"Idol". Pierwszy odcinek na żywo. Nie obyło się bez stresu. Farna: Wyjmijcie kij z pupeczki! Odpadł jeden z ulubieńców

"Idol". Za nami pierwszy z sześciu odcinków na żywo, w którym finaliści sami wybrali dla siebie wykonywane na scenie piosenki. Kto podbił serca widzów, a kto musiał pożegnać się z programem?

Występy na żywo są dla uczestników "Idola" zawsze sprawdzianem umiejętności i nie lada wyzwaniem. Nie tylko z tego względu, że trzeba dobrze zaśpiewać i poradzić sobie z ostrymi uwagami jurorów, ale też okiełznać tremę. Który z finalistów wypadł w tych okolicznościach najlepiej i nadal ma szansę na podpisanie kontraktu muzycznego?

Odcinek otworzył wspólny występ finałowej ósemki. Uczestnicy zaśpiewali hit Eda Sheerana "Shape Of You" i... stres był niemal wyczuwalny w powietrzu. Zauważyli to też sami jurorzy. Ewa Farna nakazała wręcz uczestnikom wyjąć przysłowiowy "kij z pupeczki". Wtórował jej w tym Janusz Panasewicz, mówiąc do finalistów "Luz, luz i jeszcze raz luz". Uczestnicy wzięli do siebie te uwagi, bo indywidualne występy były bardzo wyrównane i znacznie mniej chaotyczne.

A zaczęło się od mocnego wykonu Adama Kalinowskiego, który wybrał "Sweet Child O' Mine" Guns N' Roses. "Żelka", czyli Angelika Zaworka również zachwyciła na scenie swoją interpretacją piosenki "Ain't Your Mama" Jennifer Lopez, podobnie jak Mariusza Dyba śpiewający "Wicked Game". Zdecydowanie najsłabiej na tle pozostałych uczestników poradził sobie Maciej Mazur, wykonujący "Fire in The Rain". Jurorzy zgodnie przyznali, że prezentuje zbyt niski poziom jak na finał i wytknęli mu wiele nieczystych dźwięków.

A jak głosowali widzowie? Do zagrożonej dwójki bez zaskoczenia trafili Maciej Mazur oraz Patrycja Jewsienia. To właśnie oni mieli wykonać na scenie piosenkę ratowniczą, dzięki której przekonaliby do siebie jurorów. Ta sztuka udała się Patrycji, a z programem ostatecznie pożegnał się Maciej Mazur.

Zgadzacie się z tą decyzją? A może macie już swojego faworyta?

AW

Zobacz wideo