Na co zmarła Tina Turner? W leczeniu zrezygnowała z konwencjonalnej terapii

Tina Turner bardzo długo chorowała m.in. na raka jelita grubego, czyli jeden z najgroźniejszych i najgorzej rokujących typów nowotworów. Długo odmawiała leczenia i wybierała alternatywne metody radzenia sobie z chorobą jak m.in. homeopatia. Po latach przyznała, że była to jedna z najgorszych decyzji w jej życiu.

24 maja 2023 roku media obiegła informacja o śmierci Tiny Turner. 83-letnia 'królowa rock'n'rolla' zmarła po długiej chorobie w domu w Kusnacht, w pobliżu Zurichu. "Świat stracił legendę muzyki i wzór do naśladowania" - poinformował rzecznik piosenkarki. Jej przeboje takie jak "We Don't Need Another Hero", czy "The Best" na zawsze zapisały się w historii muzyki. Wokalistka nie miała łatwego życia. Była ofiarą przemocy domowej i pochowała dwóch ukochanych synów. Pierwszy popełnił samobójstwo, a drugi poważnie chorował. Sama Turner także walczyła z wieloma chorobami. Co było przyczyną jej śmierci?

Zobacz wideo Ewa Farna odpowiada na hejt nietypowej fryzury

Tina Turner przerwała leczenie i wybrała terapię alternatywną. "Znalazłam się na krawędzi życia i śmierci"

Tina Turner jeszcze w 2013 roku przeszła udar mózgu. Piosenkarka była wtedy zaledwie kilka tygodni po drugim ślubie. Musiała uczyć się od nowa podstawowych czynności jak np. chodzenie. Niedługo potem zdiagnozowano u niej nowotwór jelita grubego. To jeden z najbardziej przebiegłych rodzajów raka, bo na początku nie daje prawie żadnych objawów, stąd trudno go wykryć. Większość osób sięga po poradę lekarską, kiedy dolegliwości bólowe są już tak silne, że utrudniają normalne funkcjonowanie. A w takim stadium jest już przeważnie za późno, aby powstrzymać dalszy rozwój choroby. Na szczęście w przypadku Turner nowotwór wykryto we wczesnym stadium, co dawało lepsze rokowania. Najważniejszym narzędziem w walce z chorobą była chemioterapia, ale wokalistka bardzo źle ją znosiła. Właśnie dlatego zdecydowała się przerwać leczenie i spróbować alternatywnych metod w walce z rakiem. Była to jednak bardzo zła decyzja, co sama przyznawała potem w wywiadach.

Kolejnym problemem okazało się nadciśnienie, które miało katastrofalne konsekwencje dla nerek. Jeszcze 9 marca na Instagramie pojawił się jej wpis z okazji Światowego Dnia Nerek, w którym przyznała, że przez rezygnację z konwencjonalnych metod leczenia odebrała sobie szansę na zdrowe życie. "Moje nerki stały się ofiarami tego, że nie zdawałam sobie sprawy, że moje nadciśnienie powinno być leczone konwencjonalną medycyną. Nie chciałam zmierzyć się z rzeczywistością i przez to naraziłam się na ogromne niebezpieczeństwo. Mój organizm potrzebuje codziennej, trwającej całe życie terapii lekami. Zbyt długo miałam przeświadczenie, że te problemy zdrowotne mnie ominą, a moje ciało jest niezniszczalne" - stwierdziła. W 2017 roku przeszła przeszczep nerki, którą dostała od swojego drugiego męża. Rzecznik piosenkarki nie podał w oświadczeniu bezpośredniej przyczyny jej śmierci, ale można wysnuć przypuszczenie, że schorowany organizm Tiny Turner nie miał już siły dalej walczyć.

W wyniku swojej ignorancji znalazłam się na krawędzi życia i śmierci - przyznała w jednych z wywiadów.
 

Tina Turner była ofiarą przemocy domowej. Kiedy odeszła od niego była przekonana, że to koniec kariery

Tina Turnera poznała swojego pierwszego męża Ike'a Turnera w jednym z klubów. Jak sama mówiła w wywiadach, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Noc poślubną spędzili w agencji towarzyskiej. "Siedziałam tam, w tym plugawym miejscu, zerkając na Ike'a kątem oka, i zastanawiałam się, czy to naprawdę mu się podoba i jak to możliwe. To wszystko było odrażające" - wspominała artystka w rozmowie z "Daily Mail". Razem stworzyli zespół Ike & Tina Turner, który szybko zyskał ogromną popularność. Niestety mąż wokalistki miał problemy z uzależnieniami, miał ataki agresji i wyżywał się fizycznie i psychicznie na żonie. Sterroryzowana Tina długo zbierała się do odejścia. Wokalistka miała nawet myśli samobójcze. Odeszła w 1976 roku kiedy Ike pobił ją do krwi. Myślała, że to koniec jej kariery. Stało się jednak zupełnie inaczej. Więcej przeczytasz tutaj

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.