Alicja Janosz: Józefowicz krzyknął na mnie tylko raz. Na oczach wszystkich. Później długo płakałam

- Żadne dziecko nie jest w pełni gotowe na ogromny stres towarzyszący ciągłej selekcji i ocenie. Castingi, w których koledzy i koleżanki z dnia na dzień odpadają. Presja przed premierą. Lęk, czy sprosta się wymaganiom dorosłych profesjonalistów - pisze Alicja Janosz w cyklu Plotka "Gwiazdy piszą".
Alicja Janosz
East News

Dzieci w talent show to dobry pomysł czy nie? Pomijając występy w przedszkolu, śpiewanie w kościele czy na rodzinnych przyjęciach, na pierwszy Festiwal Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej w Sosnowcu pojechałam, gdy miałam osiem lat. Pamiętam siebie w kolorowej, bardzo szerokiej sukience. Do tego ogromne okulary w stylu małej Natalii Kukulskiej czy (już nie małej) Eli Zapendowskiej. Wyglądałam uroczo, choć wtedy pewnie wolałam wyglądać poważnie. Śpiewałam piosenkę "Jestem Gabrysia, mam brata Krzysia", gestykulując przy tym jak moja ukochana już wtedy Whitney Houston. W jury zasiadał m.in. Jose Torres - ten sam, z którym dziś mijam się we Wrocławiu. Jurorzy musieli wtedy skręcać się ze śmiechu. Dostałam Grand Prix, czyli najważniejszą nagrodę całego festiwalu i po raz pierwszy poczułam smak wygranej. Pokochałam scenę i postanowiłam, że będę piosenkarką. 

Zobacz wideo Czy Alicja Janosz dalej ma kontakt z uczestnikami "Idola"?

Później wszystko potoczyło się lawinowo. Kolejne festiwale w Polsce, a nawet odwiedziłam Łotwę i Włochy - m.in. festiwal Il Tralcio d’oro w Bari, gdzie razem z przyjaciółką Zuzią Madejską wygrałyśmy swoje kategorie. Był też Radom, festiwal Gama '98, kolejne Grand Prix i przełom: wypatrzył mnie Janusz Józefowicz, który reżyserował koncert galowy festiwalu, emitowany w telewizji

Nagle trafiłam do pierwszej dziecięcej ekipy tworzącej legendarny musical "Piotruś Pan". Genialna muzyka Janusza Stokłosy, libretto wielkiego Jeremiego Przybory i reżyseria Janusza Józefowicza. Dla dziewczynki z prowincji to był inny świat. Przeniosłam się do Warszawy, zamieszkałam w pokojach gościnnych Teatru Muzycznego Roma bez rodziców. Z jednej strony, absolutna magia. Próby od rana do nocy, akrobatyka, szermierka, tańce, aktorstwo, grupowe i indywidualne lekcje śpiewu. Przy pianinie wspaniały Krzysztof Herdzin, wokalu najczęściej uczyli nas Piotr Hajduk i Elżbieta Zapendowska. Wpadała Iwona Zasuwa - znakomita wokalistka, która od lat śpiewa z moją ukochaną Kayah. Mieliśmy wspaniałych nauczycieli, a na scenie spotykaliśmy się ze znakomitymi aktorami, tancerzami i muzykami, od których mogliśmy czerpać. Kostiumy, perukarnia, garderoby - to wszystko było niedostępne dla zwykłych dzieci, a stało się naszym ekosystemem. Dla małego dzieciaka chłonącego sztukę to była szkoła życia i fachu od najlepszych z najlepszych. I również przygoda rodem z bajki. Razem ze mną dzielili ją moi przyjaciele, m.in. Natalia Rybicka (świetna aktorka), Marcin Sójka (moja dziecięca sympatia, a dziś znakomity wokalista), Adam Fidusiewicz (aktor) czy Alex Baczyński-Jenkins (choreograf, performer i współzałożyciel kolektywu KEM). 

Ale była też druga strona medalu. Ta, o której rzadko mówi się w programach telewizyjnych. Są one emocjonalne i trudne dla dorosłych, a co dopiero dla dzieci. Ceną za ten zachwyt była wczesna rozłąka z rodzicami i nagła utrata poczucia bezpieczeństwa. Żadne dziecko nie jest w pełni gotowe na ogromny stres towarzyszący ciągłej selekcji i ocenie. Castingi, w których koledzy i koleżanki z dnia na dzień odpadają. Presja przed premierą. Lęk, czy sprosta się wymaganiom dorosłych profesjonalistów. Czy się nie pomylisz, czy twój występ spodoba się publiczności. Pamiętam doskonale, jak przy nas, dzieciach, Janusz Józefowicz potrafił przyjść za kulisy po spektaklu (nikt nie wiedział, że jest na widowni) i mówić do dorosłych aktorów czy tancerzy: "Ty, ty i ty, graliście dzisiaj za pół stawki". Ochrzaniał ludzi podczas prób, nie cedząc słów i nie zważając, że wokół są dzieci. 

Na mnie krzyknął tylko raz, podczas przygotowań do finałowego koncertu festiwalu, o którym wspomniałam. Ustawiał wykonawców na scenie, a że byłam malutka i zaniżałam poziom (jestem przekonana, że tylko wzrostu), kazał mi stanąć na ławce. Czułam się skrępowana i bardzo zawstydzona, ale nie miałam odwagi się sprzeciwić. Podczas przerwy, kiedy odwrócił się - ja, chcąc zapaść się pod ziemię - natychmiast zeszłam z ławki. Zauważył to i ochrzanił mnie na oczach wszystkich. Później długo płakałam. Pamiętam to do dziś. Wtedy chyba po raz pierwszy dostałam sygnał od otoczenia, że jestem zbyt wrażliwa na tę branżę - co dziś brzmi dla mnie absurdalnie. Bo wina nie leżała po stronie mojej wrażliwości, a po stronie dorosłego, który nie radził sobie z własną wybuchowością. A że otoczenie traktowało reżysera jako nadczłowieka i pozwalało mu na więcej... To kolejny problem. 

Z perspektywy dojrzałej osoby, która od lat pracuje z dziećmi, uważam, że w branży artystycznej zawsze powinien być psycholog, który będzie oferował im profesjonalne wsparcie. O bezprzemocowej komunikacji, niezawstydzaniu i nieupokarzaniu dzieci już nie wspomnę. Mam ogromną nadzieję, że dziś przy programach typu talent show dorośli, pracujący z małoletnimi, są bardziej świadomi i wspierający wobec dzieci. 

Z powodu takich doświadczeń napisałam piosenkę "Mam głos" (pochodzi z projektu "Alicja Janosz Dzieciom"). A w tym projekcie (uwaga, autopromocja - płyty, książki, koncerty, więcej na www.alicjajanoszdzieciom.pl - koniec reklam), przemycam w tekstach treści, które budują zdrowe poczucie wartości. Słowa drugiej zwrotki kieruję do dorosłych: Pamiętaj, pamiętaj, to, co mówisz ty. I w jaki sposób - to mnie uczy, jak żyć. Co myśleć o sobie, i czy zdołam kochać siebie. Z zaletami i wadami, które zawsze są we mnie. W każdym człowieku ocean barw. Głębiny otchłań i rafa koralowa. Akceptuj, akceptuj każdy dziecięcy głos. Co ma prawo przybrać własny ton.

Pracując z dziećmi podczas warsztatów wokalnych czy zasiadając w jury różnych festiwali, zawsze staram się wspierać najmłodszych i przypominać im, że śpiewanie samo w sobie jest celem i wartością, niezależnie od braw, nagród czy opinii innych, jakimikolwiek ekspertami by nie byli. To ogromna odwaga, stanąć na scenie i zaśpiewać. Głos jest najczulszym i najdelikatniejszym z instrumentów na świecie. Jest językiem duszy. Nie sposób ukryć w nim emocje. Dlatego tak nas porusza i zachwyca. Bo spotyka nas ze sobą na poziomie serc.

Ale też obnaża nas i pozbawia jakiejkolwiek ochrony. A ludzie bywają niestety okrutni, także względem dzieci, co uważam za jedną z największych porażek tego nieprzyzwoitego dziś świata. Dobrze wiem, jak te chwile na scenie są ważne w życiu dzieci i jak mocno mogą wpływać na ich poczucie własnej wartości. Dlatego apeluję do rodziców zdolnych dzieciaków, które marzą o scenie i karierze - bądźcie obecni i uważni. Stawajcie w obronie waszych dzieci i nie bójcie się prosić o wsparcie dobrych psychoterapeutów, nawet profilaktycznie. Bo jeśli sami nie przeszliście tej drogi, nie macie pojęcia, z czym przyjdzie się mierzyć waszym skarbom. Żadna kariera nie jest warta spokoju ducha i zdrowia psychicznego naszych dzieci. Mówię to z pełną świadomością, jako mama i dojrzała, niezależna artystka, kiedyś dziecięca gwiazdeczka. 

Czy więc dzieci w talent show to dobry pomysł? Nie ma prostej odpowiedzi "tak" lub "nie". Występy i rozwijanie pasji są piękne, jeśli wynikają z czystej chęci dziecka, a nie ambicji rodziców. Jednak kluczem jest mądra ochrona i wsparcie. Dziecko na scenie może błyszczeć jak gwiazda, pod warunkiem że po zgaśnięciu reflektorów ma dokąd wrócić - do bezpiecznego domu, ramion rodziców i zwyczajnego, nieocenionego dzieciństwa, w którym dziecko nie musi nic udowadniać ani być dzielne.

Więcej o: