Izabela Trojanowska jest nękana przez byłego męża Adrianny Biedrzyńskiej. Artystka zaczęła się go bać

Izabela Trojanowska zakończyła współpracę ze swoim wieloletnim menadżerem, Marcinem Miazgą. Mężczyzna nie przyjął tego do wiadomości i nadal przedstawia się jako jej agent. Co gorsza, jego zachowanie sprawiło, że artystka zaczęła się go bać.

W zeszłym roku Izabela Trojanowska zakończyła trwającą osiem lat współpracę z Marcinem Miazgą. Śpiewająca aktorka miała być opuszczona przez menadżera w środku trasy koncertowej. Postawiona pod ścianą nie miała wyjścia i zerwała łączącą ich umowę. Miazga tłumaczył, że trafił do szpitala z powodu załamania nerwowego, ale gdy tylko mógł, od razu podejmował, jak się okazało, bezskuteczne próby kontaktu z artystką. Trojanowska widzi sprawę inaczej. Twierdzi, że o problemach zdrowotnych byłego współpracownika dowiedziała się dopiero po kilku miesiącach dzięki informacjom opublikowanym na jego profilu w mediach społecznościowych. Teraz o karierę 64-latki dba Zbigniew Kubicki. Na tym rzecz mogłaby się zakończyć, ale stało się inaczej.

Zobacz wideo Marta Manowska o "The Voice Senior"

Izabela Trojanowska obawia się byłego menadżera

Na początku ubiegłego miesiąca gwiazda "Klanu" dowiedziała się, że Miazga nadal przedstawia się jako jej agent. Ale to tylko kropla, które przelewa właśnie czarę goryczy. 56-latek ponoć nęka ją telefonami, a nawet nachodzi. Jako jej ex-menadżer wie, gdzie może spotkać Trojanowską i pojawia się w tych miejscach, doprowadzając do zawstydzających ją sytuacji i narażając na nieprzyjemności.

Jak dowiadujemy się z "Życia na gorąco", do jednego z takich incydentów doszło w czerwcu podczas zawodów wędkarskich dla aktorów w podwarszawskiej miejscowości Przypadki. Według relacji świadków Miazga wykrzykiwał do Izabeli, że ją kocha. Wokalistka była przerażona i ratowała się ucieczką. Doszło do tego, że musiała się przed nim ukrywać. Zdaniem osób z otoczenia gwiazdy, ona czuje się osaczona i autentycznie boi się zachowań dawnego agenta. Zdecydowanie wyklucza możliwość dalszej współpracy. Miazga zapewniał dziennikarzy, że chciał tylko porozmawiać z Trojanowską. 

Niejasna przeszłość Marcina Miazgi

Wielu dziwiło, że doświadczona artystka estradowa zdecydowała się pozwolić na kierowanie karierą właśnie Miazdze. Mężczyzna, prywatnie były mąż Adrianny Biedrzyńskiej, w przeszłości uwikłany był w aferę związaną z nadużyciami finansowymi. Dwie dekady temu Miazdze udało się przekonać wielu zamożnych ludzi, w tym znanych znajomych ex-żony, by powierzali mu oszczędności, które on umiejętnie pomnoży, z pomocą zaprzyjaźnionego maklera giełdowego. Ludzie wpłacali pieniądze, ponieważ popularna aktorka, Adrianna Biedrzyńska, była wiarygodna. Ona sama utrzymywała, że nigdy nie miała nic wspólnego z interesami Miazgi. 

Później miało się okazać, że genialny makler ulotnił się z pieniędzmi, a naciągnięci przez Miazgę pozostali bez oszczędności. Wśród oszukanych był też znany aktor, Tomasz Stockinger. Jak przyznał, w końcu otrzymał całość zainwestowanych pieniędzy (a było to, bagatela, 200 tys. złotych), ale cała sprawa toczyła się dziesięć lat i kosztowała go mnóstwo nerwów. 

Gdy w 2003 gruchnęła wieść, że biznes okazał się trefny, Adrianna Biedrzyńska zorganizowała w warszawskim hotelu Marriott konferencję prasową, gotowa bronić swojego dobrego imienia. Ponieważ salę Syreny wypełnili nie tylko dziennikarze, ale i poszkodowani, nie wyszło najlepiej. Jak czytamy w serwisie Wirtualna Polska, aktorka broniła ówczesnego męża, twierdząc, że będzie spłacał wierzycieli w ratach. Tomasz Stockinger, na przykład, miał otrzymywać wypłaty od Miazgi w wysokości tysiąca złotych miesięcznie, co było dla aktora nie do przyjęcia.

Niedługo potem Biedrzyńska zwołała kolejną konferencję prasową, podczas której zapewniała, że rozwiedzie się z mężem. Cała afera mocno nadszarpnęła wizerunek aktorki i spowodowała zastój w jej karierze. Rzeczywiście rozstała się z Miazgą, ale dopiero dekadę później.

Trojanowska współpracowała z Miazgą od 2013 roku. Od tamtego czasu udało jej się podpisać kilka intratnych kontraktów, m.in. zasiadła na jurorskim krześle w programie TVP "The Voice Senior", więc nie można było odmówić jej agentowi pewnej skuteczności. Swego czasu plotkowano, że piosenkarkę i jej agenta połączyła głębsza zażyłość, ale Trojanowska kategorycznie zaprzeczała takim pogłoskom.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.