Ja też przez lata słyszałam, że jestem silna. I rzeczywiście jestem. Życie bardzo szybko mnie tego nauczyło. Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że kiedy ludzie cały czas powtarzają ci, jaka jesteś silna, zaczynają jednocześnie oczekiwać, że zniesiesz wszystko. Że można w ciebie strzelać, a ty i tak wstaniesz. Że nic cię nie rusza. Że nie masz prawa się rozsypać, bo przecież: Joanna sobie poradzi. A ja jestem po prostu człowiekiem. Bardzo wrażliwym człowiekiem. I chyba właśnie ta wrażliwość jest jednocześnie moją największą siłą i największym problemem.
Największą samotność czuję wieczorem. Wtedy, kiedy gasną światła i odkładam mojego synka spać po przeczytaniu mu książki. Zawsze czytam mu książkę przed snem. Uwielbia to. Widzę, jak wtedy się uspokaja i czuje bezpiecznie. Mimo że próbowałam nauczyć go spać osobno, nadal najczęściej zasypia obok mnie. I pozwalam mu na to, bo wiem, jak ważne dla dziecka jest poczucie bezpieczeństwa i bliskość.
To właśnie wtedy przychodzi cisza. A ja bardzo długo bałam się ciszy. Bałam się jej bardziej niż hałasu mediów, komentarzy i artykułów. Bo w ciszy zostajesz sama ze sobą. Ze swoim lękiem, zmęczeniem, pytaniami i pustką. Z myślami, których przez cały dzień próbujesz nie słyszeć. Czasami próbuję zagłuszyć to wszystko czymkolwiek. Włączam medytacje, czytam, oglądam coś kompletnie głupiego, scrolluję telefon jak każdy normalny człowiek. A czasami po prostu siedzę i patrzę w sufit, zastanawiając się, kiedy moje życie zrobiło się aż tak skomplikowane.
W swoim życiu miałam kilka momentów, kiedy psychicznie naprawdę się rozsypałam. Zdrada bolała bardzo. Szczególnie dlatego, że wydarzyła się w czasie, kiedy byłam w ciąży. Kobieta wtedy jest delikatniejsza, bardziej wrażliwa, bardziej krucha niż chce pokazać światu. Ale najgorszy ból przyszedł później.
Najbardziej przerażające momenty mojego życia nie miały nic wspólnego z show-biznesem, okładkami czy plotkami. Najbardziej bałam się, kiedy chorowało moje dziecko. Mało o tym mówię publicznie, ale wiele razy siedziałam z synem w szpitalu i naprawdę myślałam, że pęknie mi serce. Są takie momenty, kiedy świat przestaje istnieć. Nie liczą się pieniądze, rozpoznawalność, sukcesy ani opinie ludzi. Liczy się tylko to, żeby twoje dziecko oddychało spokojnie i było bezpieczne.
Myślę, że właśnie wtedy człowiek naprawdę dowiaduje się, kim jest. Rozpoznawalność daje możliwości, ale zabiera też bardzo dużo. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wygląda życie pod ciągłą oceną. Zdjęcia robione ukradkiem w najbardziej prywatnych momentach. Artykuły pisane tak, jakby ktoś znał twoje życie lepiej od ciebie. Nagłówki, które mają cię sprowokować albo zniszczyć. Na początku bardzo mnie to bolało. Czytałam komentarze. Przejmowałam się. Dzisiaj mam większy dystans. Zrozumiałam, że nie wszyscy muszą mnie lubić i to jest w porządku. Nie jestem zupą pomidorową. Mam swoje zdanie i zawsze będę go bronić.
Zresztą im jestem starsza, tym bardziej doceniam święty spokój. Kiedyś wydawało mi się, że szczęście to wielkie rzeczy, sukcesy i idealne życie. Dzisiaj największym luksusem jest dla mnie spokojny wieczór, zdrowe dziecko, kilka godzin bez lęku i ludzie, przy których mogę być sobą, a nie "wersją siebie". Najsmutniejsze jest jednak coś innego. To, jak łatwo ludzie wierzą w medialne historie. Sama żyję w show-biznesie od lat i wiem, jak bardzo wykreowany potrafi być świat, który widzimy. Czasami prawdziwy człowiek nie ma nic wspólnego z tym, jak przedstawiają go media. Wystarczy nie grać do jednej bramki, odmówić kilku wywiadów albo nie robić tego, czego oczekują od ciebie inni, żeby nagle stać się "tą złą". A później tysiące ludzi oceniają cię tak, jakby znali cię osobiście.
Rozwód zabrał mi przede wszystkim zaufanie. Dzisiaj dużo trudniej mi uwierzyć w miłość. Nawet kiedy ktoś daje mi dobro, często szukam podstępu. Łapię się na tym i próbuję to przepracować, ale pewne doświadczenia zostają w człowieku na długo. Myślę, że istnieją dwie Joanny Opozdy. Ta medialna, uśmiechnięta, zawsze zrobiona, w idealnym makijażu, prosto od fryzjera, gotowa do zdjęć i rozmów o rzeczach, które często nie mają dla mnie większego znaczenia. I ta prawdziwa, która wieczorami słucha medytacji, czyta książki Hawkinsa, Zelanda czy Tolle'a, czasami płacze ze zmęczenia, a czasami śmieje się sama do siebie z absurdów własnego życia i próbuje poskładać siebie na nowo.
Dzisiaj nie próbuję już być idealna. Próbuję być spokojna. Próbuję być dobrą mamą. Próbuję ocalić w sobie wrażliwość w świecie, który bardzo często nagradza chłód. I chyba tylko tego chciałabym nauczyć ludzi. Żeby nigdy nie oceniali drugiego człowieka wyłącznie przez pryzmat plotek, zdjęć i nagłówków, bo prawda o człowieku prawie nigdy nie mieści się w artykule.
Halejcio nie wytrzymała i odgryzła się Zielińskiej po burzy wokół jej męża. "Gdzie byłaś siedem lat temu?"
Uznańska-Wiśniewska w żałobie. "Dziękuję za wszystko"
Archie i Lilibet nie wiedzą, że ich dziadek jest królem? Szokujące kulisy decyzji Meghan i Harry'ego
Słowa męża Halejcio o jej pracy oburzyły Zielińską. "Jestem przerażona tymi wypowiedziami"
Joanna Opozda: Największą samotność czuję wieczorem. To właśnie wtedy przychodzi cisza. A ja bardzo długo bałam się ciszy
Helena Król-Kołodziey nagle zniknęła z mediów. Tak dziś wygląda gwiazda "Żon Hollywood"
Fani są zachwyceni metamorfozą Lilli z "Sanatorium miłości". Tylko spójrzcie!
Racewicz wzięła ślub sama ze sobą. Krytycy pytali: Po co? Teraz wprost im odpowiada
Małgorzata Kalicińska wspomina ostatni rok życia męża. "Lekarz kazał mi coś ze sobą zrobić"