Zjawisko nauczycieli, którzy stają się influencerami, to jeden z najbardziej wyrazistych trendów współczesnej edukacji i mediów społecznościowych. Jedną z takich osób jest Joanna Jasitczak, nauczycielka historii, której profil na Instagramie obserwuje ponad 60 tys. osób, natomiast na TikToku zgromadziła społeczność liczącą ponad 260 tys. użytkowników. Jej materiały zebrały tam łącznie ponad 10,5 mln polubień. 1 września, czyli w dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego, postanowiliśmy zapytać influencerkę o kulisy jej drogi od nauczycielki do twórczyni internetowej. Jak obecność w mediach społecznościowych wpłynęła na jej relacje z uczniami, a także na sposób, w jaki postrzegają ją inni nauczyciele i pedagodzy?
Twórczość Joanny Jasitczak nie ogranicza się wyłącznie do treści edukacyjnych i historycznych. W przystępny sposób tłumaczy uczniom poszczególne zagadnienia, ale jednocześnie tworzy materiały odwołujące się do dobrze znanych odbiorcom wspomnień i sentymentów z przeszłości. Szczególną popularnością cieszą się nagrania, w których wciela się w stereotypową dziewczynę z początku lat 2000. i z przymrużeniem oka odtwarza charakterystyczne dla tamtych czasów zachowania, modę, kulturę i codzienne zwyczaje.
Przygoda Jasitczak z internetem rozpoczęła się na długo przed erą Instagrama i TikToka. Lata temu, gdy określenie "influencer" dopiero zaczynało pojawiać się w powszechnym użyciu, nauczycielka tworzyła już filmy na YouTubie. Jak sama przyznaje, wówczas nie przejmowała się szczególnie tym, jak jej internetową działalność odbierają uczniowie czy inni nauczyciele. - Uczyłam wtedy w szkole i nie stanowiło dla mnie większego problemu to, co myślą o mnie uczniowie i nauczyciele. Może zastanawiałam się nad tym, ale przeważyła chęć tworzenia filmów - zaczęła w rozmowie z Plotkiem.
Doświadczenie przed kamerą zdobyła jednak jeszcze wcześniej. Kiedy otrzymała propozycję pracy w dużej stacji telewizyjnej, atrakcyjniejsze zarobki okazały się dodatkowym argumentem, by spróbować swoich sił w mediach. W tamtym okresie pojawiły się u niej również pierwsze oznaki wypalenia zawodowego. Z czasem Jasitczak postanowiła połączyć swoje zainteresowanie tworzeniem materiałów wideo z wykształceniem i doświadczeniem nauczycielskim. Wróciła do pomysłu, który narodził się jeszcze w latach 90.
Przypomniałam sobie marzenie z lat 90. Gdy uczyłam się, moją zmorą był podręcznik. To sprawiło, że nienawidziłam się uczyć historii i miałam marzenie, aby móc włączyć filmik i wszystkiego nauczyć się z niego - podręcznika w wersji filmowej. Wyłożyłam wszystkie karty na stół i zaczęłam to realizować
- wyjaśniła influencerka. Dodała, że odzew na jej działalność był bardzo szybki. Jej materiały z czasem zaczęły trafiać nie tylko do internetowych odbiorców, lecz także do szkolnych klas. Jak podkreśliła nauczycielka, jej filmy do dziś są wykorzystywane podczas lekcji historii. - Moje filmiki do tej pory są odtwarzane na lekcjach historii w szkole. Co więcej, od września 2026 roku są też dołączane do podręczników. Czwarta klasa podstawówki będzie mnie miała na co dzień na lekcjach - powiedziała.
W takim razie pojawia się pytanie, jak nową drogę życiową Jasitczak odebrali nauczyciele i uczniowie. Okazało się, że jej decyzja wzbudziła spore emocje wśród społeczności szkolnej. - Jako że uczyłam w liceum, sporo uczniów mam w znajomych na Facebooku. Zaczęli do mnie pisać, że fajnie i super. Wydźwięk był bardzo pozytywny. Bardzo mi kibicowała także promotorka mojego doktoratu - wspominała.
Co ciekawe, choć Jasitczak nie przywiązywała większej wagi do opinii innych, zwróciła uwagę na jeszcze jedną kwestię. Jak zauważyła, historycy, mimo ogromnej wiedzy, którą mają, często zmagają się z lękiem przed publicznym przemawianiem. - Najchętniej to bym się schowała pod ziemią, bo historycy mają to do siebie, że strasznie się stresują, bo są rozliczani z każdego słowa. To powoduje, że ich wiedza zamyka się w obrębie ich ciała. Co z tego, że tracą lata na zdobywanie wiedzy, jeśli później jej nie przekazują dalej - wytłumaczyła.
Wspomniane obawy wiązały się również z tym, że treści związane z historią według naszej rozmówczyni spotykają się w przestrzeni publicznej z dużą krytyką. - Robiłam nawet scenki rodzajowe, przebierałam się za postaci historyczne. Ale gdy urodziłam dziecko, chciałam od tego odpocząć i trochę się z tego wycofać. Dlaczego? Treści historyczne są "hejterogenne". W komentarzach toczy się dyskusja: ona się nie zna, co ona może wiedzieć, nie żyła w tamtych czasach - tłumaczyła influencerka.
W czasie przerwy od nagrywania internetowych treści o historii wydarzyło się jednak coś, co sprawiło, że działalność internetowa Jasitczak poszła w zupełnie innym kierunku. - Na TikToku zobaczyłam filtr, który zmienia twarz. Pomyślałam: kurde, wypisz, wymaluj, ciotka Teresa. Nagrałam na spontanie filmik o typowej ciotce na polskim weselu. On stał się viralem i zaczął żyć swoim życiem - wspominała. Jak dodała, filtr stał się również sposobem na zachowanie anonimowości. Dzięki niemu mogła tworzyć treści bez obawy, że zostanie rozpoznana jako "pani doktor". - Ludzie nie za bardzo mnie rozpoznawali, bo miałam filtr na twarzy. Mogłam się totalnie wyżyć - stwierdziła.
W efekcie dziś Joanna Jasitczak rozwija dwa równoległe profile na Instagramie - jeden poświęcony historii, @joanna_jasitczak_tu_historia, oraz drugi, utrzymany w bardziej komediowym tonie -@joannajasitczak.
Najważniejszym wnioskiem z naszej rozmowy z Joanną Jasitczak jest to, że decyzja o postawieniu wszystkiego na jedną kartę ostatecznie pozwoliła jej na nowo odkryć radość z wykonywania zawodu nauczyciela. Porzucenie prowadzącej do wypalenia pracy w tradycyjnej szkole oraz przeniesienie działalności do internetu umożliwiło jej połączenie dwóch pasji: aktorstwa i nauczania historii. Dzięki temu dziś może realizować swoją wizję edukacji, która narodziła się jeszcze w latach 90.
Praca w internecie pozwoliła mi na nowo zakochać się w nauczycielstwie. Robię dokładnie to, jak wyobrażałam sobie zawód nauczyciela w latach 90. Dziś można za pomocą nagrania zabrać kogoś do czasów, którego go ominęły, bez czytania podręcznika
- wyjaśniła Jasitczak.
Jej zdaniem nowoczesne formy przekazywania wiedzy mogą sprawić, że historia przestanie kojarzyć się wyłącznie z zapamiętywaniem dat i wydarzeń. Wykorzystanie obrazu, muzyki czy filmu pozwala bowiem angażować odbiorców w zupełnie inny sposób. - Muzyka, film, obraz oddziaływają dużo bardziej na zmysły. Można to wykorzystywać w nauce historii, żeby nie były to tylko daty do wykucia na pamięć, ale żeby nauka była życiowa - podsumowała. Jak widać, jej metoda przynosi konkretne rezultaty. Wyniki maturzystów są tego najlepszym potwierdzeniem. - Moi uczniowie osiągają na maturze wysokie wyniki - od 85 do 96 proc. - podsumowała.
Szelągowska uderzyła w Jabłczyńską. Nazwała ją "złym człowiekiem". Teraz aktorka pokazała wiadomości od Grocholi
Dom Jerzego Połomskiego trafił w ręce Mirucia. Dopiero podczas remontu zobaczył, co w nim drzemie
Jabłczyńska ujawnia kulisy rozmów z producentami "Nigdy w życiu". "Nigdy na to nie dostałam odpowiedzi"
Książulo poszedł zjeść w ZOO i rozpętał aferę. "Jak zgniłe". Ogród już mu odpowiedział
Policja przekazała nowe informacje ws. zaginięcia Witolda Płóciennika. "Dla pewności przeszukamy..."
Ława przysięgłych zabrała głos w sprawie Lindsay Clancy. Jest oskarżona o zabicie trójki dzieci
Prowadzący Polsatu w Kanale Zero. Stanowski zabrał głos
Brad Pitt znów uderza w Angelinę Jolie. Zaczął ją rozliczać
Nowe informacje w sprawie poszukiwań Witolda Płóciennika. Jest komunikat policji