Benito Antonio Martínez Ocasio urodził się w San Juan 10 marca 1994 roku, dziewięć dni po tym jak Whitney Houston zdominowała ceremonię nagród Grammys zdobywając statuetki za nagranie roku i album roku za "I Will Always Love You" i soundtrack do "The Bodyguard". Nikt by pewnie wówczas nie przewidział, że kilka lat później zacznie się przyznawać Latin Grammy Awards, a 22 lata później światowy rynek muzyczny podbije portorykański raper, śpiewający nie po amerykańsku, tylko po hiszpańsku. Bad Bunny już jest światowym fenomenem, a jego wtorkowy występ na Stadionie Narodowym umocni jego pozycję także wśród polskiego odbiorcy.
W tym między innymi tkwi siła Bad Bunny'ego - jego autentyczność. Benito nie próbuje za wszelką cenę przypodobać się odbiorcy globalnemu. Nie nagrywa piosenek w innym języku. Jest głosem swojej portorykańskiej społeczności. Umiejętnie porusza kwestie ważne dla regionu, a świat docenia go za prawdę. Nie przejmował się krytyką ze strony Donalda Trumpa i amerykańskich konserwatystów za to, że swoim występem na Super Bowl rzekomo "uderzył w twarz Ameryce". Jego występ był esencją latynoskiej kultury, muzycznym tyglem pełnym portorykańskiej tożsamości, historii i jednocześnie głosem sprzeciwu przeciwko polityce imigracyjnej urzędującego prezydenta USA.
Ostatnia dekada w globalnych zestawieniach była zdominowana głównie przez Taylor Swift. Amerykańskie pop/country trafiło w gust wielu odbiorców na świecie, ale dla dużego grona słuchaczy muzyka Taylor była dość nużąca, powtarzalna, przewidywalna. Piosenki, które łatwo można zapamiętać i powtórzyć, ale z drugiej strony muzycznie mało odkrywcze. Bad Bunny serwuje coś znacznie ciekawszego - łączy reggaeton z latynoskim trapem, czy też hop-hopem. W dodatku robi to tak umiejętnie, że jego produkcje nadają się do radiostacji, wpisują się w ramy tego, co do tej pory nazywaliśmy "latynoskimi przebojami", ale na znacznie wyższym poziomie. Być może za to porównanie, ktoś zaraz odsądzi mnie od czci i wiary, ale Bad Bunny poniekąd robi to, co na polskim podwórku robi Skolim, też zresztą z podobnym sukcesem komercyjnym, tylko na polską, a nie światową skalę. Różnice widać jednak gołym okiem i uchem. Bad Bunny robi to z wyczuciem, modowym sznytem, stylem, jakością, a Skolim bardziej "po polsku" - łopatą, prosto, tandetnie. Przewijający się zarówno w produkcjach Bad Bunny'ego jak i Skolima erotyzm też ma całkiem inny wymiar.
Benito jest głosem swojego pokolenia i głosem swojej społeczności. W tekstach piosenek porusza bieżące kwestie polityczne, odnosi się do problemów społecznie istotnych. Nieustająco podkreśla swoją tożsamość, ale walczy także o prawa mniejszości. Chociaż sam określa siebie jako osobę heteroseksualną, mówi w wywiadach, że wcale nie ma pewności czy za kilka lat nie będzie identyfikował się inaczej i to jest ok. Upomina się o szacunek i nie zgadza na dyskryminację. A dociera do milionów - obecnie 93 milionów słuchaczy w skali miesiąca w serwisie Spotify.
Kiedyś Michael Jackson śpiewał o tym, że trzeba "uzdrowić świat i uczynić go lepszym miejscem". Ówczesnego króla muzyki pop historia ocenia jednak niejednoznacznie. Chociaż jego filmowa biografia święci triumfy w kinach, a niezaprzeczalny dorobek muzyczny wciąż jest słuchany i podziwiany, to szereg wątpliwości budzą jego czyny i życiowa postawa. W mojej opinii więcej trzeba nam idoli takich jak Bad Bunny. Walczących o to co jest ważne, upominających się o prawa człowieka, zachwycających świat nie tylko rytmiczną, wyrazistą i elektryzującą muzyką, ale także posiadających siłę przekazu i zabierających głos, gdy tego głosu bardzo potrzeba. Dobrze, że Benito wystąpi na Narodowym i być może przez to trafi do serc wielu Polaków.
Lichtman wspomina ostatnie spotkanie z Krawczykiem. "Nie mogłem powstrzymać łez"
Lewandowski w wersji amerykańskiej. Bez zmarszczek i siwizny. "Bardzo popularny cover"
Haaland i wypchany szop za 750 dolarów. Co to ma być? Zagadka rozwiązana
Marcin Wrona trafił do szpitala. Wyjawił, co mu dolega. "Boję się"
Słyszy jedno pytanie: "Ile zapłaciłeś Książulowi?". Restaurator ujawnił prawdę o wizycie
"Stało się tak, że guz odbił". Adrian ze "Ślubu" przekazał wieści o stanie zdrowia
Tak Grzegorz Markowski korzysta z emerytury. Jego córka wszystko pokazała
38 złotych za jagodziankę od Gessler to przesada? Doda mówi, dlaczego jej nie zje
Wydało się, że jej mąż był szpiegiem i podwójnym agentem. Aktorka przez lata żyła z nim pod jednym dachem