"Szkło kontaktowe". Do programu dodzwonił się oburzony widz i wytknął hipokryzję stacji. Prowadzący musiał się tłumaczyć

We wtorkowym wydaniu "Szkła kontaktowego" Tomasz Sianecki musiał zmierzyć się z kłopotliwym pytaniem od oburzonego widza. Dzwoniący do studia zwrócił uwagę na obecną sytuację rozgrywającą się w Ukrainie, a także na zastanawiające go zobowiązania markietingowe TVN. Podobna sytuacja w programie ma miejsce po raz kolejny, na co zwrócił uwagę sam prowadzący.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Format "Szkła kontaktowego" przewiduje czas na antenie na telefony od widzów. 22.06 program prowadził Tomasz Sianecki i Katarzyna Kasia. W pewnym momencie do studia zadzwonił pan Wojciech, który wymusił na prowadzącym wyjaśnienia. W rozmowie przywołał jedną z dużych sieci, która nie wycofała się z rosyjskiego rynku. Mimo że grupa Discovery zapowiedziała zerwanie współpracy z markami, które pozostały w Rosji, w dalszym ciągu reklamuje na swoich kanałach jedną z nich. Sianecki po raz kolejny podkreślił, że nie ma wpływu na takie decyzje. 

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Ibisz ze starymi zębami, Werner z ciemnymi lokami. Tak prezenterzy wyglądali 15 lat temu. Kraśko? Jak wino

Zobacz wideo Paulina Krupińska zdradza swoje wpadki z "Dzień dobry TVN". "Uwielbiam być królową memów"

"Szkło kontaktowe". Oburzony widz wymusił wyjaśnienia na prowadzącym

W kwietniu do "Szkła kontaktowego" zadzwonił pan Andrzej z Białegostoku, który nie kryjąc zdenerwowania dopytywał o decyzje marketingowe grupy Discovery. Zauważył, że zapowiadano zerwanie współpracy z jednym z marketów budowlanych, które reklamowano podczas niektórych programów jak "Weekendowa metamorfoza", jednak do tego nie poszło. 

Dlaczego nie umiecie zrezygnować z reklam tego cholernego Leroy Merlin, tych Francuzów? Proszę mi w tej chwili odpowiedzieć na pytanie - usłyszeli dwa miesiące temu prowadzący.

Tomasz Sianecki przyznał wówczas, że "z pewnych form współpracy, bardzo istotnych" grupa TVN zrezygnowała, ale nie wszystkich, mając na względzie wcześniejsze zobowiązania. Tym razem dzwoniący do studia pan Wojciech nawiązał do tamtej rozmowy. Dodał, że słyszał wcześniejsze tłumaczenia dziennikarza, jednak nie usatysfakcjonowała go jego odpowiedź. 

Państwo się zastanawiacie nad tym, że macie jakieś zobowiązania itd. Dochodzę do wniosku, że Orban też się zastanawia, że ma pewne zobowiązania. Wielkie korporacje zawsze sobie jakoś dadzą radę, a te sankcje to są dla takich maluczkich. Czy pan mógłby to jakoś skomentować? - dopytywał widz.

Tomasz Sianecki jeszcze raz podkreślił, że nie ma wpływu na wyświetlane na antenie reklamy. 

Panie Wojciechu, nie wiem, czy już po raz drugi, czy trzeci rozmawiamy na ten temat. To się odbywa nie na naszym poziomie, proszę nam uwierzyć, że ani ja, ani pani Katarzyna, nie mamy żadnego wpływu na to, jakie tutaj pokazujemy reklamy. Rozumiem pana rozgoryczenie i łączę się w bólu, ale nie za bardzo wiem, co mam panu powiedzieć - odpowiedział prowadzący.

Polscy floreciściWpadka podczas mistrzostw Europy w szermierce. Miny Polaków bezcenne

Dziennikarz zachował kamienną twarz i wybrnął z kłopotliwego pytania z klasą, przyznając przy okazji, że rozumie frustrację widza. 

ZOBACZ: Hilton, Nestle, Whirlpool. Wiele firm wciąż nie wycofało się z Rosji [LISTA]

Więcej o: