Tomasz Lis wrócił i opowiada o udarze po biegu. Wspomina o "warzywniaku". "Bardzo mi na tym maratonie zależało"

Tomasz Lis w październiku zeszłego roku przeszedł czwarty udar. Dziennikarz wciąż zmaga się z trudnościami, ale postanowił wrócić do nagrywania. W pierwszym wideo odniósł się do choroby.
Tomasz Lis po czwartym udarze
Fot. Tomasz Lis / Facebook

Tomasz Lis w październiku zeszłego roku postanowił przebiec swój 21. maraton w życiu. 57-latek poleciał do Chicago, ukończył bieg, wrócił do Polski i dwa dni później trafił do szpitala z udarem, a krótko później - również z zawałem. Nie była to dla niego pierwszyzna - już wcześniej przeszedł trzy udary, ale mimo to postanowił, że jego stan pozwala mu na bieg długodystansowy. Stało się inaczej, a Tomasz Lis na długie tygodnie trafił do szpitala.

Zobacz wideo Jak kiedyś wyglądała praca dziennikarza sejmowego?

Teraz stwierdził, że jest już na tyle silny i sprawny, że może wrócić do komentowania bieżących wydarzeń politycznych. Na jego profilu na Facebooku pojawiło się nowe nagranie, w którym odnosi się również do swojej niedyspozycji w ostatnim czasie. Wyraźnie widać, że mówienie sprawia dziennikarzowi problem, a formułowanie myśli na głos jest dla niego sporym wysiłkiem.

Tomasz Lis wrócił i opowiada o udarze po maratonie

Tomasz Lis zapowiedział, że wraca do regularnego komentowania politycznych wydarzeń w kraju. Zaczął się rok wyborczy, toteż tematów mu nie zabraknie. Tymczasem w pierwszym nagraniu tak wytłumaczył, co działo się z nim w ostatnich miesiącach:

Bardzo mi na tym maratonie zależało. Nie mogłem zejść z trasy, choć było bardzo ciężko - zaczął historię, jak doszło do czwartego udaru po maratonie w Chicago.

Następnego dnia po maratonie wrócił do Warszawy, potem poszedł na mecz, a kolejnego dnia miał opijać dobiegnięcie do mety i osiągnięcie wymarzonego medalu.

Opijanie skończyło się zanim się zaczęło. Nie zdążyłem nawet trzech łyków zanotować, gdy nagle straciłem słuch.
Miałem już parę epizodów chorobowo-zdrowotnych w życiu, ale jeszcze to mi się nie zdarzyło. Za 12 minut było pogotowie i jechałem w kierunku, w którym już parę razy w życiu jechałem - klinika neurologiczna w Warszawie, pół godziny później znalazłem się w miejscu, które nazywam "warzywniakiem", czyli na OIONie (oddziale intensywnej opieki neurologicznej). Pacjenci wyglądają tam, jakby byli bliżej śmierci i tamtego świata, niż tego. Po trzech dniach wydawało się, że wszystko jest ok. Po czym ponownie przewieziono mnie na OIOM stwierdzając, że chyba nie tylko miałem udar, ale i zawał serca.

Wizualne efekty udaru można zauważyć gołym okiem - część twarzy dziennikarza ma problemy z mięśniami mimicznymi. Okazuje się, że dokuczają mu też problemy z sercem. Na szczęście od córki otrzymał specjalny prezent:

Od dziecka dostałem specjalny zegarek, który rejestruje migotanie przedsionków.

Czy po czwartym udarze i dodatkowo jeszcze zawale Tomasz Lis przestanie się narażać?

Lekarze mi mówią, że ze sportem to koniec.

Życzymy dziennikarzowi zdrowia.

Więcej o: