Wiktory 2014. Bez czerwonego dywanu, blichtru i gości. I dobrze, bo było za to coś lepszego [NASZYM ZDANIEM]

Telekamery, Orły... Każde kolejne rozdanie znaczących w Polsce nagród z żalem porównuje się do wspaniałych zachodnich odpowiedników. Chcielibyśmy, aby u nas było tak samo - bogato, z równym rozmachem i humorem. Ale ciągle nie jest. Po każdej z tych gal pytamy: dlaczego? Po rozdaniu Wiktorów lepiej zapytać: po co?

"Jakaś nagroda; dla sławnych ludzi; chyba ta, co, jak ją Chylińska odbierała, to powiedziała nauczycielom, żeby się..." - z tym większości kojarzą się Wiktory. Przykre, ale prawdziwe. Przykre, bo prawie nikt nie wie, że to jedyna nagrodą, której laureatami zostali Lech Wałęsa, Krystyna Janda, Czesław Niemen czy Jan Paweł II i każde z nich odebrało ją osobiście. Jeszcze mniej osób wie, że w tym roku odbyła się jubileuszowa, 30. gala Wiktorów. Trzydziesta!

<< ZOBACZ, KTO POJAWIŁ SIĘ NA GALI >>

Wiktory 2014

Wiktory to nagrody dla wybitnych osobowości świata mediów - artystów, sportowców, dziennikarzy, jednak z czasem jakby wszyscy zapomnieli o ich prestiżu czy historii. Chyba nawet łącznie z organizatorami. O okrągłej rocznicy gali wiedziało niewiele osób, a uświetnił ją jedynie kolorowy prospekt.

Sama impreza? Patrząc choćby na Telekamery - skromna. Brakowało nawet gości, którzy mogliby wypełnić puste miejsca. Gwiazdy? W bogatych wnętrzach Zamku Królewskiego w Warszawie próżno było szukać wielu pięknych twarzy z okładek "Vivy!" czy "Gali". Konferansjerka? Nie zapadająca w pamięć. Czerwony dywan? Brak. To źle? W innym przypadku powiedziałabym, że tak, lecz nie tym razem.

Owszem, rozmachu nie było, ale była zawartość - treść, którą trudno przecenić. Piszę, że brakowało gości. Owszem, ale jeżeli wśród publiczności zasiada prezydent RP, czy noblista - Lech Wałęsa, to chyba naprawdę nie potrzeba jaskrawych gwiazdek, aby mówić o prestiżu, mimo małej skali.

Kapif

Nie kreujemy gwiazd

Galę otworzyła Kayah - artystka, która nie jest jedną z tych "bywających" - lekko jazzującym wykonaniem "I Will Survive" przy akompaniamencie laureata Grammy, Włodka Pawlika. Zaraz po nim nastąpiło naprawdę krótkie przemówienie przewodniczącego kapituły Wiktorów, Waldemara Dąbrowskiego, w trakcie którego padły słowa, moim zdaniem, idealnie definiującą całą imprezę.

To nagroda, która nie kreuje gwiazd, lecz stanowi sumę dokonań.

Faktycznie, trudno laureatom odmówić zasług. I choć może nie wszyscy posiadacze Wiktora są medialni, czy obecni w show-biznesie, to w przypadku tej nagrody, to nie jest najważniejsze. Przyznano tym samym 10 Wiktorów i 5 Superwiktorów. Wśród laureatów - Arleta Bojke, Donald Tusk, Tomasz Kot, Martyna Wojciechowska, Mariusz Treliński i... ani jednej osoby, która zostałaby wyróżniona jedynie w dowód sympatii czy "ładną buzię".

Martyna WojciechowskaMartyna Wojciechowska Kapif Kapif

Nieobecni

"Chciałbym, aby nagrody dostawali ci, którzy na nią zasługują, a nie którzy mogą ją odebrać" - słuchając słów Dawida Podsiadło, dziękującego za Wiktora w kategorii "Artysta sceny", rozglądałam się po lekko pustej sali. Brakowało przede wszystkim nominowanych do nagród. Patrząc bowiem na tak wybitne grono laureatów, prezydentów na widowni, czuje się ogromny żal, że na jubileuszowej gali stawili się nieliczni. Nie pojawili się m.in. Jarosław Kuźniar, Monika Olejnik, Agata Kulesza, Agnieszka Chylińska czy Agata Trzebuchowska.

Na szczęście laureaci w zdecydowanej większości byli obecni. Co prawda, kilkoro z nich po swoją statuetkę jeszcze przyjedzie (Wiktora trzeba odebrać osobiście), ale podziękowało za nią zawczasu w nagraniach wideo. Najwięcej wzbudziły słowa Donalda Tuska prosto z Brukseli. Jednak nie te dotyczące samej nagrody.

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że zwyczajnie po ludzku tęsknię za wszystkimi. No, może nie za wszystkimi - stwierdził, a cała sala zaniosła się śmiechem.

Wszystko jedno, czy dziękowano za pomocą drogi wideo, czy na żywo, widać było, że dla laureatów to nie jest pierwsze z brzegu wyróżnienie. Choć nie byli w wielkiej sali (jak to odbywało się przed laty), choć nie było ściany fleszy i setek gości, to jednak ciężar historii tej nagrody przekładał się na wyczuwalne zdenerwowanie u zwycięzców. Nawet weteran scen, Tomasz Kot, był tak zaaferowany, że zapomniał pomóc wręczającej mu Agacie Młynarskiej zejść z podestu.

Więcej opanowania wykazali laureaci Superwiktorów, nagrody specjalnej, którą można otrzymać tylko raz w życiu. W tym roku wyróżniono aż pięć osób. Laureaci to: Stefan Bratkowski, Juliusz Braun, Jacek Żakowski, Krzysztof Zanussi i Jerzy Bralczyk.

Kapif

Nie "dlaczego?", tylko "po co?"

Całą, niespełna 2-godzinną galę zakończyło wspólne zdjęcie wszystkich laureatów. Wcześniej - dwie stonowane piosenki Kayah. I? I nic więcej nie było. Pierwszy raz jednak można też powiedzieć, że nic więcej nie trzeba było, bo też pierwszy raz postanowiono tego typu galę zorganizować z maksymalnym nastawieniem na jakość.

Wszystko z gustem i wierne zasadom elegancji. Jeżeli dodamy do tego wspaniałe wnętrza Zamku Królewskiego, które zawsze obronią się same oraz ludzi, których dorobek polityczny, naukowy czy artystyczny jest nierzadko wręcz wybitny, to naprawdę nie potrzeba zawracać sobie głowy dążeniem do standardów hollywoodzkich gal.

Organizatorzy Wiktorów, podobnie jak Orłów czy Telekamer, musieli zmierzyć się ze spadkiem zainteresowania nagrodami w ciągu ostatnich lat. Zamiast jednak walczyć o tytuł "polskich Emmy/Grammy/Oscarów", zrobili kameralną imprezę, której nie brakuje klasy, choć przez to niemalże zeszła do podziemia. Nie ma rozgłosu, nie ma fanfar, są za to ludzie.

Mogąc przecież znaleźć się w jednym miejscu z Jerzym Bralczykiem, Jerzym Maksymiukiem, Lechem Wałęsą czy Stefanem Bratkowskim, ja naprawdę nie potrzebuję więcej. Wiktory "nie kreują gwiazd"? Faktycznie. One już tam są.

Zuzanna Iwińska

Więcej o: