Helena Englert walczy o więcej niż wygrana "Tańca z gwiazdami". "To nie jest sytuacja do pozazdroszczenia"

Helena Englert przed "Tańcem z gwiazdami" wyznała wprost, że chciałaby, aby ludzie ją polubili. O tym, czy udział w tanecznym show to w jej przypadku na pewno dobry krok i z jakimi trudnościami musi się mierzyć, zapytaliśmy ekspertkę od wizerunku.
Helena Englert w 'Tańcu z gwiazdami'
Helena Englert w 'Tańcu z gwiazdami', KAPiF

Gdy Helena Englert weszła do świata mediów, nie wszyscy patrzyli na nią przychylnie. Przykleiła się do niej łatka "nepo baby", a wiele osób wciąż widzi w niej głównie córkę znanej aktorskiej pary. Englert, która bierze udział w obecnej edycji "Tańca z gwiazdami", przed startem programu wyjawiła, że nie sądzi, aby zaszła w nim daleko. - Myślę, że ludzie mnie nie lubią, szczerze mówiąc, i nie wygram - mówiła Plejadzie. Englert przyznała jednak, że zależy jej na zdobyciu sympatii widzów. - Chciałabym, żeby mnie ludzie trochę polubili. Jak ja kogoś nie lubię, to to się zazwyczaj bierze z tego, że kogoś nie znam i mam poczucie, że taki sam case jest ze mną - wyznała. Czy Helena Englert rzeczywiście może zyskać na udziale w tak popularnym formacie, jakim jest "Taniec z gwiazdami'?

Zobacz wideo Przeżyła to samo?

Helena Englert wizerunkowo nie do końca miała łatwy start

- Helena Englert zaistniała artystycznie w trudnym momencie, gdy tzw. "nepo babies" pojawiające się w show biznesie zaczęły być liczne i szczególnie widoczne. Czuje, że nie jest lubiana i odczucie to ma różne przyczyny: jej nazwisko, sposoby na artystyczne zaistnienie oraz "zmęczenie" publiczności hermetycznym światem artystycznym, w którym trudno przebić się osobom z zewnątrz - mówi nam mentorka marki osobistej i konsultantka wizerunkowa Dorota Anna Wróblewska.

Ekspertka zwraca przy tym uwagę, że w tradycyjnych mediach zjawisko "nepo babies" jest od zawsze i nadal będzie. - Przyczyn jest wiele, od talentu, który przechodzi w rodzinie przez kolejne pokolenia, po preferowany także w rodzinach styl życia i sposób zarabiania na nie - tłumaczy. Wiele przyczyn ma również niechęć widzów do "dzieci znanych rodziców". - Ich źródło tkwi zarówno w polskich relacjach społecznych, sytuacji ekonomicznej Polaków, a także zwykłym "zmęczeniu" danym nazwiskiem, które w odczuciu ludzi zbyt często się pojawia, nie tylko na ekranie, ale i w działaniach pozaartystycznych, promocyjnych - wylicza Dorota Anna Wróblewska.

Mentorka marki osobistej zauważa, że takie "zmęczenie" dotknęło również rodzinę Englertów. - Osób funkcjonujących publicznie i połączonych z tym nazwiskiem jest łącznie co najmniej siedem (licząc rodziny obu braci Englertów). Czy patrząc z tej perspektywy Helena ma łatwy start zawodowy? No właśnie i tak, i nie - mówi ekspertka.

- Na pozytywach takiej sytuacji koncentruje się publiczność, widząc, jak szybko zostaje wypromowane kolejne nazwisko Englert. Na negatywach natomiast skupia się zapewne i sama Helena i jej rodzice. Z jednej strony istnieje presja sukcesu analogicznego do sukcesu rodziców, co nakłada na siebie sama dziewczyna, próbując różnych form artystycznego wyrazu, obecnie tańca. Z drugiej zaś, sami Beata Ścibakówna i Jan Englert wiedzą doskonale, jakie trudy psychiczne i fizyczne wiążą się z zawodem, który wybrała córka. No i poprzeczka dla "córki Englertów" zawieszona jest bardzo wysoko. Podsumowując, to nie jest sytuacja do pozazdroszczenia i Helena Englert odczuwa to już bardzo boleśnie - tłumaczy konsultantka wizerunkowa.

Helena Englert robi dużo, by wyjść poza bycie "nepo baby"

Zdaniem Doroty Anna Wróblewskiej widzowie mogą dostrzec w wizerunku Heleny Englert silną ambicję, ale przy tym wytykają jej również desperację. - Ona bierze się stąd, że Helenie, na tym etapie jej kariery, trudno się jednoznacznie określić, spozycjonować. To jest czas poszukiwań i jest zupełnie naturalny dla osoby dwudziestokilkuletniej. Ma prawo testować, w czym jest dobra i się sprawdza, w czym mniej. Po drugiej stronie sceny i ekranu mamy jednak publiczność zmęczoną obecną nadaktywnością licznych "nepo babies". Sytuacja taka to prawdziwy pat i nie zadowala żadnej ze stron - tłumaczy ekspertka.

Konsultantka wizerunkowa zwraca również uwagę, że w tym samym momencie, gdy Helena Englert bierze udział w "Tańcu z gwiazdami", rozgrywa się afera o nowe "Nigdy w życiu". Tutaj również pojawił się wątek konotacji rodzinnych za sprawą Doroty Szelągowskiej, córki Katarzyny Grocholi, która włączyła się w całą dramę. - Im więcej takich spraw rozgrywanych w przestrzeni publicznej, tym większa niechęć publiczności do znanych rodzin uprawiających artystyczne zawody i tym większa niechęć do kolejnych Helen Englert, które będą się pojawiać na scenie i ekranie - zauważa Dorota Anna Wróblewska. Ekspertka jest jednak zdania, że Englert raczej rozumie ten mechanizm i przyjmuje różne opinie na swój temat z koniecznym dystansem. - To jest chyba jedyna droga, dzięki której młoda artystka o znanym nazwisku, może sama siebie obronić - mówi nam.

Czy w takim razie udział w "Tańcu z gwiazdami" to dla niej dobra strategia? - Publiczność zawsze docenia faktyczne umiejętności taneczne uczestników. Jeśli Helena Englert bardzo dobrze zatańczy i dzięki temu obroni się artystycznie, widownia ją zaakceptuje - stwierdza mentorka marki osobistej. - Formuła show ułatwia także pokazanie tańczącej gwiazdy w nieco innym kontekście: trudy prób i zmaganie się z samym sobą, wypowiedzi podczas rozmów za kulisami itp. To szansa na pokazanie się także jako człowiek, nie tylko artysta. To zawsze dobra okazja do zaskarbienia sobie sympatii - podsumowuje w rozmowie z nami.

Więcej o: