Nie wiem, czy pozostała w Polsce chociaż jedna osoba, która nie słyszałaby o aferze wokół braku Joanny Jabłczyńskiej w obsadzie nowego "Nigdy w życiu". Biorąc pod uwagę skalę całej dramy, można odnieść wrażenie, że mówimy tu o oscarowej superprodukcji, a nie prostej komedii romantycznej. "Nigdy w życiu", będące adaptacją powieści Katarzyny Grocholi, trafiło do kin w 2004 roku. Teraz obejrzałam ten film po latach i zrozumiałam, dlaczego fani tak zaciekle go bronią. To świetnie napisana i doskonale zagrana historia o przyjaźni, wsparciu i zaczynaniu od zera. I, co ciekawe, wątek miłosny schodzi tu zdecydowanie na dalszy plan. W dalszej części znajdują się spoilery z filmu "Nigdy w życiu".
Umówmy się - fabuła "Nigdy w życiu" jest cienka niczym wspomniana w jednej ze scen ścianka z dykty. Judyta (Danuta Stenka) dowiaduje się, że jej mąż Tomasz (Jan Frycz), z którym spędziła kilkanaście lat, zostawia ją dla ciężarnej, dużo młodszej kochanki. Kobieta musi więc na nowo poukładać swoje życie, zostając bez dachu nad głową i mając 100 tys. zł, aby stworzyć nowe lokum dla siebie i swojej córki Tosi (Joanna Jabłczyńska). Judycie udaje się nie tylko zbudować piękny dom na wsi, ale też znaleźć księcia z bajki, którym okazuje się jej kolega z pracy Adam (Artur Żmijewski).
Oczywiście happy end w życiu Judyty nie dzieje się od razu. Bohaterka filmu przeżywa poważne załamanie, ma wiele momentów zwątpienia, brakuje jej pieniędzy, a do tego mierzy się z dość skomplikowaną relacją z rodzicami (Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski). Ale Judyta ma przy sobie nieocenione wsparcie. Jej ogromną podporą jest przyjaciółka Ula (Joanna Brodzik), która nie tylko przygarnia Judytę pod swój dach i pomaga jej przy zakupie ziemi pod miastem, ale też wysłuchuje jej problemów, służy radą i, co najważniejsze - po prostu przy niej jest.
W rozczulający sposób przedstawiona jest także relacja Judyty z 16-letnią córką. Bo choć Tosia momentami zachowuje się jak stereotypowa, rozkapryszona nastolatka, w trudnych momentach staje za mamą murem. Wyjątkowo ściska za serce scena, gdy główna bohaterka szykuje się na rozprawę rozwodową. Tosia usiłuje rozluźnić atmosferę żartami i pożycza mamie błyszczyk, ale gdy widzi, że to nie działa, od razu zmienia ton. - Nie martw się - mówi ciepłym głosem. Tylko tyle i aż tyle.
I jak dla mnie na tym ten film mógłby opierać się na tych kilku wątkach. "Nigdy w życiu" byłoby filmem kompletnym jako historia kobiety, która odcina się od starego życia grubą kreską i ze wsparciem najbliższych zaczyna od nowa. Bo niestety, choć mamy do czynienia z komedią romantyczną, wątek miłosny jest tu najsłabszym ogniwem.
O Adamie, w którym Judyta zakochuje się bez pamięci, nie wiemy praktycznie nic poza tym, że pracuje w marketingu i marzy o dalekich podróżach. Jest przedstawiony jako idealny partner, który jest wszystkim tym, czym nie był były mąż Judyty - nie oczekuje obiadu na stole i wyprasowanych koszul, nie zrzędzi, jest punktualny i słowny. Ale film nie pokazuje nam, co tak naprawdę łączy go z Judytą. Zakochani spędzają miło czas na randkach i w łóżku. A o czym właściwie rozmawiają? Nie wiadomo.
Nie chcę wchodzić w polemikę z tym, czy nowe "Nigdy w życiu" będzie udanym filmem bez Joanny Jabłczyńskiej. Trzeba jednak przyznać jedno - obsada filmu z 2004 roku to bez dwóch zdań jedna z jego najmocniejszych stron. Danuta Stenka po prostu dźwiga tę produkcję na swoich barkach. Wypowiada swoje kwestie z taką lekkością, że momentami trudno uwierzyć, iż opiera się na scenariuszu. W roli Judyty jest urocza, zabawna i bardzo prawdziwa. Świetnie wypada także cały drugi plan, a na ekranie widać wyraźną chemię między główną bohaterką a pozostałymi postaciami. Oglądając, jak Judyta kłóci się z byłym mężem, słucha "dobrych rad" rodziców czy odpowiada z córką na listy nadesłane do jej redakcji, można odnieść wrażenie, że podgląda się życie sąsiadów, a nie śledzi fabułę filmu.
Mówiąc o tym, co tak dobrze zadziałało w "Nigdy w życiu", trudno nie wspomnieć o muzyce skomponowanej przez Macieja Zielińskiego. Bez niej moim zdaniem to nie byłby ten sam film. Scena, w której Judyta, przy akompaniamencie przepięknej melodii, spogląda na rozpościerające się przed nią drzewa, sprawia, że mam ochotę rzucić wszystko i budować dom pod lasem.
I tutaj właśnie można szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego film z tak prostą historią trafił do serc milionów widzów. Niemal każdy z nas w jakimś punkcie swojego życia był Judytą. Zbierał się po nieudanym związku, przeprowadzał, zmieniał szkołę, studia, zawód albo wręcz całkowicie przewartościowywał swoje życie i zaczynał od nowa. Dość powiedzieć, że od imienia bohaterki "Nigdy w życiu" powstał termin "judytowanie", który podbił TikToka. Dziesiątki kobiet zainspirowanych filmem uczy się czerpać z małych przyjemności, zatrzymać w codziennym pędzie i zastanowić, czego naprawdę chciałyby od życia. Nie dziwi więc, że "Nigdy w życiu" stało się dla wielu osób tak ważną produkcją. Historia Judyty, choć miejscami może nieco naiwna, jest bardzo uniwersalna i daje nadzieję. A czasami tylko tego potrzebujemy.
Nie żyje Witold Płóciennik. Odnaleziono ciało zaginionego operatora
Joanna Jabłczyńska dostała pismo przedsądowe od Grocholi. Wydała oświadczenie
Afera wokół "Nigdy w życiu!" chyba się nigdy nie skończy! Producent "Ja wam pokażę!" uderza w Grocholę: Mam na to dokumenty
Syn Krawczyka pominięty na koncercie z okazji 80. urodzin ojca. Lichtman: Cały czas zemsta trwa!
Było ostro, teraz przeprosiny. Jabłczyńska odpowiedziała Szelągowskiej
Chotecka odniosła się do afery z Jabłczyńską. Naprawdę nam to powiedziała
Ekspertka bez litości dla stylizacji Paschalskiej z ramówki TVP. "Właśnie dlatego wyszło tak źle"
Wstępne ustalenia ws. śmierci Witolda Płóciennika. Jest komentarz prokuratury
Lewandowska podłamana problemami mieszkaniowymi w Chicago. "Nie jest zadowolona"