Po raz pierwszy zaatakował pod koniec lat 70., po raz ostatni - w połowie lat 90. Za pomocą własnoręcznie skonstruowanych bomb przez niemal dwie dekady terroryzował Stany Zjednoczone. Działał z rozwagą, ostrożnie, dzięki czemu przez długi czas pozostawał nieuchwytny. Dlaczego genialny matematyk zrezygnował z obiecującej kariery na uczelni, zaszył się w prymitywnej chacie w lesie i zaczął zabijać? Odpowiedzi na te pytania można było szukać w biografii Teda Kaczynskiego, ale przede wszystkim w manifeście, który 19 września 1995 opublikowały dzienniki "The New York Times" i "The Washington Post". Zawierający 35 tysięcy słów esej filozoficzny, dotyczący zagrożeń wynikających z postępu technicznego, w ciągu kilku dni po publikacji przeczytały tysiące ludzi. Tworzono grupy poparcia, a naukowcy z wielu uniwersytetów w USA próbowali zanalizować przypadek nietypowego terrorysty. Bo Unabomber, jak nazwały go służby specjalne, był nie tylko jednym z najgroźniejszych seryjnych przestępców XX wieku, lecz także osobą, której historia to gotowy materiał na film.
Theodore John Kaczynski urodził się 22 maja 1942 roku w Chicago w rodzinie o polskich korzeniach - z kraju nad Wisłą do USA przybyli jego dziadkowie. Zdaniem Wandy, matki chłopca, u źródeł jego późniejszych problemów legła trauma, której doznał we wczesnym dzieciństwie. Dziesięciomiesięczny Teddy zachorował na wyjątkowo groźną formę pokrzywki, która wymagała hospitalizacji. Ponieważ w 1943 roku matkom nie pozwalano zostawać w szpitalu z dziećmi, malec spędził tydzień z obcymi osobami. Jak przekonywała w wywiadzie dla programu stacji CBS "60 Minutes" Wanda Kaczynski, kiedy chłopca wypuszczono do domu, był nie do poznania. "Pamiętam, jak trzymał się kurczowo kratek łóżeczka, a potem krzyczał i wyciągał do mnie rączki, gdy już byłam w drzwiach. (…) Gdy po tygodniu przyszliśmy, bo zabrać go do domu, oddano nam nie tego samego, pełnego radości malca, lecz jakby małą szmacianą kukiełkę. Ted nawet na mnie nie spojrzał, był apatyczny, bezwładny, nieobecny" - tłumaczyła Wanda Kaczynski.
Doznana w szpitalu trauma z pewnością nie miała korzystnego wpływu na psychikę dziecka. Ale fakt, że tysiące innych dzieci przebywało wówczas samotnie w tego typu placówkach i nie zaczęły one w dorosłym życiu masowo wysyłać bomb, każe przypuszczać, że na działania Teda wpływ miało coś jeszcze. Chłopiec szybko zaczął odstawać od rówieśników za sprawą wysokiej inteligencji. Podczas wykonanych w liceum testów wyszło na jaw, że jego IQ wynosiło aż 170. To więcej nawet od takich wielkich głów jak Einstein i Steven Hawking. Postanowiono więc, że Ted przeskoczy dwie klasy liceum. Tak 16-letni chłopak dostał się na wydział matematyki Uniwersytetu Harvarda. Osiągał tam świetne wyniki, szybko dorobił się jednak opinii dziwaka i outsidera. Wzbudzał podziw wśród wykładowców, ale nie potrafił nawiązać kontaktu z kolegami i, tym bardziej, z koleżankami. Następnie przeniósł się do Ann Arbor w Michigan, gdzie obronił doktorat z matematyki. Później, w latach 1967-1969, jako matematyk pełnił obowiązki docenta na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Ponoć tamtejsi studenci skarżyli się na profesora, wiecznie żyjącego w swoim świecie, oderwanego od rzeczywistości. Władze uczelni pozostawały głuche na ich skargi - powszechnie uważano, że Kaczynski dokona wielkich rzeczy, za sprawą których stanie się sławny. Nikt jednak nie przewidział, że powodem rozgłosu będzie działalność terrorystyczna cichego geniusza.
Pod koniec lat 60. Ted Kaczynski podjął zaskakującą dla władz uczelni decyzję - zrezygnował ze stanowiska i wyjechał. Zaszył się w głuszy leśnej niedaleko miasteczka Lincoln w stanie Montana. Kupił tam kawałek ziemi i wybudował prymitywną chatę, bez elektryczności i bieżącej wody. Wygody nie były mu potrzebne do tego, czym się tam zajmował. Pierwszą bombę Ted Kaczynski skonstruował w 1978 roku. Składała się ona głównie z zapałek - Unabomber dysponował wówczas skromnymi środkami, w dużej mierze oszczędnościami zgromadzonymi podczas pracy na uczelni i pieniędzmi pożyczanymi od rodziców. Prośby o pożyczkę przeplatał pełnymi wyrzutów listami, które wysłał zarówno do nich, jak i do brata. Uważał, że David zawsze był faworyzowany, on natomiast od narodzin brata - zaniedbywany. Ted snuł w listach również swoje teorie - to właśnie one miały bezpośrednio przyczynić się do jego schwytania.
Debiutancka bomba Kaczynskiego została podrzucona na parking Wydziału Inżynierii Illinois State University w Chicago, a eksplodowała w biurze policji uniwersyteckiej Northwestern University, gdzie została skierowana na podstawie adresu zwrotnego. Tam wybuchła i niegroźnie zraniła jednego z oficerów. Wydarzenie uznano wówczas za głupi, studencki żart. Wkrótce Unabomber zaatakował ponownie. Kolejne bomby Kaczynskiego raniły kilka osób, ale FBI zainteresowało się sprawą dopiero wówczas, kiedy porwał się na coś znacznie poważniejszego. Postanowił wysadzić samolot - na szczęście skonstruowana w prymitywnych warunkach bomba zaczęła jeszcze przed startem dymić, dlatego samolot ewakuowano, a ładunek rozbrojono. Następnie Kaczynski wysłał bombę do absolwenta Berkeley, którego omal nie zabiła; stracił w wyniku wybuchu oko i cztery palce. Hugh Scrutton, właściciel sklepu komputerowego z Kalifornii, miał mniej szczęścia - został pierwszą śmiertelną ofiarą Unabombera. Do roku 1995 miało ich być jeszcze dwie, a kolejne 23 zostało ranne.
Z czasem panika związana z Unabomberem - służby nazwały go tak za sprawą z kryptonimu UNABOM (UNiversity and Airline BOMbings) nadanego jego sprawie - zaczęła paraliżować USA. Ted działał rozważnie, wydawać się mogło, że FBI jest wobec jego działań bezradne. Ale w 1995 roku nastąpił przełom w sprawie. Wszystko za sprawą manifestu, do opublikowania którego Unabomber zmusił dwa najbardziej poczytne dzienniki w kraju. Najpierw redakcja "New York Timesa" otrzymała list zawierający następujący fragment: "Jesteśmy grupą anarchistyczną o nazwie FC. W tym samym mniej więcej czasie, kiedy dotrze do was ten list, nastąpi pewne godne uwagi wydarzenie. Spytajcie FBI o FC. Słyszeli o nas. We właściwym czasie przekażemy wam informacje na temat naszych celów". Następnie Kaczynski uciekł się do szantażu - list zawierał groźbę, iż "ma zostać w całości opublikowany na łamach jednego z tych dzienników przed upływem trzech miesięcy, w przeciwnym razie mordercza działalność 'FC' zostanie wznowiona".
Ted Kaczynski pragnął, aby o jego poglądach usłyszał świat. Nie rozczarował się - w ciągu kilku dni po publikacji przeczytały go tysiące ludzi. Ludzie tworzyli grupy poparcia, a naukowcy z wielu uniwersytetów w USA próbowali zanalizować ten zaskakujący przypadek. W swoim manifeście Unabomber pisał, iż postęp technologiczny należy powstrzymać, ponieważ zarówno on, jak i ludzie z nim związani stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Unabomber obstawał również przy stanowisku, iż każdy człowiek powinien móc decydować sam o sobie, zamiast podporządkowywać się woli rządów i korporacji. Tekst napisany był charakterystycznym stylem. Zwrócił on uwagę młodszego brata Kaczynskiego, Davida. Zarówno on, jak i jego żona, Linda, już od dłuższego czasu podejrzewali, że z Tedem działo się coś niedobrego. A kiedy porównali manifest Unabombera z wysłanymi przez niego listami, szybko wyzbyli się nadziei, że ich przypuszczenia były na wyrost. "Mój stan świadomości przypominał wahadło. Jednego ranka zaraz po przebudzeniu analizowałem wszystkie fakty, przemawiające za tym, że Ted jest Unabomberem, a prawda ta jest dla mnie tak bolesna, że po prostu temu zaprzeczam. Jednak już nazajutrz budziłem się z przekonaniem, że był to zły sen, że to wszystko z Lindą wymyśliliśmy" - powiedział w wywiadzie dla CBS David Kaczynski.
Ted i Linda postanowili nawiązać kontakt z FBI. Agenci po ich zeznaniach odwiedzili Wandę Kaczynski. W domu rodzinnym Unabombera odnaleźli łącznie 90 dowodów, w tym listy, eseje pisane przez Teda w okresie szkoły średniej i studiów oraz drewniane pudełka w kształcie cylindra - podarunki, które Ted wykonał dla matki. Do złudzenia przypominały one te, w których Unabomber wysyłał swoje ładunki. 3 kwietnia 1996 roku FBI zjawiło się w chacie Kaczynskiego. Po zatrzymaniu zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną. Nie zagwarantowało mu to jednak taryfy ulgowej - w 1998 roku został skazany na dożywocie. Karę odsiadywał w więzieniu ADX Florence w stanie Kolorado. W grudniu 2021 roku z powodów zdrowotnych - chorował na nowotwór - został przeniesiony do więzienia w Butner, w stanie Karolina Północna. Tam niedługo później popełnił samobójstwo. Działalność Unabombera zapisała się w historii USA - jej fanem był Luigi Mangione, który 4 grudnia 2024 roku zastrzelił w Nowym Jorku dyrektora UnitedHealthcare, Briana Thompsona.
Jeśli przeżywasz trudności i myślisz o odebraniu sobie życia lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, pamiętaj, że możesz skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych:
Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym: 800-70-2222
Telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111
Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych: 116 123
Pod tym linkiem znajdziesz więcej informacji, jak pomóc sobie lub innym, oraz kontakty do organizacji pomagających osobom w kryzysie i ich bliskim.
Jeśli w związku z myślami samobójczymi lub próbą samobójczą występuje zagrożenie życia, w celu natychmiastowej interwencji kryzysowej, zadzwoń na policję pod numer 112 lub udaj się na oddział pogotowia do miejscowego szpitala psychiatrycznego.
Huczało o Englert jeszcze przed startem "Tańca z gwiazdami". Po występie wrze w komentarzach
Ewa Wajnert nie żyje. Żegna ją Bogna Sworowska. "Jesteśmy wstrząśnięci"
Satyrycy z TVP sparodiowali nagranie Jabłczyńskiej. Hit
Jak widzowie ocenili Mandarynę w "Tańcu z gwiazdami"? Szok. "Pozostawiła zgliszcza!"
Pogrzeb Jana Frycza. Tłum artystów żegna wybitnego aktora
Katarzyna Grochola komentuje dramę, mówiąc o "botach". Joanna Jabłczyńska nie wytrzymała
Tatiana Okupnik odbiera pracę Blue Café, bo śpiewa te same piosenki? Kąśliwa uwaga lidera grupy
Poruszający moment na pogrzebie Jana Frycza. Tak pożegnały go dzieci
Dominika Chorosińska robiła "hau, hau" w Sejmie i wywołała burzę. Teraz znów zabrała głos