"Najstarsza nastolatka świata" wyszła za mąż. Ślub Taylor Swift imprezą "stulecia" czy cyrkiem na kółkach?

"Ślub stulecia", jak chętnie określa się go w mediach, czyli zaślubiny Taylor Swift i Travisa Kelce już za nami. Choć szczegóły przyjęcia wciąż owiane są częściowo tajemnicą, wydarzenie w rzeczywistości okazało się nie być do końca tak "prywatne" jak zakładano.
Taylor Swift i Travis Kelce
Fot. REUTERS/Mike Segar, REUTERS/Carlos Barria

Taylor Swift i Travis Kelce powiedzieli sobie sakramentalne "tak" po niecałych trzech latach związku. Fani piosenkarki i sportowca czekali na to od miesięcy. Informacje o ślubie przedostawały się na przestrzeni czasu do mediów, mimo iż podkreślano, że gwiazda stawia na prywatność i dyskrecję. Po części jej się to udało - od 3 lipca, czyli daty przyjęcia, wciąż nie opublikowano oficjalnych zdjęć z wydarzenia. Nie wiemy, jaką suknię miała Taylor (choć wiadomo, że za jej projektem stał Jonathan Anderson, dyrektor kreatywny domu mody Christiana Diora), jak przystrojono halę w samym sercu Nowego Jorku oraz co dokładnie działo się za skrupulatnie chronionymi i zamkniętymi jej drzwiami. Czy faktycznie przyjęcie Swift możemy więc uznać za "ślub stulecia"? Mam wątpliwości.

Zobacz wideo Wieniawa o fenomenie Taylor Swift

Tajemniczy ślub Taylor Swift w centrum jednego z największych miast świata. Nie dało się inaczej?

Ślub Swift i Kelce'ego to wydarzenie pełne sprzeczności. Jedna z najpopularniejszych par światowego show-biznesu chce zorganizować prywatny ślub, o którego szczegółach mają dowiedzieć się nieliczni... decydując się przy tym na wynajęcie jednego z najpopularniejszych obiektów świata, położonego w samym centrum Nowego Jorku. Przypomnijmy, że na Madison Square Garden na co dzień odbywają się mecze sportowe oraz koncerty. Sama Taylor również wielokrotnie tam występowała, przez co rzekomo miała zdecydować się właśnie na to dobrze znane jej miejsce. Według wyliczeń, wynajęcie hali na jeden dzień może sięgać kosztu miliona dolarów. Co to jednak dla Swift, która jak wiemy, jest miliarderką (według "Forbes" jej majątek w 2026 roku wyniósł dwa miliardy dolarów)?

W związku z sekretnym, prywatnym przyjęciem, w mieście zamknięte zostały ulice a zaproszeni goście byli obstawieni przez około 100 policjantów, pilnujących porządku. Nie zraziło to jednak fanów, którzy niczym na koncercie artystki, ustawili się pod metalowymi barierkami wokół obiektu i ubrani w merch Taylor, robili sobie zdjęcia. Przecież tak wyglądają prywatne uroczystości w gronie najbliższych! No właśnie, grono gości również robiło wrażenie, gdyż na liście miało znaleźć się aż 1000 zaproszonych osób. Kameralnie. Pamiętajmy przy tym, iż dbający o tajemniczość całej imprezy goście, mieli podpisać umowy o poufności. Na sali podobno wprowadzono zakaz używania telefonów. Na szczęście niektóre z naszych ulubionych gwiazd zdążyły zrobić pamiątkowe fotki przed wyjściem na ślub, a paparazzi mimo wszystko uchwycili niektórych w drodze na wydarzenie (część z celebrytów nawet chętnie pozowała przed fotoreporterami - w tym m.in. Dakota Johnson czy Karlie Kloss). Co byśmy zrobili bez jednych i drugich?

Spełnienie marzeń "najstarszej nastolatki świata"

Z dodatkowych smaczków, których dowiedzieliśmy się na temat pilnie strzeżonego wesela, miał je poprowadzić Adam Sandler (więc musiała to być prawdziwa komedia), Paul McCartney zaśpiewał pierwszy raz od 60 lat utwór "I Want to Hold Your Hand" (muzyk ma być fanem Taylor), a by odejść jeszcze bardziej od tradycji, Swift zamiast druhen i świadkowej towarzyszył "man of honor", brat Austin. Choć można dyskutować, iż ślub każdej pary powinien przede wszystkim odpowiadać oczekiwaniom młodym, gdyż w końcu jest to ich wielki dzień, ciężko przejść obojętnie obok przeświadczenia, iż przyjęcie Swift i Kelce'ego przypominało pewnego rodzaju performence.

Bardziej złośliwi internauci od dawna nazywają Taylor "najstarszą nastolatką świata" (przypomnijmy, że w tym roku skończy 37 lat), odnosząc się przede wszystkim do tematyki jej muzyki, która miała niezbyt ewoluować na przestrzeni lat. Trudno się nie zgodzić z głosami, że zorganizowanie "prywatnego" ślubu na hali widowiskowej w Nowym Jorku, ogłaszając przy tym wszem i wobec za sprawą telebimów "JUST&T MARRIED" na Manhattanie, iż faktycznie wyszło się za mąż, bardzo wpasowuje się w taki wizerunek. 

Więcej o: