Wydało się, że jej mąż był szpiegiem i podwójnym agentem. Aktorka przez lata żyła z nim pod jednym dachem

Ponoć kiedy nie grała, pogrążała się w rozpaczy. Nigdy jednak nie została gwiazdą - dostawała małe role w wielkich filmach i duże role w mało znaczących produkcjach. Wielu uważało, że zawodowo prześladował ją pech. Ale życie prywatne Teresy Szmigielównej również nie było usłane różami. Po latach aktorka odkryła, że jej mąż - uznany sportowiec - prowadził podwójne życie, a konsekwencje jego czynów spadły również na nią.
Teresa Szmigielówna
Kadr z filmu 'Józio na urlopie' (reż. Kazimierz Opaliński)/ Narodowe Archiwum Cyfrowe/ wolny dostęp

Miała wszystko, co potrzebne, aby zostać gwiazdą kina - urodę, talent i niezaprzeczalną klasę. Teresie Szmigielównej zabrakło tylko szczęścia. Bo w przypadku każdej z ról, która mogła okazać się dla niej przełomowa, coś się zdarzało. Kiedy miała wystąpić w filmie Andrzeja Munka, reżyser zginął w wypadku samochodowym. W "Pociągu" Jerzego Kawalerowicza wcieliła się w główną rolę, ale ponoć żona reżysera Lucyna Winnicka była tak zazdrosna, że kazała wyciąć w montażu większość scen z jej udziałem. Podobny los spotkał sceny, w których wystąpiła w "Eroice". Szanse na występ w "Kanale" Andrzeja Wajdy przekreśliła zaś ciąża - Szmigielówna przekonywała wówczas, że rodzina jest dla niej najważniejsza. Niestety, jej mąż - słynny szermierz, zdobywca pięciu medali olimpijskich Jerzy Pawłowski - miał na ten temat nieco inne zdanie. Już po rozwodzie z ukochanym mężczyzną aktorka dowiedziała się, że przez wiele lat żyła pod jednym dachem ze szpiegiem. Sam ten fakt był dla niej ogromnym ciosem, ale najbardziej nieprzyjemne konsekwencje miały dopiero nadejść.

Zobacz wideo Robert Kupisz wspomina przemoc w szkole lat 70.: Ja się w tym wychowałem i wydawało mi się, że tak ma być

Pech czy brak siły przebicia?

Teresa Szmigielówna przyszła na świat 9 października 1929 roku w leżącej dziś na terenie Ukrainy Kowalówce koło Tarnopola. Ponoć już jako mała dziewczynka marzyła o karierze aktorki, ale jej ojciec uważał, iż ten zawód wymaga twardego charakteru, którego jego delikatnej córce zdecydowanie brakuje. Jak miało się po latach okazać, miał sporo racji. Tymczasem jednak Teresa rozpoczęła naukę w liceum medycznym i planowała kontynuować tę drogę na studiach. Wkrótce jednak zrozumiała, że pasja jest silniejsza od chęci spełnienia ojcowskich oczekiwań. Zamiast na egzamin na medycynę poszła więc zdawać do łódzkiej filmówki. Na egzaminie do szkoły teatralnej wybrała fragment "Janka Muzykanta". Nagle na sali pojawiła się mysz. Szmigielówna nie zareagowała. Ponoć pomyślała wtedy, że wszystko stracone: "Powinnam się wystraszyć, coś zagrać. Ale skończyłam i grzecznie wytłumaczyłam komisji, że po liceum medycznym myszy się nie boję" - wspominała w jednym z wywiadów. Ostatecznie do szkoły się dostała, a relacje z rodzicami pozostały na tyle dobre, że wszyscy wciąż mieszkali pod jednym dachem. Po ukończeniu studiów Teresa przeniosła się z Łodzi do Warszawy i wkrótce regularnie zaczęła pojawiać się na ekranie.

Swój filmowy debiut Teresa Szmigielówna zaliczyła jeszcze jako studentka - był to epizod w "Warszawskiej premierze". Wkrótce potem zagrała także w "Celulozie" Jerzego Kawalerowicza. W roli Zofii Czerwiaczkowej można było ją zobaczyć na ekranach kin. Pojawiała się także na deskach warszawskich teatrów oraz w wielu filmach i serialach. Miała niezaprzeczalny talent, zachwycała urodą, była lubiana i ceniona w branży. A jednak nie została gwiazdą na miarę swoich możliwości. Co w karierze Teresy Szmigielównej poszło nie tak? Wielu uważa, że aktorkę prześladował pech. Istotnie, niefortunnych zbiegów okoliczności było w jej życiu zawodowym sporo. Najpierw, w 1958 roku w "Eroice" Andrzeja Munka wcieliła się w zakonnicę. Jednak przy montażu większość scen z jej udziałem została usunięta. Munk chciał to aktorce wynagrodzić, obsadzając ją w swoim kolejnym filmie - niestety, nigdy go nie nakręcił, ponieważ wcześniej zginął w wypadku samochodowym. Tymczasem Teresa Szmigielówna zagrała w "Pociągu" Jerzego Kawalerowicza. Ponoć była magnetyzująca - za bardzo jak na gust żony reżysera, Lucyny Winnickiej. Zazdrosna aktorka zażądała ponoć wycięcia większości scen z udziałem konkurentki.

Jednak według innej teorii, to nie pech, a brak siły przebicia sprawił, że Teresa Szmigielówna poprzestała na drugoplanowych lub epizodycznych rolach. "Grała mnóstwo ról, była aktorką lubianą i podziwianą. Z natury nieśmiała, pełna kompleksów, mogła osiągnąć w życiu znacznie więcej, ale nie umiała tym życiem kierować" - pisał w "Gazecie Stołecznej" Witold Sadowy, wspominając zmarłą we wrześniu 2013 aktorkę. Ponoć Teresa Szmigielówna nie potrafiła też rozmawiać o pieniądzach i zarabiała znacznie mniej niż inne koleżanki. Ale ona mówiła, że kocha aktorstwo i liczy się ono dla niej bardziej niż pieniądze. Jeszcze ważniejsza była jednak rodzina. Kiedy odkryła, że jest w ciąży, Szmigielówna zrezygnowała z roli w "Kanale" Andrzeja Wajdy. Miała wcielić się w Stokrotkę, ale obawiała się, że występ w tak wymagającej produkcji może zaszkodzić dziecku. Oddała więc rolę Teresie Iżewskiej.

Pod jednym dachem ze szpiegiem

Kiedy Teresa Szmigielówna poznała Jerzego Pawłowskiego, ona była początkującą aktorką, on - choć trzy lata młodszy - był już znanym sportowcem, co więcej, miał już żonę i dwie córki. Ale jego małżeństwo nie należało do udanych. Halinie, pierwszej żonie Pawłowskiego, nie podobało się to, że mąż wiecznie otoczony jest wianuszkiem wielbicielek. I rzeczywiście - przystojny, charyzmatyczny Jerzy Pawłowski nie narzekał nigdy na brak powodzenia u kobiet. Jego czarowi uległa też Teresa Szmigielówna, co zresztą stało się jedną z przyczyn rozwodu szermierza z pierwszą żoną. "Przede wszystkim jej serce raniły informacje o tym, że mąż, uwodząc kolejne kobiety, wdał się w poważny romans ze słynną aktorką Teresą Szmigielówną" - pisał Wiktor Bołba w biograficznej książce. Szermierz istotnie zakochał się w pięknej aktorce, wkrótce rozwiódł się więc z żoną i oświadczył się Szmigielównej. Ta podzielała jego uczucie i powiedziała "tak". Przez kilka lat tych dwoje tworzyło prawdziwą "power couple" - piękni, sławni, zakochani. Niestety, jak wkrótce miało się okazać, w miłości Teresa Szmigielówna nie miała więcej szczęścia niż w karierze.

Związek Teresy Szmigielównej i Jerzego Pawłowskiego opierał się na przyciąganiu przeciwieństw. Ona spokojna, wręcz nieśmiała, on - charyzmatyczny bon vivant, dusza towarzystwa. Przez chwilę jednak wydawało się, że ten szalony układ działa, a pięć lat po ślubie na świat przyszedł wyczekany syn pary, Piotr. Tymczasem Jerzy Pawłowski kontynuował karierę - wkrótce miał na koncie 19 medali mistrzostw świata, pięć medali olimpijskich oraz nadany mu w 1967 roku przez Międzynarodową Federację Szermierczą tytuł "szablisty wszech czasów".

Ale małżeństwo zaczęło się sypać i zakończyło się rozwodem. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Niedługo później Teresa Szmigielówna - podobnie jak reszta Polski - dowiedziała się, że jej mąż był nie tylko uznanym sportowcem, ale również szpiegiem. Jerzy Pawłowski od połowy lat 50. był współpracownikiem wywiadu wojskowego pod pseudonimem "Szczery". Składał także meldunki do bezpieki jako "Papuga". Ponoć nie trudnił się tym z własnej woli - dostał tzw. propozycję nie do odrzucenia, ponieważ w razie odmowy ojciec Pawłowskiego, były żołnierz AK, miał trafić do więzienia. Ale w 1965 roku Jerzy Pawłowski został podwójnym agentem - przyjął wówczas propozycję CIA, z którą współpracował jako "Paweł". Dla amerykańskiego wywiadu relacjonował mi.in. wydarzenia Marca’68. Po dziesięciu latach współpracy został zdemaskowany - wezwano go na przesłuchanie, a on przyznał się do winy, licząc na łagodniejszy wymiar kary.

Jerzy Pawłowski stał się jednak ofiarą nagonki, a podwójne życie "szermierza wszech czasów" rozjuszyło ponoć samego towarzysza Breżniewa. Pawłowskiego skazano na 25 lat więzienia i utratę praw publicznych na dziesięć lat. Władze Polski Ludowej pozbawiły go też Krzyża Kawalerskiego, Orderu Odrodzenia Polski i innych odznaczeń, którymi uhonorowano go za osiągnięcia sportowe. W prasie nazywano go zdrajcą, który sprzedał ojczyznę za nędzne judaszowe srebrniki.

Teresa Szmigielówna, która pomimo rozwodu nie przestała kochać męża, cierpiała podwójnie. Żałowała ukochanego - który ostatecznie wyszedł z więzienia po dziesięciu latach odsiadki i ponownie się ożenił - obawiała się jednak również, że represje spadną także na nią i syna.

Wydawała się strzępem człowieka. Znerwicowana, miała problemy z koncentracją. Sprawiała wrażenie osoby zaszczutej. Nigdy się nie uśmiechała

- wspominał w "Gazecie Wyborczej" reżyser Paweł Nowicki.

Życie po transformacji

Z czasem o aferze szpiegowskiej zapomniano, ale Teresa Szmigielówna musiała wykazać się siłą, aby samodzielnie wychowywać syna. Piotr został grafikiem, a jego synowie poszli w ślady słynnej babci - Józef i Stefan Pawłowscy są aktorami, pojawili się m.in. w filmie "Jack Strong" o losach innego szpiega, Ryszarda Kuklińskiego. Tymczasem Teresa Szmigielówna w nowej Polsce wróciła do aktorstwa. Mogliśmy oglądać ją m.in. jako ciotkę Wiktorię z "Przedwiośnia", Marię Sikorską z "Na dobre i na złe", Apolonię Stróżyńską z "Na Wspólnej", Muszkę z "Pensjonatu pod Różą", a także Martę z przejmującego filmu o przemijaniu "Jeszcze nie wieczór". Teresa Szmigielówna ostatnie lata życia spędziła w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Zmarła 24 września 2013 roku.

Więcej o: