Obejrzałam pierwszy odcinek "Jestem jaki jestem". Nie sądziłam, że tak się to skończy

Postanowiłam wrócić do programu "Jestem jaki jestem", który był krajowym fenomenem. To w nim mogliśmy oglądać kulisy życia Michała Wiśniewskiego i Mandaryny. Jak ogląda się show po ponad 20 latach?
'Jestem jaki jestem' nawet po 20 latach to kino absolutnie. W tym tkwi fenomen programu
Fot. YouTube/@WisniewskiTV

Marta "Mandaryna" Wiśniewska i Michał Wiśniewski po dwóch dekadach wrócili do siebie, co wzbudziło spore poruszenie w mediach. Wielu jest tym faktem zachwyconych i komentuje, że "stara miłość nie rdzewieje". Inni podnoszą, że to kwestia zwrócenia na siebie uwagi i promocja, a nie prawdziwy związek. Postanowiłam, że powrócę do czasów małżeństwa tej dwójki i po latach obejrzałam pierwszy odcinek "Jestem jaki jestem". Przed laty show miało wysoką oglądalność, sięgającą niemal trzech milionów widzów - niedzielne wydanie oglądało nawet 4,4 mln osób. Czy dziś program byłby takim hitem jak kiedyś? 

Zobacz wideo Reakcja Mandaryny na oświadczenie Michała Wiśniewskiego

"Jestem jaki jestem" po latach ogląda się świetnie. Z czego to wynika?

Już sam początek programu to istne złoto - chodzi mi o animowaną czołówkę, na której widzimy Michała Wiśniewskiego w różnych odsłonach. To świetne wprowadzenie, które również i dziś spodobałoby się wielu. Choć teraz zapewne byłoby wykonane z pomocą lepszej technologii, to intro sprzed lat ma zdecydowanie swój klimat. "Jestem jaki jestem" to format skupiający się na śledzeniu codzienności Wiśniewskiego i Mandaryny. Od początku da się wyczuć, że to muzyk wiedzie prym i nawet w domu jest po prostu traktowany jak gwiazda. Nie ma tu udawania "normalnych", a pokazywanie, jak rzeczywiście para zachowuje się w domu. 

W tym tkwi jednak fenomen tego formatu - widzimy zachowania domowników, którzy na początku się krępują przed kamerą, by po czasie tworzyć istny show na ekranie, i to bez scenariusza. Trochę na wzór "Big Brothera", którego pierwszą edycję wyemitowano kilka lat wcześniej. Niewyreżyserowane sceny sprawiają, że widzowie mogą poczuć się tak, jakby podglądali życie Wiśniewskich niczym z ukrytej kamery, która za nimi podąża, ale nie ingeruje w zachowanie. Prym wiedzie tu naturalność, która i dziś świetnie by się sprzedała. 

Jednym z minusów show jest lektorka i choć nie jest to rola najistotniejsza, ma ona za zadanie opowiadać nam spójną historię. Tu mamy narratorkę, która bez zaangażowania mówi o wydarzeniach na ekranie, co może niektórych męczyć. Jej beznamiętny ton, mimo że może irytować, po czasie jest niemalże zabawny - trochę jak w przypadku "Chłopaków z baraków". W serialu polski lektor bawił widzów, dzięki czemu stał się nieodłącznym elementem komediowym produkcji. 

W "Jestem jaki jestem" robili biznes na życiu prywatnym. Dziś to nie szokuje 

Kiedyś wielu oburzało się, że sprzedawanie swojej prywatności to przekraczanie granic. Dziś tych granic już praktycznie nie ma. Przykładem może być pokazywanie porodów przez influencerki, zabieranie kamery na wakacje i pokazywanie codzienności dzieci. Obecnie celebryci nie są wstydliwi i wiedzą, że im więcej pokażą, tym więcej zdobędą wyświetleń. Pisaliśmy o tym tutaj: Gwiazdy kochają sharenting. Gdzie w tym wszystkim jest dziecko? "Prywatność nie kończy się na twarzy"

Niebywałe, że przed laty fani Wiśniewskiego mogli otrzymywać codziennie SMS-a o muzyku i jego rodzinie - wystarczyło zapłacić wówczas "zaledwie" dziewięć złotych, dziś to równowartość niemal 25 zł. Czy zapłacilibyście tyle za wiadomość na temat Wiśniewskiego? Z pewnością niewielu by się na to zdecydowało. Dziś nie trzeba daleko takich wieści szukać - wystarczy wejść na profile gwiazd w mediach społecznościowych, by dowiedzieć się, co robią

Gdybyśmy doczekali się kolejnego sezonu "Jestem jaki jestem", z pewnością program miałby wysoką oglądalność. Nie tylko dlatego, że wielu interesuje powrót Mandaryny i Wiśniewskiego, lecz także ze względu na koncepcję formatu. Problemem mogłoby być jednak utrzymanie spontaniczności, której w mediach mamy coraz to mniej

Więcej o: