Z historią rodzącej się w bólach miłości Ewy Werner (Katarzyna Chrzanowska) i Adama Rozdrażewskiego (Waldemar Goszcz) widzowie zaczęli zapoznawać się 30 września 2000 roku. To właśnie wtedy Polsat wyemitował premierowy odcinek serialu "Adam i Ewa", uznawanego za jedną z pierwszych polskich telenowel. Moim zdaniem to wręcz telenowela przez wielkie "T", bo produkcja czerpała pełnymi garściami z popularnych w tamtym czasie brazylijskich, argentyńskich i wenezuelskich tasiemców. Pierwszy raz obejrzałam "Adama i Ewę" dopiero teraz, 26 lat po premierze, i nasuwają mi się dwa główne wnioski. Czy obiektywnie jest to dobry serial? Nie. Czy mimo to warto go obejrzeć? Jeszcze jak.
"Adam i Ewa", jak na telenowelę przystało, od razu rzuca nas w wir wartkiej akcji. Tytułowa bohaterka to trzydziestokilkuletnia pracownica banku, która ma dwoje dzieci i męża-złoczyńcę, a w ciągu kilku chwil spada na nią lawina nieszczęść. To zresztą właśnie mąż Ewy, Bogdan (Zbigniew Suszyński), jest głównym powodem jej utrapień. Knuje za jej plecami, zdradza ją, robi szemrane interesy i usiłuje pozbawić kamienicy po ojcu. Co więcej, doprowadza do tego, że Ewa traci pracę, a jej ojciec w ciężkim stanie ląduje w szpitalu.
Jakby tego było mało, na samochód, który Ewa pożycza od przyrodniej siostry Kamili (Agnieszka Korzeniowska), spada balon z koszem i Adamem w środku. Adam nie jest jednak lotnikiem, a celebrytą grającym w reklamach. Z dramatycznego montażu ukazującego zbliżenia na twarz Waldemara Goszcza (oraz przedziwnych zachowań jego bohatera w późniejszych scenach - ale do tego jeszcze przejdziemy) dowiadujemy się, że mężczyzna z miejsca na zabój zakochuje się w Ewie. Tytułowy bohater jest lekkoduchem niezbyt poważnie podchodzącym do życia i zupełnym przeciwieństwem twardo stąpającej po ziemi Ewy.
Postacie w produkcji w ogóle przedstawione są dość zero-jedynkowo, co widać zwłaszcza po czarnych charakterach. A tych w "Adamie i Ewie" nie brakuje. Nie tylko Bogdan, który jest istnym złem wcielonym, robi wszystko, aby zaszkodzić tytułowej bohaterce. Pierwsze skrzypce gra tu również Renata (Iwona Bielska), hipochondryczna macocha Ewy, wymyślająca przeróżne dolegliwości, aby móc spędzać całe dnie w łóżku. Nie tylko spiskuje z Bogdanem za plecami pasierbicy, ale też umniejsza jej na każdym kroku i faworyzuje swoją biologiczną córkę Kamilę. Ta z kolei ewidentnie przejęła od matki wszystkie najgorsze cechy, a do jej ulubionych zajęć należą knucie i intrygowanie. W wyniku przedziwnych perypetii Kamila nabiera też przekonania, że Adam jest zainteresowany właśnie nią, a wydanie córki za aktora-celebrytę staje się obsesją Renaty. Nawiązanie do bajki o Kopciuszku nie mogło być bardziej klarowne.
Jeśli ktoś kiedykolwiek śledził jakąkolwiek telenowelę, to może domyślać się, jak dalej przebiega fabuła "Adama i Ewy". Co pięć sekund następuje dramatyczny zwrot akcji - ktoś kogoś zdradza, ktoś kogoś szantażuje, ktoś zachodzi w ciążę, ktoś trafia do szpitala, a główni bohaterowie nie mogą się zejść. Z pewnym zaskoczeniem, a nawet z lekkim wstydem, muszę jednak przyznać, że w "Adamie i Ewie" naprawdę nie ogląda się tego źle. To fakt, scenariusz momentami jest kompletnie odklejony (przypominam, że Adam wylądował balonem na samochodzie), a bohaterowie przerysowani do granic możliwości. Ale mimo to ta produkcja ma wszystko, czego można oczekiwać od niewymagającej rozrywki. Naprawdę nie spodziewałam się, że tak szybko wciągnę się w ten serial i z zaciekawieniem będę śledzić kolejne odcinki.
W "Adamie i Ewie" jest jednak pewna kwestia, która mocno mnie uwiera i sprawia, że, przynajmniej w początkowych odcinkach nie byłam w stanie kibicować relacji głównych bohaterów. Chodzi o liczne zachowania Adama, które są, delikatnie mówiąc, problematyczne. Po pierwsze, w momencie poznania Ewy bohater jest w związku z aspirującą modelką Moniką (Tamara Arciuch), którą traktuje po prostu skandalicznie. Okłamuje ją, mami obietnicami, zapomina o planowanych wakacjach, a w dodatku całe dnie spędza na obsesyjnym myśleniu o innej kobiecie. Co więcej, twórcy chcą chyba, abyśmy uwierzyli, że Monika jest zaborcza i chorobliwie zazdrosna, mimo że dziewczyna ma naprawdę solidne podstawy, aby nie ufać Adamowi.
I mówiąc, że Adam nie robi nic innego niż myślenie o Ewie, naprawdę nie przesadzam. W pierwszych odcinkach serialu zachowuje się po prostu jak stalker, usiłując dowiedzieć się, kim jest tajemnicza nieznajoma, jak się nazywa i gdzie mieszka. Kilkukrotnie udaje się do domu Ewy, a gdy spotyka ją na ulicy, siłą zachodzi jej drogę, mimo że kobieta wyraźnie nie jest nim zainteresowana. Nie ukrywam, że przeraża mnie odrobinę myśl, iż takie zachowania jeszcze nie tak dawno mogły uchodzić za romantyczne.
Serial "Adam i Ewa" ukazywał się w latach 2000-2002 i doczekał się w sumie trzech sezonów. Jego popularność była tak duża, że ówczesny dyrektor programowy Polsatu nie obawiał się nawet rosnącej wówczas TVN-owskiej konkurencji w postaci "Big Brothera". - Zwróćmy uwagę, że jeden odcinek serialu "Adam i Ewa" kosztuje znacznie mniej niż produkcja programu "Big Brother", a przecież daje nam przyzwoitą, prawie 15-procentową oglądalność - komentował Bogusław Chrabota w 2001 roku.
Mogę tylko przypuszczać, że ponad dwie dekady temu widzów przed ekrany przyciągała przede wszystkim fabuła rodem z brazylijskich telenowel i dwójka charyzmatycznych, choć mało wtedy znanych aktorów wcielających się w głównych bohaterów. Katarzyna Chrzanowska przed "Adamem i Ewą" nie była w Polsce szczególnie popularna, bo przez wiele lat rozwijała się zawodowo głównie we Francji. Z kolei Waldemar Goszcz, który wcześniej zajmował się przede wszystkim modelingiem, stał dopiero u progu aktorskiej kariery. Niestety, zginął w wypadku samochodowym rok po zakończeniu emisji "Adama i Ewy".
Obsada to zresztą jeden z bardzo mocnych punktów serialu. W "Adamie i Ewie" na medal spisują się zwłaszcza aktorzy odgrywający role Renaty i Bogdana. Iwona Bielska jako potworna macocha rodem z bajki jest po prostu genialna i widać, że doskonale bawi się swoją rolą. Zbigniew Suszyński perfekcyjnie wcielił się za to w postać naczelnego czarnego charakteru, a niektóre sceny z jego udziałem mrożą krew w żyłach. Aktor tak skutecznie wszedł w rolę podłego męża Ewy, że później miał wręcz z tego powodu nieprzyjemności. - Wielu starszym paniom nie podobała się ta postać. Często mnie zaczepiały, by wyrazić niechęć do mojego bohatera. Nawet ktoś mi porysował samochód - wspominał po latach w rozmowie z portalem Świat Seriali.
Suszyński szczerze przyznał również, że ma świadomość, iż "Adam i Ewa" nie była produkcją najwyższych lotów. I choć w pełni się z tym zgadzam, trzeba jednak docenić, jak duży wpływ miała na popkulturę. Dziś trudno już wyobrazić sobie, aby w Polsce powstała telenowela stylizowana na brazylijskie seriale i osiągnęła tak ogromny sukces. Myślę, że chociażby z tego powodu warto wrócić do niej po latach. Nie wątpię, że oglądanie telenoweli sprzed 26 lat ktoś uzna za stratę czasu. Ja tam bawiłam się przednio.
Bianka Chajzer ujawnia, ile ma lat. Pokazała zdjęcie dowodu. "Trudna prawda"
Olejnik nie wytrzymała po słowach Mentzena o policjantkach. Pokazała wymowne zdjęcie. "Wstyd!"
Turnau zabrała głos po premierze "Lalki". Takimi słowami zwróciła się do Kondrata
Skrzynecka i Hakiel zrobili to jako pierwsi. Tego nie było widać w "Tańcu z gwiazdami"
Żak zażartował z Nawrockiego, ale takiej reakcji się nie spodziewał. "Przerażające"
Zabiła ciężarną, by ukraść jej dziecko. Wciąż oczekuje na karę śmierci
Jim Carrey wziął ślub po raz trzeci. Jego żona jest młodsza o 32 lata
Najpierw powiększały, teraz rozpuszczają usta. Ekspert o nowym trendzie. "Nie znika tak szybko, jak się wydaje"
Wiemy, którą pierwszą damę oceniacie najlepiej. Miażdżąca przewaga głosów