Twórca Vogule Poland chce równości małżeńskiej. Już planuje ślub z partnerem. "Temat LGBTQ+ stał się kiełbasą wyborczą" [PLOTEK EXCLUSIVE]

Niedługo miną trzy lata, od kiedy Patryk Chilewicz wyjechał z Polski, mając dość sytuacji politycznej w kraju i dyskryminacji społeczności LGBTQ+. O życiu w Barcelonie, zbliżających się wyborach i planowaniu ślubu z partnerem, twórca Vogule Poland opowiedział dziennikarzowi Plotka, Bartoszowi Pańczykowi.

Patryk Chilewicz w 2012 roku założył niezależne medium o show-biznesie i popkulturze, w którym nie brakuje treści satyrycznych. Od kilku lat w prowadzeniu Vogule Poland pomaga mu partner Adam "Madam" Mączewski, z którym Patryk chciałby zalegalizować związek. W czasie Pride Month, czyli Miesiąca Dumy LGBTQ+, Chilewicz opowiada Plotkowi nie tylko o ślubnych planach, ale i emigracji z Polski, zbliżających się wyborach w kontekście osób nieheteronormatywnych, mieszkaniu w Barcelonie czy... rozwodzie, który również planuje. Mówi wprost - "chcę równości małżeńskiej!", i porównuje się do słynnej hollywoodzkiej gwiazdy - Elizabeth Taylor.

Zobacz wideo Czy według Maryli Rodowicz osoby LGBT powinny mieć prawo do zawierania małżeństw?

Bartosz Pańczyk: Od trzech lat mieszkasz w Barcelonie, gdzie, jak mówisz, społeczeństwu LGBTQ+ żyje się lepiej. Dlaczego? 

Patryk Chilewicz: - To zupełnie inna jakość. Nikogo tu nie dziwią pary jednopłciowe trzymające się za ręce. Miasto dumnie wspiera kulturę LGBTQ+ i nikt o zdrowych zmysłach nie ma tu problemu, z tym, że ktoś nie jest heteroseksualny, że mężczyzna idzie w spódnicy, że para kobiet odprowadza dziecko do przedszkola. Myślę, że czynników, które wpłynęły na przepaść kulturową dzielącą Barcelonę od Polski, jest wiele. Najważniejsza jest wielowiekowa tradycja otwartości na różnorodność. Przepracowana w kraju rewolucja seksualna drugiej połowy XX wieku, która niestety praktycznie ominęła Polskę, w końcu pewnego rodzaju wrodzona serdeczność, która powoduje, że ludzie tutaj skupiają się na zupełnie innych rzeczach i mało kogo obchodzi, z kim sypia osoba stojąca obok ciebie w metrze.

Oczywiście są wyjątki od tego, o czym opowiadam, ale wydaje mi się, że wszędzie na świecie są wyjątki i po prostu źli ludzie. Różnicą jest to, że homofobia w Barcelonie to pojedyncze incydenty potępiane później głośno przez włodarzy miasta, media i organizacje, a nie brunatna codzienność, na której ludzie budują kapitał polityczny i trzepią kasę.

Nie ukrywałeś, że emigrowałeś przez sytuację polityczną. Gdy wracacie czasem na chwilę do Polski, widzisz, by coś dla społeczności LGBTQ+ zmieniło się na lepsze? 

- Tak naprawdę nie widzę różnicy, ale wydaje mi się, że wynika to z tego, że nigdy nie zostaję na tyle długo w Polsce, by móc jej na nowo na dobre doświadczyć. To raczej krótkie, intensywne wizyty, podczas których mam dużo zadań do ogarnięcia, więc nie mam czasu na głębsze obserwacje.

Obserwuję jednak to, co dzieje się w sieci. Z jednej strony, jaką ciężką pracę wykonują organizacje walczące o prawa LGBTQ+, a z drugiej widzę kolejne pokolenie, które w dużej części jest bardziej wyzwolone, otwarte, głośniejsze i pewniejsze siebie od nas, millenialsów. To napawa optymizmem.

Zbliżają się wybory. Nie uważasz, że wielu polityków wykorzystuje społeczeństwo LGBTQ+ do swoich politycznych rozgrywek, a tak naprawdę ich duża część ma osoby nieheteronormatywne głęboko w poważaniu?

- Dokładnie tak uważam, dlatego sam nie wierzę farbowanym lisom i polecam ostrożność wszystkim dookoła. Jeśli ktoś coś obiecywał, nie spełnił tego, a pół roku przed wyborami ponownie to obiecuje, jednocześnie gromadząc wokół siebie skrajnie prawicowych homofobów, to nie mam podstaw, by twierdzić, że zaszła w tym polityku jakaś zmiana, że wyciągnął prawdziwe wnioski. Temat LGBTQ+ stał się po części kiełbasą wyborczą, bo politycy i polityczki zdają sobie sprawę, że to jest co najmniej kilka dodatkowych punktów procentowych. Ja wierzę tym, którzy nie zmieniają zdania w tak podstawowych kwestiach co pół roku, nie lawirują i nie traktują mnie przedmiotowo.

Myślisz, że jest realna szansa, że gdyby PiS przegrał wybory, niedługo związki partnerskie byłyby w Polsce możliwe?

- Absolutnie mnie to nie interesuje, bo związki partnerskie to temat z początku XXI wieku. Chcę równości małżeńskiej. Nie zamierzam zadowalać się jakimś starodawnym ochłapem, który kiedyś ktoś rzucił osobom niehetero, byle tylko się odwalili i przestali gadać o małżeństwach. Nie. Chcę móc wziąć ślub, bo liczę na wiele rozwodów w swoim życiu, najchętniej wciąż z tym samym partnerem.

Według ciebie jest w Polsce szansa na małżeństwa jednopłciowe jeszcze za naszego życia? Czy może związki partnerskie powinny wszystkim wystarczyć?

- Uważam, że nie można zadowalać się tym, że ktoś łaskawie zgodzi się podarować części społeczeństwa pewien zakres praw człowieka. Nie! To według mnie uwłaczające i cieszę się, że jest to również stanowisko wielu organizacji, aktywistek i aktywistów, których wspieram. A czy doczekamy się małżeństw za naszego życia? O dziwo jestem w tej sprawie optymistą, ponieważ z historii wyciągam takie wnioski, że ludzkość musi sięgnąć absolutnego dna, by później odbić się i zacząć tworzyć dobro. Może tak samo jest z Polską, w której musi być jeszcze gorzej, by później było lepiej? Historie rozkwitu Hiszpanii czy Portugalii po zamordystycznych rządach katolickich dyktatur pozwalają mieć nadzieję. Drastycznie postępująca w Polsce laicyzacja również.

Jakiś czas temu mówiłeś, że chciałbyś wziąć ślub. Gdzie i jak go sobie wyobrażasz? Wiele osób zapyta też - dlaczego? 

- Mam nadzieję, że wezmę ślub szybciej niż później. Nie mam w planach wielkiej ceremonii, siedmiu strojów, balu z celebrytkami i złotej karocy. Redakcję Plotka też muszę zmartwić, bo póki co nie mamy w planach ślubnej sesji na wyłączność - no chyba, że rzucicie dobrą kwotą. A tak poważnie, to wydaje mi się, że dla wielu osób małżeństwo jest tylko "papierkiem" i, oczywiście, mają święte prawo tak myśleć. Tak jak ja chciałbym mieć prawo do tego, by ten papierek mieć. A potem go podrzeć, ogłosić medialne rozstanie, potem zaręczyć się znowu z Madamem i wziąć kolejny ślub. Pozwólcie mi brać rozwody, chcę choć trochę poczuć się jak Elizabeth Taylor!

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.