Bachleda-Curuś chciała do Stanów, bo "amerykańscy chłopcy mają białe zęby". Pojechała i nie miała gdzie mieszkać

Alicja Bachleda-Curuś od lat mieszka w USA, jednak wraca do Polski - do rodziny i na plan. Obecnie możecie oglądać ją na plakatach do "8 rzeczy, których nie wiecie o facetach", a już 28 stycznia także na kinowym ekranie.

Więcej historii o gwiazdach, które osiągnęły sukces za granicą, przeczytasz na Gazeta.pl

Alicja Bachleda-Curuś zalicza się do czołówki polskich aktorek i aktorów, których twarz pojawiła się w zagranicznych produkcjach. Grała w niemieckich, włoskich i amerykańskich filmach i serialach. To właśnie te ostatnie role, w Stanach Zjednoczonych, najbardziej ją cieszyły. Od lat żyje za oceanem i chyba można powiedzieć, że spełniła swoje dziecięce marzenia. 

Ten świat tak mnie zauroczył, że będąc małą dziewczynką - miałam sześć czy siedem lat - mówiłam sobie, że nigdy nawet nie spojrzę na polskiego chłopca, bo ci amerykańscy są o tyle wspanialsi, piękniejsi i mają takie białe zęby" - mówiła w rozmowie z "Harper’s Bazaar".
Zobacz wideo Alicja Bachleda-Curuś wraca w filmie "8 rzeczy, których nie wiecie o facetach" [ZWIASTUN]

Alicja Bachleda-Curuś osiągnęła aktorski sukces?

Alicja Bachleda-Curuś po sukcesie "Pana Tadeusza" w reżyserii Andrzeja Wajdy wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Miała jedynie 19 lat, ale zaskakująco dużo odwagi. Zapewne dlatego, że urodziła się w Meksyku, a potem zamieszkała w Polsce i podróże w różne zakątki świata nie budziły u niej obaw. 

W wieku 19 lat miałam dosyć prężnie rozhulaną "karierę" i całkiem sporo różnych propozycji. Bywałam już wtedy na planach w Niemczech, które bardzo łaskawie mnie przyjęły. Podpisałam nawet kontrakt z firmą fonograficzną - z niemieckim Universalem, więc wszystko układało się świetnie - mówiła w podcascie "Lucky Actors".

Nie skupiała się na karierze zawodowej w żadnym konkretnym kraju. Robiła filmy w Niemczech, Polsce i Meksyku. Nie chciała stabilności. Przerażała ją myśl, że miałaby się zamknąć na jedno miasto, jedno państwo. Zdarzyło się jednak coś, co sprawiło, że zechciała się zatrzymać. Najpierw na chwilę, gdy zwiedzała legendarną szkołę Lee Strasberg Theatre and Film Institute i się zachwyciła. Później na dłużej, bo okazało się, że się do niej dostała. Zupełnie się tego nie spodziewała, bo na casting poszła "z marszu", podczas pierwszej wizyty. Nie była przygotowana, więc improwizowała i opowiadała o dokonaniach w Polsce. Kilka tygodni później dostała potwierdzenie, że może zacząć naukę od nowego semestru. W podobnym czasie uczyły się tam też m.in. Weronika Rosati i Anna Mucha. 

Gdy Bachleda-Curuś nastawiła się już na wcześniej niechcianą stabilizację, okazało się, że nie ma gdzie mieszkać. Rodzice obiecali jej lokum u znajomych, jednak pomysł padł, gdy zawitała do mieszkania, które ostateczne wynajmowali inni ludzie. Aktorka musiała szukać czegoś na szybko. 

Przez chwilę byłam bezdomna. Pomyślałam wtedy: Alicja, co ty robisz? Wyjeżdżasz z ciepłego, bezpiecznego domu w Polsce, tuż po sylwestrze w górach i pakujesz się w zupełnie niepoznane i mało komfortowe obszary? - zastanawiała się.

Jak wspomina, to była zima stulecia, a ona wylądowała w miejscu, którego nie zna. Poczuła się zagubiona i zdana wyłącznie na siebie. 

To nie był czas, w którym byłoby mnie stać na hotel w Nowym Jorku, a wiedziałam, że szkoła może potrwać co najmniej parę miesięcy. Była zima stulecia. Minus 30 stopni, wiatr. No więc było trudno, ale też bardzo ciekawie. Musiałam temu sprostać na zasadzie: co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.

Ostatecznie ludzie z poprzedniego mieszkania załatwili jej tymczasowy lokal na Manhattanie. Choć wylądowała w ekskluzywnej dzielnicy Upper East Side, warunki pokoju znalezionego "na już" pozostawiały wiele do życzenia. Po jakimś czasie sytuacja się ustabilizowała i ruszyła na podbój Hollywood.

W 2007 roku została doceniona przez amerykański show-biznes za rolę w filmie "Trade". Podobno w postać Weroniki miała wcielić się Milla Jovovich, jednak reżyser nalegał, by zagrała ją Bachleda. W "New York Timesie" pisali wówczas, że to fenomen, że nieznana aktorka z Polski dostała główną rolę w amerykańskiej produkcji. "Teen Vogue" z kolei uznał Bachledę-Curuś za "wielką nadzieję Hollywood". Podobne oczekiwania mieli wobec miej Polacy. 

Dwa lata później wyszedł film "Ondine". Nie odbiłby się w Polsce tak szerokim echem, gdyby nie fakt, że poznała wówczas Collina Farrella, z którym się związała. Miała wszystko, by zaistnieć - warsztat, który zdobyła w renomowanej szkole aktorskiej, kilka głównych ról na koncie i przede wszystkim uwagę mediów, zainteresowanych jej związkiem z aktorem zdecydowanie bardziej znanym, niż ona sama. Te wszystkie elementy nie sprawiły jednak, że jej kariera nabrała rozpędu. 

W międzyczasie zagrała m.in. w niemieckiej "Przyjaźni!", polsko-włoskiej "Bitwie pod Wiedniem" czy amerykańskim "Dziewczyna ma kłopoty". Obecnie wciąż mieszka w Stanach, jednak może to czas na powrót do Polski? W końcu w 2016 roku pojawiła się w chętnie oglądanym przez rodzimą widownię filmie "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach". A ten cieszył się popularnością, dlatego produkcja zdecydowała się na kontynuację i już 28 stycznia w kinach pojawi się "8 rzeczy, których nie wiecie o facetach".

Zobacz też: Marcin Gortat tłumaczy się ze słów, że gardzi kobietami, które "sprzedają swoją prywatność". Nawiązał bezpośrednio do Alicji Bachledy-Curuś

Więcej o: