Gdyby umiejętności kucharskie uczestników " Hell's Kitchen " były równie wysokie, co ich mniemanie o sobie, prowadzący program, Wojciech Modest Amaro , mógłby się uczyć od nich. Było oczywiście odwrotnie.
Zgodnie z formułą programu, oglądamy w nim zmagania uczestników, którzy są kulinarnymi amatorami (niekiedy także ignorantami), choć niekiedy liznęli prawdziwego gotowania. Poddani brutalnej "obróbce" wyzbywają się złudzeń co do swoich umiejętności i nabywają jednej z podstawowych i niezbędnych u dobrego kucharza cech: pokory.
Skalę ignorancji uczestnicy najnowszej edycji programu pokazali, kiedy wpuszczeni po raz pierwszy do "Piekielnej kuchni", zwiedzali ją niczym turyści: z drinkiem, torebkami, jedna z uczestniczek nawet z misiem. Selfie na tle woka czy stołu na szczęście nikt sobie nie robił.
Potem było jak zawsze: "kucharze" (może kilku z nich w przyszłości zasłuży na zdjęcie cudzysłowu z tego określenia) popisywali się "umiejętnościami", a Amaro sprowadzał ich do parteru, niekiedy nawet niżej.
Poczułem się k*rwa jak ostatnie ścierwo - przyznał pokornie Sebastian, jeden z uczestników, kiedy jego zespół zawalił na całej linii serwis.
Nawet z perspektywy widza widać było, że krytyka, choć brutalna, była zasłużona. Popisowe dania kandydatów na kucharzy nie tylko bywały niejadalne (Amaro przy degustacji wciąż je wypluwał), ale i wyglądały na takie. W jednym z nich Amaro znalazł nawet włos. Cieszę się, że nie byłem wtedy w jego skórze.
Formuła programu jest niezmienna od początku, Ameryki się tu nie odkrywa, jedynie wciąż do niej powraca i replikuje ten sam scenariusz w kolejnym wariancie. Bierzemy amatorów, zgniatamy ich na proszek i lepimy z nich kucharzy, a przynajmniej kandydatów na kucharzy. Im gorsi są na początku, tym lepiej, bo tym efektowniej wygląda potem ich metamorfoza. Tu zaprezentowali się tragicznie. Ilością zmarnowanego przez nich jedzenia można by nakarmić drużynę piłkarską (wraz z rezerwowymi). Skompromitowali się też, nie potrafiąc nauczyć na pamięć 12-daniowego menu, a mieli na to całą noc. Że w nocy się śpi, a nie uczy menu? Nie tutaj.
Musicie wszyscy wykuć na blachę menu, czy to jest jasne? - zapowiedział im na koniec Amaro, a brzmiało to tak, jakby mówił: nauczcie się tak gotować wodę, żeby jej nie przypalić.
Wojciecha Modesta Amaro oglądamy na zmianę w dwóch polsatowskich show kulinarnych: "Top Chefie" i "Hell's Kitchen". W "Top Chefie", gdzie występują doświadczeni kucharze, stosunek Amaro do nich jest odpowiednio inny, w "Hell's..." jest mocno pryncypialny. Odnoszę jednak wrażenie, że nawet i tutaj z edycji na edycję Amaro łagodnieje. A może po prostu przyzwyczaiłem się do jego krzyków?
Screen z PolsatJacek Zalewski
Wiadomo, kto będzie nowym komentatorem "Szkła kontaktowego". To znany twórca internetowy
Hejtowali stylizację Wieniawy. Teraz im odpowiedziała. "Ludzie czują się bezkarni"
Woźniak-Starak zdradziła sekret diety. Trzyma się jednej zasady
Znana aktorka znaleziona nieprzytomna na dnie basenu. Ze szpitala napłynęły niepokojące wieści
Zaroiło się od plotek o jej relacji z Marcinem Prokopem. Mery Spolsky reaguje
Wygląda jak z butiku, a to Sinsay. Komplet w dwóch kolorach za mniej niż 100 złotych
Pakulnis nie gryzła się w język. Mocne słowa o Kościele. "Chcą ustanawiać reguły dla wszystkich, a sami je łamią"
Dorota Wellman wprost o popularnym leku. "Nie muszę go brać". Nie przebierała w słowach
Tak Kaczyński przywitał się z Dobrosz-Oracz. Wszystko się nagrało