Pojawienie się na jednym zdjęciu ramię w ramię z Kizo to nie pierwsza w ostatnim czasie wzbudzająca kontrowersje decyzja Karola Nawrockiego. 29 sierpnia prezydent spotkał się ze Skolimem, który został zaproszony do Juraty na wydarzenie Przyszłość.pl. Muzyk był niedawno mocno krytykowany za wykonywanie przepełnionych wulgarnymi treściami utworów w obecności dzieci. Kizo również znany jest z kontrowersyjnych tekstów swoich utworów, a ponadto na koncie ma udział w galach freak fightowych. Na zdjęciu, które opublikował na Instagramie 2 września, pozuje u boku prezydenta na tle sprzętu treningowego. "Siła" - podpisał krótko post.
- Z punktu widzenia wizerunkowego obecność Karola Nawrockiego na Instagramie Kizo jest ruchem skutecznym zasięgowo, ale jednocześnie wpisuje się w coraz bardziej wyraźny model komunikacji oparty na wchodzeniu w przestrzeń osób, które same generują emocje i kontrowersje - ocenia w rozmowie z nami ekspertka marketingu politycznego Agata Krypczyk. Specjalistka przypomina również, że Kizo nie jest wyłącznie popularnym raperem. - Jego wizerunek od lat budowany jest wokół mocnego języka, kultury ulicznej, ostentacyjności i bardzo charakterystycznego stylu życia - tłumaczy.
Zdaniem Agaty Krypczyk pojawienie się prezydenta w jego kanałach może pomóc w dotarciu do odbiorców spoza klasycznej politycznej bańki, szczególnie młodszych i mniej zainteresowanych tradycyjnymi mediami. - Jednocześnie rodzi się jednak pytanie o szerszą strategię komunikacyjną zaplecza prezydenta i o to, dlaczego właśnie takie środowiska mają być jednym z narzędzi poszerzania jego elektoratu - dodaje ekspertka.
Agata Krypczyk jeszcze bardziej krytycznie oceniła zaproszenie Skolima na wydarzenie Przyszłość.pl. - Tutaj problemem nie jest sama obecność popularnego artysty, ale przede wszystkim niedopasowanie do grupy odbiorców. Wydarzenie było kierowane do młodzieży, dlatego dobór wykonawcy powinien uwzględniać nie tylko jego popularność, ale również treści, które reprezentuje i wpływ, jaki mogą mieć one na młodych ludzi. W przypadku Skolima mówimy o repertuarze mocno seksualizującym, więc trudno sprowadzić tę decyzję wyłącznie do niewinnej próby dotarcia do młodszej publiczności - tłumaczy.
Agata Krypczyk zauważa również, że Karol Nawrocki sam wchodził do wielkiej polityki z biografią i środowiskami, które wielokrotnie były przedmiotem publicznych kontrowersji i pytań o standardy. - Tym bardziej zastanawiające jest to, że po objęciu najważniejszego urzędu w państwie jego otoczenie nie próbuje konsekwentnie budować większego dystansu od takich skojarzeń, lecz momentami wręcz je wzmacnia - mówi w rozmowie z nami.
- Prezydent nie jest influencerem walczącym o kolejne miliony wyświetleń. Jest głową państwa i jego komunikacja powinna być oceniana także przez pryzmat powagi urzędu, odpowiedzialności i wzorców, które legitymizuje swoją obecnością. Można oczywiście budować szeroki, ludowy i nieelitarny wizerunek bez zamykania się w Pałacu Prezydenckim. Pytanie brzmi jednak, czy trzeba robić to za pomocą kolejnych kontrowersyjnych postaci - zastanawia się ekspertka.
Specjalistka ds. marketingu politycznego ocenia również, że sztab Karola Nawrockiego nauczył się budować zasięgi poprzez kontrowersje, ale nie pokazał, że bez nich również potrafi zbudować atrakcyjność. - A jeśli kolejne nazwiska i środowiska mają przede wszystkim szokować, polaryzować i produkować virale, to warto zapytać, gdzie kończy się skuteczny marketing polityczny, a zaczyna obniżanie standardu komunikacji głowy państwa. Elektorat można zdobywać na wiele sposobów. Nie każdy sposób, który działa, przystoi prezydentowi Rzeczypospolitej - podsumowuje Agata Krypczyk.
- Prezydent Karol Nawrocki po medialnych doświadczeniach ze zdjęciem z "Wielkim Bu" bardzo zuchwale podchodzi do wspólnych fotografii z popularnymi postaciami z internetu - a przecież Skolim, Kubańczyk czy teraz Kizo to nie są jednoznacznie pozytywni bohaterowie - ocenia w rozmowie z nami specjalista od PR i marketingu politycznego Mateusz Buczkowski. - Cała trójka ma za sobą jednak ogromne rzesze słuchaczy, których sentyment jest wyraźnie prawicowy, więc z perspektywy sztabu prezydenta to dobra decyzja. Słuchacz Kizo, Skolima czy Kubańczyka prawdopodobnie głosuje na stronnictwa z prawej strony - mówi nam specjalista.
Zdaniem Mateusza Buczkowskiego znacznie większy problem mogą mieć w przyszłości wspomniani twórcy i ich menedżerowie. - Polityczne wiatry zawsze mogą się odwrócić, a potem bardzo trudno odkleić łatkę "artysty tylko jednej strony". To ma wpływ choćby na zaproszenia na duże telewizyjne imprezy czy lokalne święta miast i gmin, za które odpowiadają politycy konkretnych partii - tłumaczy ekspert. - Podobnie, jeśli chodzi o współprace reklamowe - fotka z prezydentem czy premierem może potencjalnie odebrać kilka dużych deali, bo marki nie lubią tak zdeklarowanych postaci - podsumowuje Mateusz Buczkowski.
Śmierć Kurta Cobaina do dziś budzi pytania. Słowa policjanta zaskakują
Ceny życzeń od Chajzerów mocno podskoczyły. Prezenter tłumaczy się z zapisu o AI
Grał Basię w "M jak miłość", dziś krytykuje warunki na planie. Produkcja odpowiada
Rodowicz dorwała obwarzanka w spocie za siedem mln zł. Kraków przebił Warszawę i Trójmiasto
Skolim chwali się sprzedażą perfum. W 11 dni padła gigantyczna kwota
Michel Moran pochwalił się córką. Solene skończyła 31 lat
Zmiany w TVP tuż przed weekendem. Widzowie nie zobaczą "The Voice of Poland"
Dziennikarz był w szoku, gdy zobaczył to na polskim lotnisku. "Co za wstyd!"
Kuna została surowo oceniona w "Tańcu z gwiazdami". Wdała się w dyskusję z internautami. "Nie jesteśmy na ty"