"Newsweek" bez kontroli Inspekcji Pracy po zakończeniu współpracy z Lisem. Doniesienia o mobbingu to za mało

Tomasz Lis pod koniec maja poinformował, że w trybie natychmiastowym przestaje pełnić stanowisko redaktora naczelnego "Newsweeka", które piastował przez ostatnią dekadę. W mediach pojawiły się doniesienia, według których przyczyną rezygnacji miał być "trwający przez lata mobbing i molestowanie". Rzecznik Państwowej Inspekcji Pracy zajął stanowisko w tej sprawie.

Więcej podobnych wiadomości znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Tomasz Lis, ku zaskoczeniu opinii publicznej, w trybie natychmiastowym zakończył współpracę z wydawnictwem Ringier Axel Springer Polska. Dziennikarz opublikował oświadczenie w mediach społecznościowych, w którym nie wdawał się w szczegóły zakończenia współpracy. Podziękował za możliwość rozwoju i zwrócił się do redakcyjnych kolegów.

Po tej informacji Aleksander Twardowski, Publicysta '"Liberte!" zasugerował na Twitterze, że przyczyną rezygnacji dziennikarza ze stanowiska miał być "trwający przez lata mobbing i molestowanie". Nie wymienił naczelnego z imienia i nazwiska, ale jasno zasugerował, o kogo może chodzić.

Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, Państwowa Inspekcja Pracy nie prowadzi kontroli warunków pracy w tygodniku "Newsweek". 

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Ibisz ze starymi zębami, Werner z ciemnymi lokami. Tak prezenterzy wyglądali 15 lat temu. Kraśko? Jak wino

Zobacz wideo Jak kiedyś wyglądała praca dziennikarza sejmowego. Opowiada Andrzej Morozowski

"Newsweek Polska" bez kontroli Inspekcji Pracy po zakończeniu współpracy z Tomaszem Lisem

Tomasz Lis po rozwiązaniu współpracy z RASP nie miał możliwości pożegnania się z czytelnikami. To natychmiast podsyciło plotki. Pojawiły się doniesienia, jakoby przeciwko dziennikarzowi toczyło się wewnątrz wydawnictwa postępowanie. Po doniesieniach Aleksandra Twardowskiego, poseł z ramienia PiS, Piotr Sak na początku czerwca wnioskował o kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy, która miałaby sprawdzić, czy w redakcji tygodnika nie dochodziło do mobbingu.

Molestowanie miało dotyczyć pracownicy tego znanego portalu internetowego. Zostało to zgłoszone naczelnemu portalu, który postanowił nie reagować. Taka męska solidarność. W portalu wszyscy wiedzieli, od dawna. Ale każdy się bał. Teraz boją się, że zostanie zamiecione pod dywan - napisał Aleksander Twardowski.

Rzecznik PIP Juliusz Głuski-Schimmer wyjaśnił portalowi Wirtualnemedia.pl, że takie czynności nie zostały podjęte i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Ponadto medialne doniesienia nie wystarczają do podjęcia stosownych działań.

Wyjaśniam, że doniesienia medialne sugerujące istnienie działań mobbingowych (lub molestowania) wobec pracowników nie zawsze są wystarczającą przesłanką do podejmowania działań kontrolnych przez Państwową Inspekcją Pracy - powiedział rzecznik prasowy, Juliusz Głuski-Schimmer.

Spodziewaliście się takiej decyzji? 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.