"Milionerzy". Uczestnik nie wiedział, kim jest Rudi Schuberth. To pytanie go pokonało

W 114. odcinku "Milionerów" naprzeciw Huberta Urbańskiego zasiadł Marcel Mordarski z Wrocławia. Uczestnik radził sobie całkiem dobrze, aż natrafił na pytanie za 50 tys. zł.
'Milionerzy'
Fot. 'Milionerzy'/Polsat

Za nami kolejny odcinek "Milionerów". Na fotelu zasiadł Marcel Mordarski, który pochodzi z Wrocławia, ale na co dzień mieszka w Londynie. Pierwsze zagadnienia nie sprawiły mu większych problemów. Prawdziwa zagwozdka czekała na niego przy pytaniu za 50 tys. zł. 

Zobacz wideo "Milionerzy" usunęli się w cień w TVN na rzecz "The Floor". Kazen wyznaje prawdę o usunięciu programu Urbańskiego

"Milionerzy". Uczestnik nie wiedział, kim jest Rudi Schuberth 

- Rudi Schuberth śpiewał, że sobie wybuduje szklarnię, albo dwie, a wakacje spędzi w Soczi, Warnie albo... - odczytał z ekranu Hubert Urbański. Uczestnik miał do wyboru cztery odpowiedzi: A. w czeskich Tatrach, B. w NRD, C. w Międzyzdrojach, D. nad Balatonem. - Wspólnym mianownikiem tych miejsc jest to, że są w krajach byłego bloku wschodniego. Nie mam pojęcia, kim jest Rudi Schuberth, chociaż po imieniu i nazwisku mógłbym przypuszczać, że jest z Niemiec lub innego podobnego kraju - stwierdził Marcel z Wrocławia. 

Uczestnik zastanawiał się nad odpowiedzią B. w NRD, jednak po chwili namysłu zdecydował się skorzystać z telefonu do przyjaciela. Ten niestety nie był w stanie mu pomóc, choć zasugerował, że mogłyby to być Międzyzdroje. - Nie mam żadnej pewności. Nie mam pojęcia, kim jest Rudi Schuberth. W związku z czym kończymy i zabieram pieniądze do domu - postanowił uczestnik. Studio opuścił z 25 tys. zł. Gdyby zaznaczył odpowiedź B. w NRD, przeszedłby do kolejnego etapu. 

Edward Miszczak opowiedział o kulisach zatrudnienia Urbańskiego. Nie było łatwo 

Edward Miszczak pojawił się jakiś czas temu w podcaście Żurnalisty. Tam wyjawił, że Hubert Urbański jest podobno bardzo "wymagającą gwiazdą", a negocjacje z nim nie należały do najłatwiejszych. - Poszliśmy na rozmowę. Już nie chciałem sam, bo wiedziałem, że sam niewiele wskóram. Zabrałem z Polsatu Eryka Szulejewskiego. Uwielbiam go, bo to jest taki człowiek złota rączka, jeśli chodzi o kontrakty i inne rzeczy. Radość Huberta, że dajemy mu strasznie dużo kasy, sprawiła, że Eryk dwa razy wstał od stołu i powiedział, że więcej już tu nie wróci. Ja musiałem wyjść, negocjować [i namawiać go - przyp.red.]: "Eryk, wracaj, bo musimy tego gościa mieć". W końcu jakoś go dostaliśmy - opowiadał. 

Więcej o: