Eve Stratford urodziła się w 1953 roku w Niemczech, choć dorastała już w Wielkiej Brytanii. W pogoni za karierą w wieku 19 lat przeprowadziła się z Aldershot w Hampshire do Londynu, gdzie prędko udało się jej zdobyć pracę w słynnym Playboy Clubie przy Park Lane. Popularna kelnerka przyciągała oko klientów. Eve faktycznie chciała stać się sławna, marzyła jednak o zostaniu aktorką. Gdy w wieku 21 lat jej kariera wreszcie miała zacząć się rozwijać, doszło do tragedii. 18 marca 1975 roku Stratford została odnaleziona martwa w swoim mieszkaniu.
Krótko przed śmiercią Eve zdążyła wziąć udział w sesji zdjęciowej dla magazynu "Mayfair". To właśnie za sprawą tej współpracy liczyła, że niebawem jej kariera znacznie się rozpędzi. W klubie Playboya negatywnie odebrano jednak decyzję kelnerki, która pokazała się u konkurencji. Stratford miała emocjonalnie podejść do krytyki ze strony swoich przełożonych, którzy ostatecznie zawiesili ją w pracy.
18 marca 1975 roku do mieszkania Eve przyjechał jej chłopak, Tony Priest. Mężczyzna miał plany co do dziewczyny - chciał, by już wkrótce została jego żoną. Po powrocie z pracy feralnego dnia, Priest zastał w domu szokujący widok. Stratford leżała w kałuży krwi na podłodze ich sypialni. Tony rzucił się jej na pomoc. Niestety, było już dawno za późno. Dwudziestojednoletnia kobieta została związana, zgwałcona oraz wielokrotnie zaatakowana w obrębie szyi. Śledczy ujawnili później, że doszło niemal do dekapitacji ofiary. Narzędzia zbrodni nie odnaleziono na miejscu.
Funkcjonariusze zabezpieczyli jednak ślady nasienia. W 1975 roku nie można było jednak za ich pomocą dotrzeć tak łatwo do sprawcy. Mimo że w pierwszej kolejności zatrzymany oraz przesłuchany został Priest, partnera Eve prędko oczyszczono z zarzutów. Śledczy zakładali, że morderca mógł znać ofiarę. Nie natrafiono na ślady włamania, a sama zbrodnia była wyjątkowo brutalna - sprawca miał chcieć zadać z jakiegoś powodu dodatkowy ból dziewczynie. Odrzucono przy tym motyw, który łączyłby tragedię z sesją Stratford dla "Mayfair". Funkcjonariusze nie mieli wówczas większego pola manewru. Nie wiedzieli też, że niebawem ta sama osoba uderzy w Londynie po raz kolejny.
3 września 1975 roku 16-letnia Lynne Weedon wracała z biblioteki do domu. Pilna uczennica nie miała w nawyku się spóźniać, więc gdy po 21.30 dziewczyna wciąż nie pojawiła się w drzwiach, jej matka zaczęła się niepokoić. Nie wiedziała jednak, że jej córka natrafiła na dobrze znanej jej trasie, zaledwie kilkaset metrów od domu, na potwora. Lynne została odnaleziona rankiem następnego dnia za murami szkoły. Spacerująca z psem kobieta wezwała pomoc - nastolatka wciąż żyła. W ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie po tygodniu niestety zmarła. Śledczy odkryli, że Weedon została zaatakowana od tyłu w głowę ciężkim narzędziem. Nieznany mężczyzna następnie zgwałcił dziewczynę i porzucił jej ciało za budynkiem szkoły.
W tym przypadku funkcjonariusze nie mieli żadnych tropów. Lynne była dobrą uczennicą, nie sprawiała problemów, a znajomi opisywali ją jako spokojną, cichą i na co dzień uśmiechniętą. Nie miała też chłopaka. Motywu, sprawcy oraz narzędzia zbrodni brak. Niestety, tym samym sprawa śmierci nastolatki prędko trafiła do archiwum.
Gdy na przełomie lat 90. oraz 2000 policja intensywnie zaczęła digitalizować swoje archiwa, śledczy coraz częściej powracali do zapomnianych spraw sprzed lat. Śmierci Eve i Lynne nie były jednak ze sobą zestawiane - dzieliło je kilka miesięcy, a kobiety zginęły w zupełnie innych dzielnicach Londynu. Wielki przełom nastąpił więc dopiero w 2004 roku. To właśnie wtedy pracownicy dwóch komend, w których znajdowały się akta spraw, odkryli, że ślady DNA, które odnaleziono na miejscu zabójstwa 21-letniej Stratford oraz 16-letniej Weedon, pasują do siebie.
Policja zareagowała od razu, a śledztwa zostały wznowione. Przeprowadzono kolejne przesłuchania, a z wykorzystaniem współczesnych technologii odkryto, że materiał genetyczny sprawcy nie wskazał, by był on w przeszłości kiedykolwiek karany. Niestety zapał do pracy śledczych równie szybko ostygł. Mimo apeli do społeczeństwa, wystąpień bliskich ofiar, nagłaśniania spraw morderstw w mediach - śledztwo nadal prowadziło donikąd. W 2007 roku policja ogłosiła wprost, że posiada prawdziwy profil genetyczny sprawcy, lecz nie wie, kim jest ta osoba.
Po ponad 50 latach od tragedii, w 2026 roku śledczy wciąż nie dotarli do zabójcy Eve Stratford i Lynne Weedon. Część opinii publicznej wierzy nadal jednak, że wymiar sprawiedliwości dosięgnie sprawcy. Inni już dawno porzucili nadzieje, sądząc, że najprawdopodobniej tajemniczy mężczyzna może już nawet nie żyć. Czy faktycznie poznamy kiedyś personalia zabójcy? Historie kryminalne nauczyły nas, że wszystko jest możliwe.
Turnau zabrała głos po premierze "Lalki". Takimi słowami zwróciła się do Kondrata
Ed Sheeran nie chciał śpiewać z ukraińskim żołnierzem? Aż trudno uwierzyć, co powiedział
Żak zażartował z Nawrockiego, ale takiej reakcji się nie spodziewał. "Przerażające"
"Adam i Ewa" to telenowela bez hamulców. Niektóre sceny mnie zszokowały
Miało być odkupienie, wyszła męcząca telenowela. Drugi odcinek podcastu Chajzerów mnie przerósł
Bianka Chajzer ujawnia, ile ma lat. Pokazała zdjęcie dowodu. "Trudna prawda"
Miała dusić 12-letniego syna. Wstrząsające oskarżenia byłego męża Halle Berry
Nie żyje ojciec dziecka Gypsy Rose Blanchard. Miał 33 lata
Jim Carrey wziął ślub po raz trzeci. Jego żona jest młodsza o 32 lata