Poruszające słowa żony Morozowskiego: Jędruś, żegnaj, kochanie, mój najdroższy człowieku

"Bez ciebie już nic nie będzie takie samo" - napisała Agata Nowakowska w pożegnalnym liście do Andrzeja Morozowskiego. Podczas uroczystości pogrzebowych słowa żony dziennikarza odczytał jej brat Krzysztof Nowakowski.
Andrzej Morozowski
Kapif

14 sierpnia na warszawskich Powązkach Wojskowych odbyły się uroczystości pogrzebowe Andrzeja Morozowskiego. W pożegnaniu dziennikarza uczestniczyli jego bliscy, przyjaciele, współpracownicy oraz przedstawiciele świata mediów. Następnie, zgodnie z wolą rodziny, Morozowski zostanie pochowany na cmentarzu w Pyrach podczas kameralnej, prywatnej ceremonii. Podczas uroczystości na Powązkach odczytano również list jego żony, Agaty Nowakowskiej, która w poruszających słowach pożegnała męża.

Zobacz wideo Jak kiedyś wyglądała praca dziennikarza sejmowego. Opowiada Andrzej Morozowski

Żona Andrzeja Morozowskiego podziękowała stacji TVN24. "Nie zostaliśmy sami"

W imieniu żony dziennikarza list odczytał jej brat Krzysztof Nowakowski, a więc szwagier Andrzeja Morozowskiego. W liście podkreślono, jak przemiany, których Morozowski był świadkiem, wpłynęły na jego podejście do dziennikarstwa i rozmów z politykami. - W jego postawie wobec rozmówców i sposobie, w jaki wykonywał swój zawód, widać było mocny wpływ etosu opozycji z lat osiemdziesiątych i pierwszych lat wolności. Miał umiejętność krytycznego i uważnego słuchania i odwagę do zadawania trudnych pytań, ale także potrafił powściągnąć swój osąd, żeby nie powiedzieć czegoś za dużo i przejść przez granicę, gdzie dalsza rozmowa będzie już niemożliwa - wspominała żona dziennikarza w liście. 

Był szczęśliwy w tym oku cyklonu. W tamtych czasach nie było przeciętnych polityków, to były osobowości, mężowie stanu, którzy w sprawach ważnych dla Polski potrafili porozumiewać się ponad podziałami, nawet wbrew partyjnym interesom. Ale też byliśmy po prostu młodzi

- dodała. Następnie w liście przypomniano decyzję Morozowskiego o przejściu do powstającej wówczas stacji TVN24 i jego wieloletnią więź z telewizją. - W 2001 roku Andrzej zdecydował się przejść do nowo powstającej telewizji TVN24 i znalazł tam dom na kolejne 25 lat. Gdy był zdrowy, mówił, że chce pracować do osiemdziesiątki albo i dłużej. Nie rozumiał, czym jest wypalenie zawodowe, bo on ciągle był ciekawy, ciągle głodny polityki - odczytano podczas uroczystości pogrzebowych. "Nawet po pracy najbardziej lubił spotykać się ze znajomymi, żeby jeszcze przedyskutować i porozmawiać o tym, co się tego dnia w polityce wydarzyło. O jego pracy w telewizji powiedzą inni. Chciałam jednak bardzo podziękować stacji TVN24 za to, jak pięknie zachowała się w chorobie Andrzeja. Nie zostaliśmy z tym sami - usłyszeli żałobnicy. 

W liście wspomniano również osoby ze stacji, które pomagały Morozowskiemu wrócić przed kamerę mimo postępującej choroby. "Brygida Grysiak przekonała go do próby powrotu do pracy, chociaż na jeden dzień, a Sandra Samos jako wydawczyni zapraszała takich gości i tak przygotowywała program, że jak mówił Andrzej, sam by się poprowadził. Przez ostatnie miesiące Andrzej zwykle źle się czuł, często po prostu spał. W dniu programu, w czwartek rano, stawał się innym człowiekiem. Głos miał mocniejszy, sylwetkę wyprostowaną, dziarskość w ruchach. Gdy wracał, znowu był chory" - wyznała żona dziennikarza.

Żona Andrzeja Morozowskiego o jego chorobie. "Bez ciebie już nic nie będzie takie samo"

Następnie pojawił się bardziej osobisty portret dziennikarza - jego stylu, zainteresowań i codziennych przyzwyczajeń. - Był bez wątpienia nieco oldschoolowy. Lubił trzyczęściowe garnitury i szpilki do krawata. Nigdy nie założył mediów społecznościowych. Bał się, że jak się wciągnie, będzie tracił czas na głupstwa. Bardzo dużo czytał. Tak go widzę, gdy zamykam oczy. Z książką, z czytnikiem w łóżku, w samolocie, na plaży. Interesował się historią, ale nie gardził dobrym kryminałem czy powieścią marynistyczną. Opowiadał stare dowcipy - odczytał szwagier dziennikarza. 

Wspomnienie skierowało się następnie w stronę rodziny i relacji Morozowskiego z synem. "Ten chłopięcy rys sprawiał, że świetnie się dogadywał z naszym synem. Był cudownym, bezwarunkowym, kochającym ojcem. Ojcostwo uważał za jedno z najważniejszych doświadczeń w swoim życiu. Był wielkim optymistą. Nie rozpamiętywał gorszych chwil. Był wyrozumiały wobec ludzi. Często się śmiał, a nawet zarykiwał ze śmiechu, bo śmiech miał głośny i zaraźliwy" - wspominała Nowakowska.

W końcowej części listu żona dziennikarza wspomniała o chorobie męża i jego świadomości, że może nie mieć przed sobą wiele czasu. "O swojej chorobie powiedział tyle, że wygląda na to, że nie będzie długo żył. Martwił się, jak dam sobie radę" - wyjawiła. Na zakończenie podziękowała przyjaciołom i znajomym za obecność oraz wsparcie, jakie okazali jej i rodzinie w najtrudniejszych miesiącach. "Na koniec chciałabym bardzo podziękować naszym przyjaciołom i znajomym. Byliście w tym czasie z nami, czuliśmy waszą troskę i autentyczne zainteresowanie. Wasza obecność dodawała nam sił i odrywała od choroby" - napisała.

Jędruś, żegnaj kochanie, mój najdroższy człowieku, przyjacielu, mężu. Bez ciebie już nic nie będzie takie samo

- podsumowała.

Więcej o: