Gwiazdy kochają sharenting. Gdzie w tym wszystkim jest dziecko? "Prywatność nie kończy się na twarzy"

Sharenting, czyli regularne publikowanie wizerunku dzieci w sieci, to coraz powszechniejsze zjawisko wśród gwiazd. Zapytaliśmy Maję Hyży, dlaczego się na to zdecydowała. Poprosiliśmy też psycholożkę Julię Izmalkową o skomentowanie tego zjawiska. Jak bardzo jest niebezpieczne?
Maja Hyży mówi nam o sharentingu. Królową jest Rozenek. Psycholożka zwraca uwagę na jedno
instagram.com/majahyzy/instagram.com/m_rozenek/

W ostatnim czasie sharenting wśród polskich gwiazd przybiera na sile. Twarze swoich dzieci zaczęły pokazywać już nawet te gwiazdy, które wcześniej od tego stroniły - Anna i Robert Lewandowscy czy Marina i Wojciech Szczęśni. Niekwestionowaną królową sharentingu polskiego show-biznesu pozostaje jednak wciąż Małgorzata Rozenek, która w rozmowie z Andrzejem Sołtysikiem wprost mówiła o tym, że macierzyństwo jest jedną z "najłatwiejszych do zmonetyzowania aktywności w mediach społecznościowych".

- Bardzo nie lubię marnowania okazji ani pieniędzy, które można było uzyskać. I kiedy zwracały się do mnie duże firmy (...) i płaciły za to bardzo porządne pieniądze, to brałam Henia pod pachę i mówiłam: Chodź, Heniu, idziemy do roboty, co będziesz tak bezczynnie leżał - mówiła. Nie ukrywała też, że jej syn w pierwszych sześciu miesiącach swojego życia zarobił na przyszłe studia.

Możecie sobie myśleć: "wow, też tak chcę!". Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z zagrożeń, które wynikają z sharentingu. Opowiedziała nam o nich psycholożka Julia Izmalkowa. Zapytaliśmy też Maję Hyży, dlaczego zdecydowała się na publikację wizerunku swoich dzieci. Co ciekawe, ani słowem nie wspomniała o pieniądzach.

Zobacz wideo Wendzikowska o dzieciach, partnerze i Rozenek-Majdan. To w niej podziwia

To dlatego Maja Hyży pokazuje zdjęcia dzieci. Na to zwraca uwagę

Maja Hyży należy do grona gwiazd, które chętnie pokazują dzieci w sieci. Jej córki są bohaterkami wielu rolek i fotografii. Wokalistka nie owijała w bawełnę, mówiąc, dlaczego zdecydowała się na sharenting. - Publikując zdjęcia mojej córki, kieruję się przede wszystkim naturalnością i autentycznością. Jestem mamą i macierzyństwo stanowi bardzo ważną część mojego życia, dlatego trudno byłoby całkowicie oddzielić tę sferę od treści, którymi dzielę się w mediach społecznościowych - podkreśliła.

Jednocześnie Maja Hyży zapewniła, że zawsze stara się zachować zdrowy rozsądek i równowagę w swojej działalności internetowej. - Nie pokazuję wszystkiego, dbam o prywatność dzieci i staram się chronić te obszary ich życia, które powinny pozostać wyłącznie rodzinne. Dla mnie media społecznościowe są miejscem, w którym pokazuję fragmenty codzienności, a nie całą rzeczywistość - stwierdziła.

Wokalistka wspomniała również o korzyściach, które wynikają z pokazywania zdjęć dzieci w sieci. I nie chodziło jej o pieniądze. - Korzyścią jest z pewnością możliwość budowania autentycznej relacji z obserwatorami. Wielu rodziców odnajduje w moich treściach podobne doświadczenia, emocje czy wyzwania związane z wychowaniem dzieci - powiedziała nam.

Mimo wszystkich zalet, które dostrzega Maja Hyży w sharentingu, jest też świadoma zagrożeń i wie, że publikowanie wizerunku dzieci wiąże się z odpowiedzialnością. - Dlatego regularnie zastanawiam się nad granicami i analizuję, co warto pokazać, a czego nie. Myślę, że w dyskusji o sharentingu najważniejsze jest właśnie indywidualne podejście, rozsądek oraz dobro dziecka - podsumowała.

Psycholożka o sharentingu. Z tego nie każdy zdaje sobie sprawę

Julia Izmalkowa, znana na Instagramie jako Psychomama Julia, zwróciła nam uwagę, że w przypadku sharentingu, tak jak w wielu innych obszarach psychologii, rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona niż mogłoby się wydawać. Wspomniała, że obecnie nie mamy jednoznacznych dowodów naukowych wskazujących na szkodliwość psychologiczną, która mogłaby być skutkiem publikowania zdjęć dzieci. Jednocześnie zwróciła uwagę na inne aspekty tego zjawiska.

- Istnieją jednak uzasadnione obawy dotyczące prywatności dziecka oraz cyfrowego śladu, który może pozostać z nim na lata. Warto też pamiętać, że sharenting nie jest zjawiskiem zero-jedynkowym. Istnieje ogromna różnica między okazjonalnym pokazaniem fragmentu życia rodzinnego, a regularnym publikowaniem bardzo intymnych informacji dotyczących zdrowia, emocji, problemów czy codzienności dziecka - podkreśliła. - Moim zdaniem najważniejsze pytanie nie brzmi: "czy pokazywać dziecko?", ale: "co dokładnie pokazujemy, dlaczego to robimy i czy za kilka lat dziecko będzie czuło się z tym komfortowo?" - dodała.

Julia Izmalkowa podkreśliła również, że zawsze w centrum decyzji o publikowaniu wizerunku dziecka powinien znajdować się szacunek do niego, jego granic i jego decyzji. Zwróciła też uwagę, że same zdjęcia nie są tak istotne, jak ujawnianie szczegółów z życia dziecka. To przede wszystkim one pokazują prawdziwy wizerunek młodego człowieka. - W debacie o sharentingu ludzie zwykle myślą o zdjęciach. Tymczasem z psychologicznego punktu widzenia tożsamość dziecka budują również historie, które o nim opowiadamy. Jeżeli rodzic regularnie publikuje informacje typu: "Mój syn ma problemy z lękiem", "Moja córka moczy się w nocy", "Moje dziecko ma ADHD", "Mój nastolatek jest uzależniony od telefonu", to nawet bez jednego zdjęcia tworzy publiczny wizerunek dziecka - powiedziała nam.

Jednocześnie psycholożka podkreśliła, że to nie oznacza, że rodzice nie powinni dzielić się swoim doświadczeniem. Zdaje sobie bowiem sprawę, że rodzicielstwo bywa trudne, a ludzie szukają wsparcia w historiach innych, w dyskusjach, w dzieleniu się podobnymi przeżyciami. -  Ale warto pamiętać, że prywatność dziecka nie kończy się na twarzy. Nasza tożsamość to dużo więcej niż tylko nasz wygląd - stwierdziła.

Julia Izmalkowa zwróciła też uwagę na fakt, który zwykle umyka rodzicom, nie tylko tym znanym. - W debacie o sharentingu często skupiamy się na zdjęciach dzieci. Tymczasem dziecko funkcjonuje również w kontekście publicznego wizerunku swojej rodziny. Czasem o dziecku nie publikujemy niemal nic, a mimo to tysiące osób wiedzą, jak wygląda jego dom, relacje rodzinne, kryzysy rodziców czy najbardziej prywatne aspekty życia mamy. To również staje się częścią historii, którą dziecko dziedziczy - podsumowała.

Więcej o: