- Dzień dobry, to jest historyczny moment. Witamy państwa bardzo serdecznie, rozpoczynając tym samym nową erę w dziejach Republiki, bowiem dzisiaj ruszamy z telewizją śniadaniową właśnie tutaj - tymi słowami rozpoczął się pierwszy odcinek szumnie zapowiadanej śniadaniówki TV Republika. Ze studia powitały widzów dawne gwiazdy TVP, czyli Anna Popek i Rafał Patyra. I choć próbowali ratować program profesjonalizmem, do rozmachu konkurencyjnych porannych programów "#wstajemy!" zdecydowanie daleko.
Pierwsze, co rzuca się w oczy w nowym programie śniadaniowym Republiki, to fakt, że nie powstaje on w specjalnie przygotowanym do tego pomieszczeniu, ale na green screenie, gdzie prowadzący mają do dyspozycji jedynie kanapę i stolik. Z tego powodu, gdy Anna Popek i Rafał Patyra zwracają się do widzów na stojąco, można odnieść wrażenie, że dryfują w przestworzach. Strefa graficzna "#wstajemy!" ogólnie wymaga zresztą pewnego dopracowania. M.in. powtarza się krajobraz wyświetlany za znajdującymi się w studiu "oknami", brakuje też pasków informujących, kim są zaproszeni do studia goście. Trudno oprzeć się wrażeniu, że całość sklejana była trochę na szybko.
Nie obyło się też bez kilku wpadek. Sam program wystartował z kilkuminutowym opóźnieniem, słychać było krzyki z kulis, gdy jedna z osób pomyliła się, patrząc do złej kamery, a w trakcie wejścia prowadzącej nagrywającej materiał w terenie, ucięto początek jej wypowiedzi. Wystąpił też problem techniczny, przez który Popek i Patyrze nie udało się połączyć z Michałem Rachoniem. - Może karmi psa i nie jest jeszcze gotowy, żeby z nami porozmawiać - ratował sytuację Patyra.
Początkowo można było odnieść wrażenie, że Republika nieco spuściła z tonu i w nowej śniadaniówce będzie poruszać wyłącznie raczej lekkie tematy, które są charakterystyczne dla tego typu formatu. Mieliśmy m.in. wizytę w zoo, omówienie pogody w górach czy rozmowę o życiu Haliny Konopackiej. Stacja nie mogła się jednak powstrzymać, aby nie wejść w krytykę polityki nowego rządu. Już w pierwszym odcinku można było zobaczyć dość tendencyjne podejście do tematu zrezygnowania z prac domowych. - Ja tak sobie myślę, że jeżeli dzieci nie będą miały prac domowych, to jak wrócą do domu, to (...) dziecko po co sięgnie? Myślę, że najczęściej po smartfona - zwróciła się Popek do zaproszonych do studia gościń. Skrytykowano także nowy program nauczania, który zakłada okrojenie lektur. - Nie boicie się, że będzie głupsze społeczeństwo? - spytała wprost prowadząca. Cały odcinek "#wstajemy!" choć faktycznie, jak zapowiadali gospodarze, rozpoczął się najwcześniej ze wszystkich śniadaniówek, bo już o 6:05, to też najkrócej z nich trwał. O 7:10 było po wszystkim. Czujecie się zachęceni?
Nawrocki na szczycie NATO wypadł sztywno. Zaliczył wpadkę, zachowując się jak Trump
Tak Iga Świątek relaksuje się na rajskich wakacjach. Nie jest tam sama
Zendaya zmienia świat mody i robi to dobrze. Method dressing to nie tylko ubrania, to psychologia
Łukasz P. zatrzymany przez CBA. Mamy komentarz rzecznika prokuratury ws. męża Sylwii Peretti
Ludzie zakochali się w filmach Kołodziejczaka. Ten jest zszokowany. "Zwolniłem wszystkich ludzi odpowiedzialnych za social media"
Lilla z "Sanatorium miłości" odsłania kulisy programu. "Ma szczęście, że tylko tyle pokazała telewizja"
"Ta książka powinna być przepisywana na receptę". Gwiazdy radzą, co przeczytać latem
Książulo srogo rozczarował się łódzkim kebabem. Takiej reakcji właścicielki lokalu nikt się nie spodziewał
Steczkowska podniosła stawkę. Za koncert trzeba zapłacić krocie