery - móc faktycznie zagrać swoją idolkę. Ile aktorek może się tym pochwalić?

Mniej więcej w tym samym czasie dyrektor castingu Małgosi Szumowskiej zapytał, czy mogłabym podesłać swoje zdjęcie agencyjne (headshot). Wiedziałam, że Małgośka robi film i od lat chciałam z nią pracować. Spotkałyśmy się, i obsadziła mnie - podobno to jej mąż, świetny aktor Mateusz Kościukiewicz, zasugerował jej mnie do tej roli. Dziękuję! I tak właśnie dostałam angaż w "Śniegu już nigdy nie będzie". W tym filmie przyszło mi zagrać dwie role. Grałam obiekt westchnień głównego bohatera, a dla przekory - również jego matkę w jego wspomnieniach.

Zdjęcia do tego filmu zakończyły się dosłownie dwa miesiące przed wybuchem pandemii COVID-19. Właśnie dlatego film ten poza obecnością na kilku prestiżowych festiwalach - w tym na Festiwalu Filmowym w Wenecji, i Festiwalu Filmowym w Telluride - nie mógł dotrzeć do szerszych kręgów odbiorców. Żałuję, bo to piękny film, który warto zobaczyć. Ale w czasie pandemii wszystko zostało wstrzymane. W pewnym sensie ta wymuszona przerwa mi odpowiadała, bo mogłam w pełni skupić się na swoim dziecku.

Uroczysta premiera filmu Śniegu już nigdy nie będzie
Uroczysta premiera filmu Śniegu już nigdy nie będzieEast News

Ewolucja: Główne role i produkcja

Ostatnie lata przyniosły zmianę perspektywy. Moja kariera nie jest już wszystkim. Od 8 lat moim naczelnym priorytetem jest moja córka. Jednak ta równowaga doprowadziła mnie do najbardziej satysfakcjonujących projektów. W 2022 roku zagrałam główną rolę w międzynarodowym thrillerze "It’s Not Over", kręconym w szkockich Highlands u boku Christophera Lamberta. To była produkcja, podczas której czułam się jak w rodzinnym domu - moja mama towarzyszyła mi, by opiekować się Elizabeth, a włoska ekipa traktowała nas po królewsku. Za tę rolę otrzymałam kilka nagród dla najlepszej aktorki na festiwalach we Włoszech, Kalifornii i Szwecji.

Niedawno postawiłam też pierwsze kroki jako producentka. Znając Ala Pacino od ponad 20 lat, miałam okazję dołączyć do produkcji filmu "Lear Rex" (z Alem w roli tytułowej i z Jessiką Chastain) jako współproducentka wykonawcza (Co-Executive Producer). Nauka architektury filmu z drugiej strony kamery to dla mnie ekscytujący nowy rozdział.

Patrząc wstecz na tamtą noc w Wenecji, widzę, że pięcioletnia dziewczynka z "wielkim planem" miała rację. Nigdy nie chodziło o sławę - chodziło o pasję i miłość do zawodu, do filmów. Kluczem do sukcesu w tej trudnej branży jest wytrwałość - nawet kiedy jesteś o kulach, a zwłaszcza wtedy, gdy musisz zagrać Króla. Nauczyłam się, że w moim życiu i karierze nic nie przychodzi łatwo. Nigdy nie byłam aktorką, która miała po prostu szczęście. Musiałam ciężko pracować i nigdy się nie poddawać. A sukcesy są nagrodą za lata wyrzeczeń, walki i podnoszenia się z porażek. Najlepiej to ujęła Lana Del Rey: Robić to, co się kocha, to wolność. Kochać to, co się robi, to szczęście.

Więcej o: