W ostatnim czasie uważnie przyglądam się Annie Lewandowskiej, która znów jest na językach wszystkich. Stało się tak od momentu, w którym zabrała głos na temat przeprowadzki do Chicago w związku z transferem swojego męża, Roberta Lewandowskiego, do klubu Chicago Fire. Był to głos mocny i pełen żalu. Jej wpis już wtedy zrobił na mnie duże wrażenie. Nie inaczej jest tym razem, gdy trenerka w końcu postawiła granicę.
Anna Lewandowska nie ukrywała, że przechodzi ciężkie chwile w związku z wyprowadzką ze swojej ukochanej Barcelony, do której nie tylko się przywiązała, ale i w której zaczęła rozwijać swoje biznesy. Ten wpis zrobił na mnie duże wrażenie - trenerka po raz pierwszy była bowiem tak szczera w sieci i pokazała swoje ludzkie i bardzo kobiece oblicze, ujawniając, że martwi się również o córki, które przecież też przejdą życiową rewolucję.
Mimo to Anna Lewandowska spotkała się z ogromnym hejtem. Internauci zarzucali jej bowiem, że nie wspiera swojego męża, "któremu wszystko zawdzięcza". Byli też oburzeni, że zamiast polecieć z Robertem do Chicago na jego pierwszą konferencję prasową w roli nowego członka klubu Chicago Fire, bawiła się na koncercie Bad Bunny'ego w Warszawie. "Trzeba nie mieć wstydu, zostawić męża w ważnym dla niego dniu, żeby iść na ten sam koncert po raz trzeci i jeszcze się tym chwalić", "Świetnie, że wspierasz męża, gdy zaczyna pracę w nowym klubie..." - czytałam wśród komentarzy. Krytyka była tak duża, że Anna Lewandowska w końcu postanowiła przerwać milczenie i uderzyła w hejterów ironicznym wpisem.
"Dla wszystkich mocno zaangażowanych w moje życie... Dziękuję, że tak bardzo dbacie o moje sprawy prywatne. A mówiąc o faktach: mam intensywny czas" - napisała. W dalszej części wpisu trenerka wyjaśniła, co się u niej dzieje. Rozwiała też wszelkie wątpliwości, ujawniając, że "frunie dalej", co znaczy, że przeprowadza się do Chicago. "Dużo pracy, kolejne wielkie projekty i ciągły rozwój mojego studia. Od kilku dni razem z moim zespołem jesteśmy na szkoleniu biznesowym, żeby wejść na jeszcze wyższy poziom. Eventy, szkolenia, treningi, przygotowania do Hyrox. Domykam sprawy w Barcelonie, żeby frunąc dalej. Praca, rozwój i stawianie na siebie. Działamy" - podsumowała.
Tym wpisem Anna Lewandowska nie tylko postawiła granice krytykom, ale i moim zdaniem pokazała, że stawia na siebie. Nie leci od razu do Chicago za mężem, tylko dlatego, że, zdaniem internautów, "wypada". Skupia się na swoich sprawach i biznesach, nie zaniedbuje tej sfery swojego życia, która przecież też ma znaczenie. Do tego wprost mówi o swoich uczuciach. Nie ukrywa żalu za miejscem, które musi opuścić, strachu o córki, które będą musiały odnaleźć się wśród obcych dzieci, w innym języku, w nowych placówkach.
W tym miejscu muszę przyznać, że Anna Lewandowska naprawdę mi zaimponowała. Bo podczas gdy "cały świat" ma wobec niej konkretne oczekiwania, ona robi swoje. To jednak nie wszystko, bo największe wrażenie robi też na mnie fakt, że Anna Lewandowska nie tłumaczy się ze swoich emocji i słów, a tym bardziej za nie nie przeprasza. Myślę, że to najważniejsza lekcja dla nas kobiet - nie przepraszać za swoje uczucia, nawet jeśli wszyscy uważają je za niewygodne.
Słynnemu aktorowi puściły hamulce. Uderzył w Trumpa. "Zniszczony człowiek"
Michał Wiśniewski wprost o przyszłości z Mandaryną. "Niczego sobie nie obiecujemy"
"Czy podziękowałaś swojemu mężczyźnie za dziecko?". Karol z TikToka pyta, a ja mu odpowiadam. Nie tylko ja. "Ale dzban"
Indonezyjska influencerka zszokowana jazdą pociągiem w Polsce. "Aż boisz się oddychać"
Partie polityczne rozbrykały się na TikToku. "To nie zastąpi wiarygodności"
Grały w "Gotowych na wszystko". Jedna trafiła do więzienia, a losy pozostałych też mogą zaskoczyć
Obejrzałam pierwszy odcinek "Jestem jaki jestem". Nie sądziłam, że tak się to skończy
Tak mieszkają Urbańska i Józefowicz. Wnętrza jak z innej epoki to dopiero początek
Nawrocki napisał do Dymnej z okazji jej 75. urodzin. Zwrócił uwagę na konkretną rzecz