Zabiła ciężarną, by ukraść jej dziecko. Wciąż oczekuje na karę śmierci

W Stanach Zjednoczonych skazanych na karę śmierci pozostaje ponad 40 kobiet. W ich gronie znalazła się Taylor Parker, 29-letnia mieszkanka Teksasu, która w 2020 roku zamordowała ciężarną kobietę, porywając przy tym jej dziecko. Jej sprawa do dziś wzbudza poruszenie.
Taylor Parker i Wade Griffin
Fot. Netflix, Oklahoma State Bureau of Investigation

Taylor Parker na pozór nie wyróżniała się wśród innych mieszkanek Teksasu. W 2019 roku, matka dwójki dzieci, do których w przeszłości zdążyła stracić prawa do opieki, ogłosiła swojemu partnerowi, Wade'owi Griffinowi, że ponownie jest w ciąży. Informacja ta zszokowała bliskich kobiety. Wszystko przez fakt, że już kilka lat wcześniej Taylor poddała się sterylizacji i histerektomii - zabiegom powodującym trwałą bezpłodność. Choć wcześniej już raz miała także poronić, tym razem sytuacja wyglądała inaczej. Nikt nie spodziewał się, do czego "ciąża" Parker ostatecznie doprowadzi.

Zobacz wideo Luigi Mangione – bohater ludowy czy bezwzględny morderca?

Taylor Parker nie mogła doczekać się przyjścia na świat córki. Bliscy nie wiedzieli, że wszystko było zaplanowane

Przez całą ciążę Taylor pozostawała aktywna w mediach społecznościowych. Publikowała zdjęcia z brzuchem, pokazywała, że wybiera się na wizyty do lekarza, a nawet udostępniała skany z USG. Wraz z ukochanym zrobili sobie pamiątkową sesję zdjęciową, a w momencie, gdy termin porodu wyraźnie się zbliżał, Parker zorganizowała również imprezę baby shower. To właśnie wtedy poinformowała najbliższych, że spodziewa się córki. Pytana wówczas przez koleżanki, jak po przebytych zabiegach udało się jej zajść w ciążę, stwierdziła, że "wydarzył się cud i wszystko jej odrosło".

Nikt nie wiedział, że kobieta była w trakcie spełniania swojego planu. Jej ciążowy brzuch był sztuczny. Zdjęcia z USG również kupiła online, a dokumentację medyczną po prostu sfałszowała. Działania Taylor były na tyle przemyślane, że oszukała nawet samego Wade'a, z którym na co dzień żyła i mieszkała. Mężczyzna faktycznie wierzył, że niebawem doczeka się dziecka. Czerwone lampki zapaliły się jednak, gdy termin porodu minął. Ostatecznie Parker powiedziała rodzinie, że 5 października 2020 roku podda się indukcji porodu lub cesarskiemu cięciu. Gdy dzień ten nadszedł, na posesji pary doszło do pożaru. Niedługo potem szpital, w którym Taylor miała rodzić, został ewakuowany po zgłoszeniu zagrożenia bombowego. Do porodu ostatecznie więc nie doszło. 

Miała urodzić dziecko na poboczu. Gdy policja dotarła na miejsce, nie widziała śladów krwi

9 października Parker wybrała się w podróż do Idabel w Oklahomie. Wcześniej poinformowała Wade'a, że to właśnie tam zamierza urodzić dziecko. Partner miał dojechać do kobiety po tym, jak dobije targu ws. sprzedaży świń. Taylor nigdy nie dotarła jednak do szpitala. Na drodze nieopodal Dallas uwagę policji zwrócił kierowca, który przekraczał wszelkie wyznaczone limity. Jak się okazało, za kierownicą niebezpiecznie poruszającego się samochodu siedziała 29-letnia Parker. Funkcjonariusz, który zatrzymał kobietę, dowiedział się od niej, że chwilę wcześniej miała urodzić dziecko na poboczu drogi. Parker błagała o pomoc i umożliwienie szybkiego dojazdu do szpitala - w rękach trzymała płód z wciąż widoczną pępowiną.

Funkcjonariusz mówił później, że samochód Taylor był dość czysty, jak na miejsce, w którym wcześniej miało dojść do porodu. Nie było widać śladów krwi, a dziecko, które "matka" kurczowo trzymała, wyglądało wręcz na umyte. Wtedy jednak sytuacja nie wyglądała w żadnej mierze podejrzanie, dlatego zawiózł kobietę bezpośrednio do szpitala.

Lekarzom nie udało się uratować życia dziecka, a Taylor odmawiała przeprowadzenia jakichkolwiek badań. Opowiedziała przy tym lekarzom swoją historię, zwracając uwagę, iż termin jej porodu miał już minąć. Specjaliści od razu dostrzegli jednak, że dziecko było wcześniakiem, choć ona sama twierdziła, że w ciąży była aż 10 miesięcy. Coraz więcej aspektów w opowieści Parker nie łączyło się w całość. Lekarze oraz funkcjonariusze nie wiedzieli wtedy, jaka tragedia rozgrywa się w tym samym czasie w niedalekiej odległości od nich.

Ciężarną 21-latkę zamordowano w jej własnym domu. Policja od razu połączyła fakty

Tego samego dnia na policję wpłynęło zgłoszenie od kobiety, która drżącym głosem poinformowała służby, że jej będąca w 34. tygodniu ciąży córka została zamordowana. Ofiarą okazała się 21-letnia Reagan Michelle Simmons-Hancock. Śledczy ustalili, że kobieta została brutalnie zaatakowana w swoim domu. Na ciele Reagan ujawniono 113 obrażeń zadanych ostrym narzędziem oraz 39 od tępego narzędzia. Miejsce zbrodni przypominało prawdziwy horror, którego świadkiem była trzyletnia córka ofiary - dziewczynkę znaleziono całą i zdrową w sypialni, kryjącą się pod kołdrą.

Policja ustaliła, że po śmierci Reagan sprawca masakry wydobył za sprawą amatorskiego cięcia cesarskiego z jej ciała dziecko. Noworodek nie został jednak odnaleziony na miejscu tragedii. Połączenie zabójstwa 21-latki oraz przypadku Taylor nie zajęło śledczym długo. Po czasie dowiedzieli się, że kobiety znały się prywatnie. Parker była nawet fotografką na ślubie Simmons-Hancock. Dzień przed zbrodnią pojawiła się w domu swojej ofiary, przynosząc jej prezenty dla dziecka. 

Taylor Parker otrzymała najwyższy wymiar kary. Wciąż przebywa w więzieniu

Po pobycie w szpitalu, Parker została zatrzymana i oskarżona o zabójstwo Reagan oraz ostatecznie także jej dziecka, nazwanej później Braxlynn Sage Hancock. Choć obrońcy Taylor starali się przekonywać o jej złym stanie psychicznym, biegli ustalili, że kobieta była w pełni poczytalna w momencie popełniania zbrodni. Nie zdiagnozowano u niej żadnej choroby psychicznej ani zaburzenia osobowości. Parker próbowała też "zmiękczyć" ławników twierdząc, że zmagała się z depresją, migrenami, a nawet miała podobno przejść udar. Na nic się to jednak nie zdało.

Udowodniono, że Taylor miesiącami wyszukiwała w sieci informacje o ciąży i porodzie. W dniu zabójstwa Reagan kobieta oglądała film dotyczący badania dziecka urodzonego przed terminem. Wymiar sprawiedliwości ocenił, że zbrodnia była więc w pełni zaplanowana. Jako motyw zakładano, że 29-latka mogła za sprawą dziecka chcieć "umocnić" swoją więź z Wadem. 

9 listopada 2022 roku Taylor Parker usłyszała wyrok śmierci. Do dziś kobieta przebywa w celi śmierci w zakładzie karnym Patrick L. O'Daniel Unit w Gatesville w Teksasie. Dotychczas jednak nie wyznaczono daty wykonania wyroku.

Więcej o: