Nie milkną echa 69. Konkursu Piosenki Eurowizji. W Polsce szczególne poruszenie wywołało 14. miejsce Justyny Steczkowskiej, która, chociaż zachwyciła publiczność utworem "Gaja", to ostatecznie nie zdołała przekonać jury. Jej emocjonalny i dopracowany występ zyskał uznanie widzów, a po powrocie do kraju artystka została gorąco przyjęta przez fanów na lotnisku.
Justyna Steczkowska na finał Eurowizji w Bazylei zabrała ze sobą czterech tancerzy, którzy wspomagali ją na scenie. W skład ekipy wchodzili: Milena Zdzuj, Krzysztof Jagodziński, Kuba Walica oraz Piotr Musiałkowski. Ostatni z nich w rozmowie z Jastrząb Post opowiedział o swoich emocjach dotyczących konkursu i miejsca zajętego przez Steczkowską. Wyjawił, że choć wynik nie jest najgorszy w historii Polski, to jego oczekiwania były znacznie większe.
"Ja na pewno liczyłem na wyższe miejsce. Nie uważam, że to jest złe miejsce, bo dawno takiego nie mieliśmy, ale jestem rozczarowany ocenami jury. Nie da się odmówić Justynie świetnego warsztatu" - powiedział. W tej samej rozmowie tancerz nie krył również rozgoryczenia ostatecznym miejscem, które zajęła Steczkowska w konkursie. "Ona była idealnie przygotowana fizycznie, wokalnie, używała wysokich dźwięków. Jest mi przykro, że jury tego nie doceniło. Mam wrażenie, że niezależnie, co wyślemy, to jury zawsze da nam mało punktów. (...) Nie pamiętam, abyśmy się kiedyś wpasowali w gusta jury i niestety polityczne sprawy też wciąż wychodzą" - wyznał.
W dalszej części rozmowy Musiałkowski opowiedział też o kulisach eurowizyjnych przygotowań. Okazuje się, że ekipa Steczkowskiej mogła liczyć jedynie na krótką przerwę pomiędzy intensywnymi treningami. Dni wypełniały wywiady i próby, a napięcie związane z występem było ogromne. "Odpoczynek mieliśmy jedynie pomiędzy półfinałem a finałem. Tam był wolniejszy dzień, a tak było bardzo intensywnie, zwłaszcza dla Justyny. To było niesamowite, że wszyscy dzwonili, aby umówić wywiad z Justyną. Było dużo treningów, siłownia, sauna. Staraliśmy się, żeby to ciało było gotowe, ale dla mnie bardzo meczące było oczekiwanie" - wyznał.
Tancerz ujawnił również, że nie wszystkie elementy show przebiegły zgodnie z pierwotną wizją. Pojawiły się tarcia dotyczące ujęć kamer i decyzji reżyserskich, jednak mimo tych trudności, efekt końcowy jego zdaniem robił duże wrażenie. "Na żywo wyglądało to imponująco. Mieliśmy trochę spinek, jeśli chodzi o ujęcia kamer. Praca nad tym trwała długo, ale myślę, że efekt finalny był bardzo ładny i świetnie to wyglądało. Ale to była niezwykle intensywna droga i nasz Jacek, który był reżyserem, musiał ostro się postarać, aby uwzględnili te wszystkie rzeczy. Tu było może parę zgrzytów, ale cała konstrukcja była imponująca" - podsumował.
Synowa Martyniuków z mężem Danielem świętują roczek syna. Na próżno tam szukać Zenka z Danutą
Aga in America nie żyje. Polska influencerka miała 34 lata
Kierowca z wypadku, w którym zginął Litewka chce odzyskać prawo jazdy. Jest decyzja sądu
Dębskiemu pójdzie w pięty? Wystarczył jeden gest Jurksztowicz. "Niektórzy rodzice..."
Joanna Senyszyn zdradza sekret rekordowo wysokiej emerytury. To dlatego otrzymuje niemal 19 tys. zł
"Super, że w końcu schudła". Zając postawiła granicę po oburzających słowach Krawczyka
Coraz bliżej siebie? Wiśniewski wymownie o relacji z Mandaryną
Bezlitosne komentarze po koncertach Podsiadły. "Nie umie śpiewać". Piosenkarz zareagował
Córka Englerta ma trzy piosenki, ale zaśpiewa na Open'erze. W tle koneksje?