Obejrzałam "Kuchenne rewolucje". To wstrząsnęło mną najbardziej

Do tej pory to zachowania Magdy Gessler budziły kontrowersje wśród widzów "Kuchennych rewolucji". Tym razem restauratorka była wyjątkowo opanowana, biorąc pod uwagę okoliczności - pisze redaktorka Plotek.pl, Kinga Molenda.
Obejrzałam 'Kuchenne rewolucje'. Zaczęło się grubo. Tym razem to nie Gessler dała czadu
facebook.com/KuchenneRewolucjeTVN

"Kuchenne rewolucje" powróciły na antenę stacji TVN i to z 33. sezonem. Już sama ta liczba jest imponująca i świadczy o tym, że fanów formatu nie brakuje. Ja sama specjalnie się do nich nie zaliczam, nie zasiadam bowiem co tydzień przed ekranem, żeby śledzić kolejne perypetie Magdy Gessler w różnych restauracjach. Ale muszę przyznać, że gdy zdarza mi się obejrzeć program, to nie mogę narzekać na nudę. Skusiłam się więc na pierwszy odcinek nowego sezonu i tym razem "Kuchenne rewolucje" mnie zaskoczyły.

Zobacz wideo Bosacka mówi o fenomenie Gessler. Wbiła jej szpilę? "Program bez krzyku, bez rzucania patelniami"

Obejrzałam "Kuchenne rewolucje". Tym razem to nie Gessler dała czadu

Nie da się ukryć, że każdy odcinek "Kuchennych rewolucji" opiera się na podobnym pomyśle - dany lokal ma problem, nie przyciąga klientów, nie zarabia, prosi więc Magdę Gessler o pomoc. Ta przyjeżdża, rzuca talerzami, oskarża obsługę o próby otrucia, a potem robi wielką rewolucję, która zachwyca lokalnych i przyjezdnych klientów. Po kilku tygodniach Magda Gessler wraca i sprawdza, jak właściciele poradzili sobie po zmianach. Co ciekawe, format sprawdza się już od 16 lat, bo pierwszy sezon "Kuchennych rewolucji" został wyemitowany w TVN-ie w 2010 roku.

Nie inaczej było więc w pierwszym odcinku nowego sezonu show. O nudzie i powtarzalności jednak mowy nie było. Wszystko za sprawą bohaterów tego odcinka. Magda Gessler przyjechała ratować restaurację Pierwsza Polka w Gliwicach. Już na samym początku było zaskoczenie - właściciel Konrad zamknął restaurację, ponieważ nie przynosiła zysków, ale dla Magdy Gessler zrobił wyjątek i ponownie ją otworzył. Stwierdził jednak, że otwarcie lokalu nigdy nie było jego pomysłem, tylko jego ojca. Oskarżył go również o brak pomocy przy prowadzeniu biznesu. Pomagali mu w nim brat Robert w roli barmana i żona Faustyna (chyba w roli mentalnego wsparcia, bo głównie wszystkich dopingowała do działania). Szefową kuchni była natomiast Natalia, którą szef poniżał niemal na każdym kroku. Nie tylko ją. Nawet żona w pewnym momencie stwierdziła, że "wychodzi na wieśniaka". I to po pierwszych pięciu minutach programu! Już wiedziałam, że będzie się działo i miałam rację.

Co jednak ciekawe, to nie Magda Gessler dawała czadu, a właściciel i jego żona. Oczywiście nie zabrakło klasyków Magdy Gessler - oskarżeń o próby otrucia, wybrzydzania, nie rzucała tylko talerzami. Nic, prócz herbaty, jej nie smakowało. Tymczasem Konrad "rzucał mięsem", trzaskał drzwiami i oskarżał wszystkich wokół o splajtowanie oraz swoje problemy. Głównym winowajcą miał być jednak jego ojciec, który przy okazji był udziałowcem w restauracji, miał także swój własny, dobrze prosperujący, lokal w Katowicach. Konrad twierdził, że nigdy nie miał kontaktu z ojcem i go "nie cierpiał". Dał się jednak namówić na prowadzenie lokalu, czego żałował. Jego brat ujawnił w rozmowie z Gessler, że ojciec zrezygnował ze wspierania Konrada ze względu na jego zachowanie.

Magda Gessler odwiedziła nawet ojca obu mężczyzn, Ireneusza. Ten początkowo nie chciał pokazywać nawet twarzy i podkreślał, że nie chce mieć nic wspólnego z biznesem swojego syna. Gessler udało się go jednak namówić do tego, by przejął większą część udziałów w lokalu, a ona pomoże mu go rozkręcić. Chwilę później przedstawiła plan ekipie Pierwszej Polki i widać było wyraźnie, że pomysł nie przypadł do gustu ani Konradowi, ani jego żonie. Pierwsza kolacja po rewolucji, zmianie nazwy na Bistro w towarzystwie, wystroju i menu, była udana, a lokal świetnie radził sobie przez pierwszy tydzień. Gdy jednak Magda Gessler odwiedziła bistro po dziesięciu tygodniach, zastała pusty i ciemny lokal. Ireneusz wyjaśnił, że jego syn i synowa zniknęli dzień po rewolucji, a tydzień później wyszło na jaw, że przez rok mieli nie płacić i rzekomo nie regulowali rachunków. Odcięto więc im prąd i zablokowano dostawy. Magda Gessler była w szoku i ja też, bo to pierwszy raz, gdy w ten sposób zachowali się uczestnicy.

Nagle do lokalu weszli Konrad i Faustyna. Zaczęli kpić z sytuacji, a atmosfera zrobiła się wyjątkowo nerwowa. Padły wzajemne pretensje, a Magda Gessler stwierdziła, że na tym etapie nie jest już w stanie zrobić nic więcej i opuściła lokal. Na koniec jeszcze Faustyna dolała oliwy do ognia, twierdząc, że lokal został zniszczony przez jej teścia w zaledwie tydzień, nie biorąc pod uwagę, że to jej mąż doprowadził miejsce do ruiny finansowej. Nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że Konrad wraz z żoną z nienawiści do ojca zrobili wszystko, by zadłużyć lokal i całkiem zniszczyć biznes. Widać, że mu się udało. Od razu sprawdziłam - Bistro w towarzystwie jest "zamknięte na stałe". 

Zarówno ja, jak i inni widzowie, nie mogliśmy uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Przejrzałam komentarze i widać wyraźnie, że wydarzenia z pierwszego odcinka doprowadziły fanów formatu do wrzenia.

Posypały się komentarze po pierwszym odcinku "Kuchennych rewolucji". Widzowie w szoku

Do tej pory to zachowania Magdy Gessler budziły kontrowersje wśród widzów "Kuchennych rewolucji". Tym razem restauratorka była wyjątkowo opanowana, biorąc pod uwagę okoliczności. To uczestnicy dali prawdziwego czadu, wywołując lawinę komentarzy na facebookowym fanpage'u formatu.

"To małżeństwo jest kompletnie odklejone od rzeczywistości. Narobili długów, nie płacili rachunków i zdziwieni, że lokal padł. Fajnie by było, gdyby ojciec wszedł, otworzył portfel, a oni spijaliby śmietankę. Dramat", "Konrad jest rozpieszczonym, dorosłym dzieckiem, które miało wszystko podłożone pod nos. Tata ciężko pracował od rana do wieczora, a finalnie został znienawidzony za chęć zapewnienia dzieciom wszystkiego, co najlepsze. Został z długami przez nieodpowiedzialnego syna", "Ten typ jest tak toksyczny, że rodzina powinna się od niego odciąć dla własnego dobra", "Nie płacili rachunków i jeszcze na koniec odstawili taki cyrk. Współczuję ojcu i bratu" - czytam na Facebooku. To tylko mała część komentarzy, które zostawili oburzeni widzowie. Pod niemal każdym postem można dojrzeć 100-200 komentarzy w podobnym tonie.

Nie będę ukrywać, że TVN nieźle podkręcił zainteresowanie "Kuchennymi rewolucjami". Podejrzewam jednak, że kolejne odcinki tego sezonu mogą nie dorównać pierwszemu pod względem wydarzeń i emocji. Kto wie, być może skuszę się i sprawdzę to w kolejny czwartek.

Więcej o: