"Od przedszkola do Opola" pomógł wielu młodym talentom spełnić swoje największe marzenie - mowa o wystąpieniu na scenie w telewizji. Uczestnikami show były dzieci, których zadaniem było wykonanie hitów gwiazd polskiej sceny muzycznej. W formacie zobaczyliśmy między innymi Sylwię Grzeszczak, której kariera bardzo się rozwinęła od czasu emisji programu. Co na temat kulis dowiadujemy się od legendarnego prowadzącego?
Michał Juszczakiewicz kojarzony jest z takimi produkcjami jak "Gorączka", "Człowiek z żelaza", "Miś" i "Czułe miejsca". Największą popularność przyniósł mu jednak wspomniany program. - Ustaliliśmy, że prowadzącym powinien być aktor. Zaczęło się szukanie i wtedy się okazało, że najbardziej zorientowaną osobą w temacie jestem ja. Chciałem reżyserować, więc zgodziłem się na prowadzenie, pod warunkiem objęcia reżyserii - mówił Juszczakiewicz w rozmowie z "Rewią". Z kolei w najnowszym wywiadzie aktor odkrył kilka nieznanych tajemnic dotyczących programu. Uczestnicy "Od przedszkola do Opola" mogli liczyć na upominki, które były bardzo atrakcyjne.
To były zabawki od sponsorów, potężne misie-przytulanki, czasami jakieś drobne instrumenty muzyczne, walkmany
- wyznał prowadzący dla RMF "OK! Boomer".
Widzowie, którzy stale śledzili format, na pewno pamiętają "krzykomierz" czy też "oklaskomierz" działający w enigmatyczny sposób. Występy dzieci w "Od przedszkola do Opola" oceniane były bowiem poprzez natężenie owacji publiczności, zliczanych za pomocą wspomnianego urządzenia. Jak ono działało? Po latach wszystko stało się jasne. - To był żywy człowiek w środku! Doktor nauk o dźwięku z Politechniki Gdańskiej, który przychodził ze swoją tajemniczą walizeczką, w której miał decybelomierz. I ponieważ, chyba na początku, koszty były tak duże, że producent postanowił przyoszczędzić, więc nie stworzyliśmy urządzenia w środku, które automatycznie mierzy ten poziom dźwięku. Pośrednikiem między decybelomierzem a brawami na widowni był pan inżynier - ujawnił aktor. - On tam cichutko wchodził do tej budki do środka, miał krzesełko, miał otworek, przez który wystawiał końcówkę decybelomierza i rozpoczynał mierzenie. Było opóźnienie, on nas informował po jakimś czasie, czasem po sekundzie czy po dwóch. Trzeba pamiętać, że to był jednak pomiar naukowy - dodał. Spodziewaliście się takiego rozwiązania? Zdjęcia z tego kultowego formatu znajdziecie w naszej galerii.
To zwróciło uwagę ekspertki w stylizacji Kosiniak-Kamysz. Takich słów nikt się nie spodziewał. "Tego nie da się kupić"
Posłanka PiS udawała, że rozmawia przez telefon. Nie do wiary, co zrobił dziennikarz TVN24. "Pozamiatał"
Przyjaciółka Dody opowiedziała o walce z rakiem trzustki. To był pierwszy niepokojący objaw
Zastrzyki z silikonu zdeformowały jej twarz. Teraz Polka pokazała efekty pierwszej operacji. "W końcu widać oczy"
Mundialowy hit dzieli kibiców. Zły wybór? Shakira nie chciałaby usłyszeć, co powiedział nam Marek Sierocki
Kto zastąpi Kusego i Japycza? Reżyser "Rancza" zabrał głos i mówi wprost
Za cztery dania w restauracji w Hotelu Gołębiewskim w Pobierowie zapłacił 239 zł. "Wielce się nie najadłem"
Julia Suryś wzięła ślub. Jej suknia ślubna zachwyca
Cichopek w krwistej czerwini na Gali Woman Power. Uwagę zwracają buty Kurdej-Szatan. Boli od samego patrzenia