Marek Walczewski bawił jako Stępień z "13 posterunku". Ukrywał wtedy chorobę. "Nie miał świadomości, gdzie jest"

Marek Walczewski kochał swoją pracę. Popularny odwórca Stępnia z "13 posterunku" grał, dopóki tylko choroba na to pozwalała. Gdy zapominał tekstu, jego koledzy nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji.

Marek Walczewski był przede wszystkim wybitnym aktorem teatralnym i filmowym. Nie stronił jednak od seriali. Na koncie ma mnóstwo docenionych i nagrodzonych wcieleń aktorskich. Debiutował rolą Tadeusza w "Pasażerce" Andrzeja Munka. Później zagrał główną rolę - ojca Grzegorza w "Ruchomych piaskach". Poza tym można go zobaczyć np. w "Weselu", "Ziemi Obiecanej", "Nocach i dniach", "Polskich drogach" czy "Ekstradycji". Młodsze pokolenie mocno utożsamiało go z rolą Stępnia w popularnym serialu "13 posterunek" . Rola z lat 90. była jego ostatnią dużą kreacją aktorską. Marek Walczewski grał zabawnego policjanta z dużą wadą wzroku. Mimo że w pewnym momencie choroba coraz bardziej uniemożliwiała mu pracę na takim poziomie, jaka by go zadowalała, pozostawał w produkcji. Koledzy z planu długo nie zdawali sobie sprawy, że ma chorobę Alzheimera.

Zobacz wideo Kulisy serialu "Czterdziestolatek". Zdradza Joanna Kurowska

Marek Walczewski ukrywał chorobę na planie "13 posterunku"

Chorobę Alzheimera zdiagnozowano u Marka Walczewskiego dopiero w 2000 roku, choć wcześniej dawała już o sobie znać. - W 2000 roku pojechaliśmy do Włoch i tak prowadził samochód, że ledwo uszliśmy z życiem. Po tym dopiero zdecydował się na wizytę u lekarza - mówiła jego żona w "Gazecie Wyborczej". Po tym brał lekarstwa, ale choroba stała się dla niego tematem tabu. Nie rezygnował z grania, ale z czasem praca przynosiła mu coraz więcej trudności. Nie mówił jednak nikomu z planu "13 posterunku" o tym, co mu tak naprawdę dolega, choć niektóre sytuacje dziwiły czasem jego kolegów z planu. Nauka tekstu była jego najlepszym sposobem na ćwiczenie pamięci. Miał nadzieję, że dzięki temu choroba będzie wolniej postępować. W serialu pojawiał się w latach 1997-2000. - Często mnie prosił, bym przegadał z nim tekst następnego odcinka, więc siadaliśmy gdzieś w kącie i powtarzaliśmy wszystkie sceny. Był świetnie przygotowany, wszystko pamiętał, ale kiedy wchodziliśmy na plan, włączały się reflektory i kamery, padała komenda "Akcja!", Marek często zaczynał się gubić. Nie wiedzieliśmy, z czego to wynika. Przecież taki stary aktorski wyga, facet o tak ogromnej charyzmie i doświadczeniu, nie mógł się deprymować obecnością kamery. Dopiero po latach zrozumiałem, co za tym stało - mówił w jednym z wywiadów Piotr Zelt, czyli serialowy Arnie.

Walczewski chorował, ale nie miał wtedy taryfy ulgowej.- Jednym słowem, przegapiliśmy początek jego choroby. I to było ze szkodą, bo być może powinniśmy bardziej czule się w tym jego ostatnim okresie z nim obchodzić – przyznał jego kolega z teatru - Adam Ferency w rozmowie z Onetem.

Marek Walczewski na planie serialu '13 posterunek'.Marek Walczewski na planie serialu '13 posterunek'. Fot. YouTube.com/@kolonskaszlugi

Ostatnie lata życia spędził w domu opieki

Początkowo Marek Walczewski bagatelizował problemy z pamięcią. Przełom nastąpił pewnego dnia w 1996 roku, kiedy na scenie podczas spektaklu zapomniał tekstu. Po latach jego żona mówiła, że wrócił wtedy do domu załamany. "Ze mną jest koniec" - powiedział swojej ukochanej Małgorzacie Niemirskiej znanej m.in. z serialu "Czterej pancerni i pies" czy "Samo Życie". Później w teatrze często wspomagał się słuchawką, do której sufler mówił mu tekst. Ostatnią rolę zagrał w filmie Małgorzaty Szumowskiej "Ono". Stworzył w nim poruszającą kreację człowieka walczącego z chorobą Alzheimera, co było specjalnym ukłonem w jego stronę. Za ten występ otrzymał w 2004 roku nagrodę na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Niedługo później zniknął ze sceny. Miał wtedy już problem z najprostszymi domowymi czynnościami i zostawianie go samego w domu stało się niebezpieczne. Wracały do niego głównie wspomnienia z wojny. Mówił, że w ogrodzie stoją Niemcy. Po tym jak zalał kuchnię, wzniecił pożar w piwnicy i spadł ze schodów, jego żona zmuszona była umieścić go specjalistycznym ośrodku, gdzie mógł liczyć na całodobową opiekę. - Już nie miał świadomości, gdzie jest, było mu wszystko jedno, a wymagał całodobowej opieki i kroplówek - opowiadała jego ukochana. Marek Walczewski zmarł 26 maja 2009 roku. Umierając zdążył jeszcze powiedzieć żonie, że jest piękna.

Muszę powiedzieć, że jeżdżąc do niego przez te pięć lat, niemal codziennie się z nim żegnałam. To było straszne patrzeć, jak najukochańsza osoba traci rozum, jak z tym walczy, jak tego nie chce - żeby tak grać i nagle przestać? Tak się z tym męczył, że jak do innych pacjentów przychodzili ludzie w odwiedziny, to myślał, że to publiczność - mówiła Małgorzata Niemirska w "Gazecie Wyborczej".

Marek Walczewski i Małgorzata Niemirska w spektaklu 'Szaleństwo Jerzego III'.Marek Walczewski i Małgorzata Niemirska w spektaklu 'Szaleństwo Jerzego III'. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Marek Walczewski ukrywał, że ma żonę

Związek Małgorzaty Niemirskiej i Marka Walczewskiego wywołał w środowisku aktorskim wielki skandal. Znajomi na jakiś czas się od nich odwrócili. Wszystko przez to, że gdy poznali się w 1974 roku, aktor od 13 lat miał żonę - Annę Polony. Niemirska była zaś żoną Andrzeja Makowieckiego. Co ciekawe, Walczewski ukrywał przed nią fakt, że jest zajęty. - Ja o tym, że on jest żonaty i z kim, dowiedziałam się, kiedy już było za późno. To było jak chichot Pana Boga (...) Myślę, że większym grzechem byłoby się nam rozstać, patrząc z perspektywy na to, czym byliśmy dla siebie. Nie można było postąpić inaczej. (...) Trudno mi o tym mówić. Anna Polony jest wspaniałą aktorką. (...) Nigdy nie przypuszczałam, że tak się potoczy nasze życie - mówiła Niemirska "Gazecie Wyborczej". Marek Walczewski wspominał o początkach znajomości z przyszłą żoną w zabawny sposób. Ich życie z tamtego okresu uznawał za dobry serial.  - Przez dwa odcinki nie było nic między nami, a przy trzecim doszło do eksplozji uczuć, oświadczyłem się błyskawicznie i zostałem przyjęty - stwierdził. W podobnej konwencji wypowiadała się Niemirska.

Tak było, pierwszy odcinek jakoś minął, potem drugi, a przy trzecim byliśmy już bardzo zakochani. To wszystko trwało ledwie trzy miesiące - styczeń, luty, marzec. (...) W marcu byliśmy już parą, w grudniu wzięliśmy ślub, a w międzyczasie przeszliśmy dwa rozwody. To było, jak mówią Francuzi, coup de foudre, uderzenie pioruna. Oczywiście, on był w związku, ja byłam w związku - mieliśmy za sobą studenckie małżeństwa - wspominała Niemirska w "Gazecie Wyborczej".

Marek WalczewskiMarek Walczewski Fot. Kapif.pl

Walczewski i Niemirska marzyli o dziecku

Zakochani nie wyprawili hucznego wesela. - Ślub wzięliśmy w 10 minut, między próbą a spektaklem, poza świadkami nikt o tym nie wiedział. Nikogo nie było - mamy, taty. Nie chcieliśmy rozgłosu. Po ślubie przyszliśmy do domu moich rodziców, Marek uklęknął przed mamą z bukietem bzu, a mama mówi: "O Boże, chyba wzięliście ślub!" - wspominała Niemirska we wspomnianym wywiadzie. Para starała się o dziecko, ale los nie dał im zaznać uroków rodzicielstwa. - Był taki czas, że bardzo, bardzo chcieliśmy mieć dziecko. Przeżyłam szereg ciężkich zabiegów - ja jestem taką recydywą szpitalną - ale na nic to się nie zdało. Ktoś tam rodzi szesnaste dziecko z kolei, nie chcąc ich mieć, a ktoś nie ma ani jednego. Tak widocznie miało być - przyznała aktorka. Skupili się więc na opiece nad czworonożnym przyjacielem. - Mieliśmy psa, wyżła Maksia, zwanego przez nas Maksymilianem Hrabią Potworowskim. Był z nami przez 17 lat. Takie nasze dziecko. Nawet samochody dobieraliśmy do Maksia, żeby mu było wygodnie - opowiadała Małgorzata Niemirska. Jeśli chodzi o ich codzienność, zdradziła też, że Walczewski uwielbiał jej kuchnię. - Mąż dużo jadł, mimo swojej postury. Był żarłokiem. Codzienne targanie tych wszystkich zakupów, gotowanie, żeby było dużo, dużo, dużo I teraz jak zostałam sama, to odruchowo też gotuję dużo, tyle że stoi to tygodniami w lodówce, a w końcu wyrzucam. Marek lubił życie. Potrafił cieszyć się domem, mną, naszym psem Maksiem, wyjazdami. Był rozrzutny. Ciągle słyszę to jego: "No to sobie kup", a przecież czasem bywało trudno - zdradziła żona Walczewskiego. Dużo zdjęć Marka Walczewskiego znajdziesz w galerii na górze strony.

Marek Walczewski i Małgorzata Niemirska.Marek Walczewski i Małgorzata Niemirska. Fot. Fot. Jan Zamoyski / Agencja Wyborcza.pl / Arkadiusz Scichocki / Agencja Wyborcza.pl



Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.