Małgorzata Kalicińska otwarcie opowiedziała o tym, jak wygląda jej życie po śmierci męża. Jej ukochany odszedł we wrześniu 2025 roku po długich zmaganiach z chorobą. W rozmowie z magazynem "Viva!" powieściopisarka zdradziła, że codzienność po stracie bliskiej osoby wciąż jest dla niej dużym wyzwaniem.
Pisarka przyznała, że skupia się przede wszystkim na teraźniejszości i na obowiązkach związanych z prowadzeniem domu oraz opieką nad dużą działką. - Dużo [myślę] o teraźniejszości. O przyszłości o tyle, żebym miała siłę ciągnąć to wszystko, ten dom, tę wielką działkę. Ten rok pokazał mi, że radzę sobie, ale czy tak będzie zawsze? - zastanawiła się.
Kalicińska wyznała również, że w ostatnim czasie tworzy teksty, które określa mianem "epiematów", będących połączeniem epiki i poematu. To właśnie w nich opisuje emocje i doświadczenia związane z żałobą. Choć na razie nie planuje ich publikować, przyznała, że samo pisanie pomaga jej odnaleźć równowagę i lepiej radzić sobie z codziennością.
Kalicińska wspomniała także o kulisach powstawania swojej książki "Nostalgia. Rzecz o moich ukochankach". Jak wyjaśniła, pracowała nad nią w ostatnim roku życia swojego męża. Tworzenie stało się dla niej formą ucieczki od trudnych emocji i sposobem na poradzenie sobie z ogromnym stresem.
Nie chciałam, żeby to był rozdzierający dramat oparty na historii mojego życia. Pisałam ją w ostatnim roku życia mojego męża. Włodek wtedy dużo spał, a ja… byłam zalana kortyzolem i przyjaciel lekarz kazał mi coś ze sobą zrobić. Pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli zajmę się tym, co lubię
- wyznała.
Autorka opowiedziała również o tym, co usłyszała kilka miesięcy po śmierci ukochanego podczas spotkania poświęconego starości. Jak przyznała, ta rozmowa skłoniła ją do refleksji nad przyszłością. - Kilka miesięcy po śmierci Włodka, gdy byłam na spotkaniu poświęconemu starości, podeszła do mnie piękna para. Pani powiedziała mi wtedy: 'Bardzo panią proszę, niech pani zrobi w życiu miejsce na przyjaciela. Nie na przyjaciółki, nie na koleżanki, bo to inna relacja - usłyszała od nieznajomej.
Następnie para opowiedziała swoją historię. Wyjaśnili, że dali sobie szansę na wspólne życie po tym, jak oboje stracili swoich życiowych partnerów. Jak podkreślili, nie chodziło o zastąpienie ukochanych osób, lecz o wzajemne wsparcie. - My oboje straciliśmy bliskich, ale dzięki temu, że siebie znaleźliśmy, jesteśmy po prostu zajęci różnymi czynnościami. Wie pani, tu nie chodzi o żadne romanse. Po prostu chodzi o to, żeby życie nie polegało na siedzeniu w fotelu i płakaniu za mężem. Nikt mi go nie zwróci, a jemu nikt nie zwróci żony, ale życie idzie dalej. Proszę o tym pomyśleć' - wspominała Kalicińska.
Nowicki dosadnie podsumował ceny w Albanii. "Naprawdę oszaleli"
Hyży komentuje decyzję Nawrockiego. "Żłobek już nie może, a rodzic?"
Zachowanie fanki zszokowało Skolima. Nagle przerwał koncert. "A co ja jestem, jakąś małpą?"
Awantury ciąg dalszy. Kawalec na antenie o parodii Martyniuka. "Cios poniżej pasa"
Lewandowska natrafiła na pierwszy problem w Chicago. "To niemałe wyzwanie"
Widzowie drwią z materiału TV Republika. "Groteskowe"
Podjęto decyzję ws. pogrzebu Jana Frycza. Rzecznik resortu zabrał głos
Margaret spełniła marzenie o domu w Hiszpanii. Na początku nie było czego zazdrościć. "Rudera"
Gwiazda disco polo w mocnych słowach broni Martyniuka po aferze z Kawalcem. "Ma wystarczająco problemów"