Zwolnienie Dowbor to błąd? Mocne słowa byłej wicedyrektorki TVP2. "Aniołów się nie zabija"

Zwolnienie Katarzyny Dowbor z ekipy "Naszego nowego domu" to dla widzów spore zaskoczenie. Okazuje się, że do tej decyzji nie są przekonani także koledzy Edwarda Miszczaka po fachu.

Choć program pozostaje w ramówce, Katarzyna Dowbor po dziesięciu latach żegna się z produkcją "Naszego nowego domu". Dziennikarka w mediach społecznościowych zaznaczyła, że nie była to jej decyzja, a zmiana wynika z pojawienia się nowego szefostwa i chęci "odmłodzenia wszystkiego". Na fanpage'u polsatowskiego show można znaleźć parę komentarzy od widzów, którzy popierają pożegnanie Katarzyny Dowbor, lwia część fanów "Naszego nowego domu" bardzo krytycznie podchodzi jednak do pomysłu Edwarda Miszczaka. Barbara Bilińska, była dyrektorka do spraw programowych TVP2, także nie jest przekonana, czy zmiana gospodyni w tym przypadku wypali.

Zobacz wideo Dowbor o kontaktach z Miszczakiem

Bilińska o decyzji Miszczaka. Ma złe wspomnienia z podobną sytuacją

Barbara Bilińska funkcję dyrektorki TVP2 do spraw programowych pełniła wiele lat temu, gdy dyrektorką stacji była Nina Terentiew. W rozmowie z serwisem wirtualnemedia.pl Bilińska wspomina, że ona także musiała przekazać informację o zwolnieniu wieloletniej pracownicy. Nie wspomina tego dobrze. "Musiałam zakomunikować Stanisławie Ryster z teleturnieju "Wielka gra", że widzowie potrzebują innych prowadzących. Tej rozmowy i decyzji, podjętej przecież zespołowo, żałuję do dziś" - mówi była wicedyrektorka TVP2. Bilińska ma nadzieję, że Miszczak wie, co robi, choć ona sama uważa, że Dowbor z "Naszym nowym domem" jest związana nieodłącznie.

Życzę Edwardowi, aby nigdy nie żałował decyzji o zwolnieniu Kasi Dowbor. Widzowie ją kochają! Jest prowadzącą mega dostosowaną do profilu widza Polsatu. Kasia jest dla tych widzów aniołem szczęścia, ich dobrym duchem spełniającym marzenia. Aniołów się nie zabija - dodaje.

Stanisławę Ryster zwolniono po 30 latach

Przypomnijmy, że sytuacja ze Stanisławą Ryster, o której mówi Barbara Bilińska, miała miejsce w 2006 roku. Ryster prowadzącą "Wielkiej gry" była w sumie ponad 30 lat. Gospodyni teleturnieju w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" wspominała, że problemem nie był sam fakt, że została zwolniona. "Uważam, że każdy prezes ma prawo zwolnić pracownika. Ważny jest sposób, w jaki to zrobi. O tym, że schodzę z anteny, dowiedziałam się z mediów. O to mam pretensje" - mówiła. Sama Bilińska z Telewizji Polskiej odeszła rok później.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.