Mandaryna o związku z Wiśniewskim: My sobie idziemy swoją drogą, celebrujemy to po swojemu

Marta Wiśniewska jest znowu na językach wszystkich i przeżywa swój muzyczny come-back. Lada moment wystąpi w "Tańcu z gwiazdami", a od niedawna jej serce jest zajęte... przez jej pierwszego męża, Michała Wiśniewskiego. Dla wielu ich zejście to znak, że prawdziwa miłość zawsze znajdzie sposób. A jak podchodzi do tego Marta? Co obecnie zaprząta jej głowę i jak odbiera internetowe szaleństwo wokół swojego związku? Zapytaliśmy ją o to podczas festiwalu muzycznego Vogule Poland Fest, na którym była główną gwiazdą.
Mandaryna
Kapif.pl

Jesteś jedną z bardzo niewielu gwiazd w Polsce, którym udało się po długiej przerwie powrócić - myślę, że nie przesadzę - jak powiem, że na szczyt: "Taniec z gwiazdami", festiwale. Czy masz na to jakiś patent, czy to wyszło przypadkiem?

Nie, nie mam żadnego patentu i nie wiem, czy to wyszło jakimś wielkim przypadkiem. Nie jest tak, że mnie całkiem nie było na scenie. Byłam cały czas w świadomości ludzi i ciągle grałam koncerty, z małą przerwą. Ale to wszystko tak pięknie zatoczyło koło, że ja tego nie analizuję, tylko się po prostu tym cieszę.

Mnie się podoba to, że twój powrót na szczyty popularności i do dużej popularności koncertów wybuchł najpierw, a dopiero później stało się to, co was spotkało z Michałem. Bo chyba nikt nie może wam zarzucić, że robicie to dla jakiejś korzyści?

Jednego z drugim w ogóle nie da się łączyć. Nikt tego nie kalkulował i nikt np. nie organizował trasy pod to (śmiech).

Chociaż widziałam taką opinię, że ma ci to pomóc w "Tańcu z gwiazdami" w zdobyciu głosów.

Pomóc?

A ty myślisz, że może zaszkodzić?

Nie, w ogóle nie myślę o naszej relacji w takich kategoriach - czy coś mi pomoże, czy zaszkodzi. Ja się po prostu nią cieszę, przeżywam i jest mi niezmiernie miło. A to, co robię zawodowo, to są to rzeczy zupełnie niezwiązane z moją relacją. Mam nadzieję, że Michał będzie trzymał za mnie kciuki i tyle.

Zobacz wideo Tak mówią ich dzieci

Na pewno! Mnie się bardzo podoba też wasza relacja z dziećmi. Z racji tego, że Xavier i Fabienne są już dorośli, na pewno łatwiej jest z nimi pewne rzeczy omawiać. Natomiast mam wrażenie, że oni wam kibicują całym sercem?

No pewnie. Kochają swoją mamę i swojego tatę, więc jeśli mogą ich zobaczyć razem, to jest to dla nich przemiłe, bardzo nam kibicują. Po prostu bardzo się cieszą.

Jakiś czas pewnie byliście razem, nie ujawniając tego. Czy wy spodziewaliście się, że cała Polska "oszaleje" i będzie za was trzymać kciuki? Bo chyba można tak powiedzieć, że jest taki efekt.

Prawdę mówiąc, to w naszym przypadku właśnie nie celebrowaliśmy tego w tajemnicy, bo od razu ta sytuacja wyszła na światło dzienne.

A spodziewałaś się, że ludzie będą wam tak bardzo kibicować?

To jest przemiłe! Mam całą galerię memów, które powstały. Są bardzo urocze. Większość jest naprawdę wspaniała.

Nawet widziałam bardzo dużo reklamowych działań, np. sok wiśniowy w promocji z mandarynką...

No właśnie, więc one są takie urocze i cieszy mnie to bardzo. Myślę, że ludzie bardzo miło wspominają czasy swojego dzieciństwa czy swojej młodości, a my się trochę z tym kojarzymy. I to jest fajne. Kto by nie chciał powtórzyć swojego życia jeszcze raz z mądrzejszą głową?

Chociaż nie wiem, jak przebijecie ślub w lodowej kaplicy w Kirunie (który wzięli 10 grudnia 2003 roku - przyp. red.), bo do tej pory nikt go nie przebił...

On był nasz, więc nie musimy go przebijać (śmiech).

To prawda. Wracając do twojej ścieżki muzycznej - z jednej strony Mandaryna to dla wszystkich Sopot i "Ev'ry Night", ale z drugiej strony ty też robisz zupełnie inne rzeczy.

Zajmuję się muzyką, wiadomo, gram koncerty, ale oprócz tego mam swoje szkoły tańca, gdzie uczymy hip-hopu i w których uczą moje dzieci, mamy świetnych instruktorów. Właśnie wróciliśmy z obozu. Teraz doszedł mi "Taniec z gwiazdami". Poza tym mam mnóstwo zaczętych projektów. Mam nadzieję, że też stworzę swoje własne miejsce.

A myślisz o płycie?

Mam nagrany singiel, który czeka spokojnie (śmiech). Ja też kocham scenę taką alternatywną, performatywną, w której mogę naprawdę się "wyżyć" zupełnie inaczej, bardzo niekomercyjnie, bardzo dziwnie. Współpracuję z artystami z Krakowa, z którymi robimy różne performensy - "oŚĆ" i "15 sekund sławy" (spektakl muzyczny pokazywany m.in. na scenie Teatru Łaźnia Nowa – przyp. aut.).

Myślę, że właśnie z tej strony ludzie cię nie znają, dlatego też chciałam o to zapytać, żeby móc pokazać, jak bardzo wszechstronną jesteś artystką. Natomiast teraz oczywiście wszystko będzie kręcić się wokół "Tańca z gwiazdami". Kiedy ogłosili, że będziesz w nowej edycji, to od razu padło: "tancerka będzie tańczyć", choć mówisz, że ty tańczysz hip-hop, a tam jest towarzyski, więc to nie jest takie proste?

Nie jest takie proste. Mam nadzieję, że ludzie po prostu będą mi kibicować. Czasem się pewnie potknę, a czasem nie, a czasem mi się coś uda. To jest nieprzewidywalne. Jest dla mnie również piekielnie trudne i momentami bardzo frustrujące, bo po prostu wydaje mi się, że przecież ja tańczę, umiem to. Dlaczego ja muszę prostować te nogi? Dlaczego to tak wygląda? Dlaczego ja wyglądam tak dziwnie? Więc jest to dla mnie może nawet trudniejsze przez to, że całe życie tańczę zupełnie inny styl. Bardzo mnie wkurza to, że teraz mi się to wszystko pomieszało. Ale staram się i jest to dla mnie bardzo przyjemna przygoda.

Ja jestem pewna, że ludzie będą ci kibicować.

Ja bym chciała, żebyśmy się po prostu dobrze bawili i żeby ludzie się bawili tak dobrze, jak ja.

Tej sympatii ludzi jest dużo teraz w waszym kierunku, mam na myśli ciebie i Michała oraz wasz związek. Czy nie czujecie presji z tego powodu?

Presji, jeśli chodzi o relację? Że nie możemy się rozstać? (śmiech)

Patrzą wam na ręce…

Zawsze patrzyli. Zresztą, tak jak powiedziałaś, to są miłe rzeczy, więc są dla nas naprawdę urocze, fajne i takie, które nas dokarmiają. Cieszymy się, że nam ludzie kibicują i życzą dobrze. My sobie idziemy swoją drogą, celebrujemy to po swojemu. Na razie oboje jesteśmy też bardzo zapracowani, więc trochę łapiemy się w biegu. Natomiast dla mnie jest to bardzo przyjemna relacja.

I ja trzymam kciuki!

Więcej o: