TV Republika od dawna pokazuje, że rządzi się własnymi prawami i często przekracza granice dobrego smaku. Teraz doszła do tego kolejna, nietypowa sytuacja - na antenie stacji zaprezentowano grę, w której głównym bohaterem jest pracownik Republiki, Miłosz Kłeczek. Jak się okazało, w "Kłeczek The Fighter" postać dosłownie walczy z przeciwnikami, którymi są wirtualni polscy politycy - w tym m.in. Roman Giertych czy Włodzimierz Czarzasty. Na transmisji można było zobaczyć, na czym polega dość brutalna rozgrywka. Gdy prezentowano grę na antenie, obecni w studio dziennikarze śmiali się do rozpuku. Czy faktycznie tak powinny wyglądać polskie media? Porozmawialiśmy o tym z cenionym medioznawcą, dr Krzysztofem Grzegorzewskim.
- Ja to obejrzałem powiedziałbym z niesmakiem. Miałem takie wrażenie, że generalnie oglądam jakieś kiepskie show, a nie poważną telewizję informacyjną, więc mnie to nie pasuje - stwierdził na starcie dr Grzegorzewski, tłumacząc nam dalej zachodzące w tle procesy. - Mamy teraz do czynienia z bardzo daleko posuniętą konwergencją gatunkową. Gatunki się mieszają, ponieważ media się mieszają, telewizja jest coraz bardziej obecna w internecie, a internet jest coraz bardziej obecny w telewizji, co sprzyja przekraczaniu norm, kiedyś telewizji dotyczących - powiedział ekspert, pochylając się nad przypadkiem "gry" w TV Republice. Nie krył jednak, że taka forma "rozrywki" nie niesie ze sobą nic dobrego. - Ta rozrywka wcale nie jest taka niewinna. To teoretycznie mogło być nawet potraktowane jako podżeganie do zabójstwa czy przemocy fizycznej wobec polityków. To nie są żarty, na to są paragrafy - skomentował doktor, odnosząc się też do faktu, iż w przeszłości podobna sytuacja miała już miejsce.
- Pamiętam kadencję Bronisława Komorowskiego. Wtedy również jakiś internauta wymyślił grę komputerową polegającą na tym, że się strzelało do prezydenta i zabijało go. I to też miała być tylko zabawa: pamiętam oburzenie prawej strony sceny politycznej, że oto władza Tuska nasyła na biednego internautę policję czy inne służby - opisał medioznawca.
Uważam, że już dawno powinna reagować Rada Etyki Mediów, zaś Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna nałożyć karę
- podkreślił dalej nasz rozmówca, zaznaczając, że w tym przypadku niedaleko już do patostreamingu. - Nie twierdzę, że ironia, szyderstwo czy złośliwość ma nie występować w mediach i dziennikarstwie. Owszem, występuje od bardzo dawna – byle miała jakieś etyczne granice. Pojawiały się nawet zjawiska patologiczne, jak niesławny felieton J. Urbana o papieżu Janie Pawle II. Tylko że nie było wówczas wątpliwości, że takie zjawiska, z lewej czy prawej strony, są przykładem koszmarnego marginesu. - skomentował dr Grzegorzewski.
Pytany dalej o kwestię odbioru TV Republiki, a w tym także "gry" z Kłeczkiem, ekspert nie pozostawia złudzeń. - Dla odbiorców tradycyjnie wychowanych na tradycyjnych mediach to jest skandal i natychmiast powinna zareagować Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji: nałożyć karę albo nawet być może pomyśleć o odebraniu czy zawieszeniu koncesji. To nie są przekazy, które licują z jakimkolwiek dziennikarstwem, z jakąkolwiek publicystyką, z etyką dziennikarską - zaznaczył medioznawca.
- Natomiast inaczej może to wyglądać z punktu widzenia młodszych odbiorców, przyzwyczajonych do mediów społecznościowych, do YouTube'a, do patostreamingu, do freak-fightów. Oni być może widzą w tym jakąś rozrywkę i dobrze się bawią, podobnie jak zwolennicy Telewizji Republika i szeroko pojętej prawicy. Im z całą pewnością taki przekaz nie przeszkadza, co widzimy choćby w komentarzach pod postami czy artykułami. Oni są przyzwyczajeni do różnego rodzaju zjawisk w sieci, które dla nas są zjawiskami po prostu patologicznymi - dodał dr Grzegorzewski.
Jeżeli Miłosz Kłeczek prezentuje grę, która polega na tym, że bije się polityków, to dla mnie jest to po prostu nawoływanie do przemocy, Koniec, kropka
- usłyszeliśmy.
- Co będzie dalej? Najprawdopodobniej Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w obecnym składzie nie zareaguje w ogóle - skomentował ekspert, oceniając, czy stacja może ponieść jakieś konsekwencje. - Będzie to dalej eskalowało. Nie ma już żadnych granic. Będziemy obserwowali rzeczy, na które instytucje państwowe powinny reagować, a nie zareaguje nikt - dodał doktor. - Nie mam żadnych nadziei, że coś się tutaj zmieni, albo że KRRiT nad tym zapanuje, bo na razie kontroli nie ma. Instytucje państwowe są zepsute, obsadzone z klucza politycznego sprzyjającego tej telewizji - podkreślił nasz rozmówca, dosadnie podsumowując sceny, które mogli obserwować widzowie Republiki.
- To nie jest żadne dziennikarstwo, to nie jest żadna rozrywka, a po prostu skandal przypominający patostreaming - skomentował na koniec dr Grzegorzewski
Burza po występie Rodowicz na Roztańczonym PGE Narodowym. W komentarzach armagedon
Tomasz Ciachorowski kupił stumetrowe mieszkanie na Sycylii w cenie kawalerki w Warszawie. Przed tym ostrzega
Zrobiła sobie zęby w Turcji. Szok, co się stało w samolocie. "Właśnie mi odpadły"
Cleo zabrała głos po występie na Roztańczonym PGE Narodowym. "Nagle nie słyszę własnego głosu"
Szósty odcinek "Tańca z gwiazdami". Kto odpadł z programu? [RELACJA]
Netflix zrobił film o Borysewiczu. Córka muzyka oburzona jednym wątkiem. "Sprostowanie"
Skolim odpalił wrotki i twierdzi, że może kupić każdego. "Mogę ich wszystkich wykupić". Dalej jeszcze mocniej
Englert wskoczyła na stół, a Wieniawa piała z zachwytu. W komentarzach wrze
Lewandowska nagrywała relację. Nagle wypaliła do córki. "Nie możemy pokazywać takich rzeczy"