Stockinger nie mógł pomóc Kotulance, gdy zachorowała. "Była dla mnie często bardzo nieprzyjemna" [PLOTEK EXCLUSIVE]

To może być zaskakujące dla fanów "Klanu", którzy w serialu podziwiali wielką miłość, jaka łączyła bohaterów granych przez Tomasza Stockingera i Agnieszkę Kotulankę. Za kulisami ich kontakt wyglądał zupełnie inaczej, o czym aktor opowiedział Plotkowi.

Tomasz Stockinger i Agnieszka Kotulanka zapisali się w pamięci milionów Polaków jako kochające się małżeństwo Lubiczów w "Klanie", które kreowali przez 16 lat. Odcinki z początkowych lat emisji są obecnie przypominane na antenie TVP Seriale i wzbudzają ogromne zainteresowanie widzów, którzy na nowo żyją losami Pawła i Krystyny. Co może być zaskakujące, świetny kontakt Stockingera i Kotulanki przed kamerą, nie przekładał się jednak za kulisy. Aktor nie miał dlatego sposobności, by jej pomóc, gdy zachorowała. W ekskluzywnej rozmowie z Plotkiem serialowy doktor Lubicz zdradził, że jego koleżanka z pracy była bardzo skryta i odrzucała wszystkie okazje, które mogłyby wyciągnąć ją ze szponów nałogu. Poza tym, gdy gasły kamery, była zupełnie inną osobą niż ciepła dla wszystkich Krystyna Lubicz.

Zobacz wideo Tomasz Stockinger o kulisach "Klanu". Jaką cenę płaci za granie doktora Lubicza?

Tomasz Stockinger o pracy na planie "Klanu" z Agnieszką Kotulanką: "Swoją energią zarażała do gry na wyższym poziomie"

Agnieszka Kotulanka odeszła z "Klanu" w 2013 roku ze względu na problemy zdrowotne. Scenarzyści napisali wtedy wątek, w którym grana przez nią Krystyna również zachorowała i wysłali ją do szpitala za granicę. Gdy aktorka nie chciała mimo prób leczenia wrócić do pracy, rok później widzowie dowiedzieli się o śmierci żony Pawła. Pani doktorowa skonała niespodziewanie w samolocie powrotnym do Warszawy, gdy wydawało się, że wraca do zdrowia. Aktorka zmarła zaś 20 lutego 2018 roku. W rozmowie z Plotkiem Tomasz Stockinger przyznaje, że to co spotkało Agnieszkę, było najtrudniejszym momentem w całej historii pracy na planie "Klanu". Jej odejście przeżyli wszyscy. Dziś z sentymentem wspomina, jak w pierwszych latach kręcenia serialu z Agnieszką Kotulanką grało mu się fenomenalnie ze względu na jej ogromne umiejętności aktorskie.

Wielki talent Agnieszki Kotulanki jest bezsporny. Ona nie tylko dobrze grała, ale też swoją energią zarażała partnera do gry na wyższym poziomie. Dodawała takiej temperaturki w scenach. Z ręką na sercu przyznam, że prąd przebiegał przed kamerą dzięki jej temperamentowi aktorskiemu. Na scenie również była megnetyczna. Jej odejście to najtrudniejszy moment na planie "Klanu" - wyznał Stockinger w rozmowie z dziennikarzem Plotka, Bartoszem Pańczykiem.
 

"Leczyła się z różnym skutkiem"

Nie było tajemnicą, że w ostatnich latach życia, Agnieszka Kotulanka walczyła z uzależnieniem. Produkcja "Klanu" chciała jej pomóc, ale aktorka nie była tym zainteresowana i odcięła się od wszystkich. Była coraz słabsza, ale do pewnego momentu grała jednak dalej w serialu. "Nie mieliśmy z nią kontaktu przed śmiercią przynajmniej dwa lata. Ona się leczyła z różnym skutkiem. Dopóki pracowaliśmy to dla wszystkich było oczywiste, że nie daje sobie rady z chorobą, jest coraz słabsza, coraz trudniej jej nauczyć się tekstu czy być gotową na czas. To były takie nieoczywiste sytuacje, ale miałem wrażenie, że nie wyspała się, jest taka niegotowa, jakby zawaliła noc. Ta postępująca choroba alkoholowa się rozłożyła na lata. Mimo próśb i różnych prób pomocy lekarzy, produkcji, nie umiała jej zastopować - mówi Plotkowi Stockinger. Jego wspólne zdjęcia z Agnieszką Kotulanką z planu "Klanu", znajdziesz w galerii na górze strony.

Agnieszka Kotulanka w 'Klanie'Agnieszka Kotulanka w 'Klanie' Fot. screen 'Klan' TVP Wilno

Tomasz Stockinger o relacji z Agnieszką Kotulanką. "Była dla mnie często nieprzyjemna"

Czy Tomasz Stockinger miał okazję rozmawiać z Agnieszką Kotulanką o jej problemie i zaproponować pomoc? Okazuje się, że nie. Wszystko przez to, że aktorka nie darzyła go wielką sympatią i trudno było do niej dotrzeć, gdy gasły kamery. Prywatnie nie mieli najlepszego kontaktu, szczególnie w ostatnich latach, gdy jej choroba była bardzo zaawansowana.

Ona była dla mnie często bardzo nieprzyjemna. Poza tym bardzo skryta. Nie chciała rozmawiać z prasą, nie chciała żadnych kamer. Nie bywała na żadnych spotkaniach, eventach. Ona uciekała do tej swojej samotności, którą sobie podlewała. Ciężko było przebić ten mur. Kiedy się spotykaliśmy na planie, nie było warunków na poważne rozmowy. Dotykanie takich trudnych tematów było nierealne - zdradza Plotkowi Tomasz Stockinger.
 

Stockinger o koniaku w "Klanie": "Ta sytuacja była nadużywana"

Swego czasu Lubiczowie często kończyli wieczór koniakiem, co w pewnym momencie nie spodobało się Kotulance i Stockingerowi. "To może po koniaczku?" - było można często usłyszeć z ust ich bohaterów w pierwszych latach emisji "Klanu". Aktorka nie miała wtedy problemu z alkoholem, ale z kolegą z pracy stwierdziła, że scenariusz idzie w złym kierunku. "Ta sytuacja pt.: 'to może po koniaczku' była trochę nadużywana. W pewnym momencie zaczęliśmy się z Agnieszką nawet bronić. 'Nie piszcie nam ciągle tego samego, bo wyjdzie na to, że to jest dom alkoholików' - mówiliśmy. Alkohol jest dla ludzi, ale nie może być codziennie 'po koniaczku'. Wysłuchano naszej prośby i potem to się pojawiało coraz rzadziej - wspomina aktor.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.