Przygodę z telewizją zaczęłam 20 lat temu, jakimś kaprysem losu, którego zupełnie się nie spodziewałam. Mi ten los dał propozycję wystąpienia w charakterze ekspertki w programie "Rozmowy w toku" w roku 2006, kiedy telewizja była potęgą. W roku, w którym ekspert medialny był dla mnie naprawdę kimś. Autorytetem obdarzonym mądrością, wiedzą i wszystkimi przymiotami, do których mi było daleko. Miałam 26 lat, studia doktoranckie, etat w szpitalu i świeżo poślubionego męża. Zaproszenie, rzecz jasna, przyjęłam, i jechałam na nagranie z ogromną ekscytacją, lecz trochę i z syndromem oszusta - bo gdzie mi tam do autorytetów. Pamiętam, że byłam odstrzelona w wyjściową sukienkę, miałam pustkę w głowie i przekonanie, że to przygoda życia.
Ta przygoda trwała dziesięć lat i po kolejnych dziesięciu nadal ma wpływ na moje życie. Dodajmy, że czasami był to wpływ dość trudny. Myślicie, że emisja pierwszego odcinka dała mi rozpoznawalność? Nie. Rozpoznawalność przyszła znacznie później, wręcz po kilku latach. Czasami polegała na pokazywaniu mnie palcem na ulicy: "O, to ta gruba z 'Rozmów w toku'" - mówili. Czasami na czyjejś ekscytacji i prośbie o wspólne zdjęcie lub autograf. Opinię publiczną podzieliłam łatwiej niż partie polityczne - dla jednych byłam mądra, dowcipna i inteligentna, dla drugich sepleniąca kretynka, która krzesło eksperckie zajmuje przypadkiem. Ale zawsze "ta gruba".
Dzisiaj, po dziesięciu latach od zakończenia emisji, cień "Rozmów w toku" nadal mi towarzyszy. Pod hasłem: "ale się zmieniła" albo "mózgu ubyło". Oczywiście, że się zmieniłam, w końcu minęło 20 lat. 20 lat doświadczeń, dorosłości, zmian prywatnych i zawodowych. Byłoby jednak niepokojące, gdybym się nie zmieniła i w wieku średnim funkcjonowała tak jak w początkach dorosłości. Moda się zmieniła, to i ja ubieram się inaczej. Ciało się zmieniło, bo jest mnie dokładnie 100 kg mniej. No i przede wszystkim ubieram się w to, co chcę. Nie ciąży nade mną dress code telewizji, który zabraniał zbyt głębokich dekoltów, wzorów (których ówczesna technologia nie unosiła) czy konieczności wpisania się w konwencję. W studio telewizyjnym nie ma miejsca na przypadek. Nawet jak czegoś nie dopilnowałam, to w ruch szły zasoby garderoby TVN.
Czy to była ciężka praca? Przeciwnie, dokładnie przeciwnie. Czasami irytująca, bo telewizja to wieczne czekanie i wieczne obsuwy, ale lekka i na ogół przyjemna. Jak się znosi negatywne komentarze? Najpierw boleśnie, lecz potem przestaje się je zauważać. Dla opinii publicznej jestem "ta gruba, co schudła i jej odwaliło". Myślicie, że to skarżenie się? Pomyłka. Bycie tą, której "odwaliło", daje cudowny komfort, bo mogę robić, co mi się żywnie podoba. W końcu mi "odwaliło", więc zero zdziwienia. Kolejny wygłup starzejącej się baby, starzejącej się z refleksją, że w mediach pojawiłam się w roli merytorycznej, ale szybko okazało się, że większe znaczenie ma moje ciało. Zawsze nie dość dobre, bo najpierw: "niech ta gruba schudnie", a później: "czemu schudła?". Lata temu: "niech chowa to cielsko", a teraz: "niech chowa, bo stare, obwisłe i wytatuowane".
Rozpoznawalność daje mnóstwo korzyści, ale nie daje ich za darmo, bo odbiera coś niezwykle ważnego. Tożsamość. Przestajesz być Aleksandrą Sarną, jesteś tą z "Rozmów w toku", która rozczarowuje, bo jest inna. Nawet nie wiecie, jak fajnie jest kogoś znowu rozczarowywać. Zwykle do tego mamy rodziców, ale moi od dawna nie żyją.
Czy czegoś żałuję? Nie. Co do zasady nie robię rzeczy, których miałabym żałować. Czy coś mnie zaskoczyło? Jak zawsze, ludzie. Ale w drugim człowieku zawsze najbardziej lubię to, że codziennie potrafi mnie zaskakiwać. A to, że nie spełniam oczekiwań? Mam w tym 46 lat doświadczenia, nawet własnych nie spełniam, a co dopiero cudzych. I po 20 latach w mediach jestem tym facetem, który zbiera kupy słonia z areny, ale pytany, czemu nie zmieni tej roboty, otwiera oczy zdumiony i pyta: "ale jak to, porzucić show-biznes?".
PS. Na czole mam botoks, a nie zaburzenia, i tak, wiem, że mam niedowagę. Gdyby mi ktoś 20 lat temu powiedział, że będę walczyła o każdy dodatkowy kilogram, to raczej bym nie uwierzyła. Jestem psycholożką, to akurat wynika z płci, że -lożką, a nie -logiem. Bycie kobietą nie odbiera mi wiedzy, w moim zawodzie posiadanie penisa nie jest obowiązkowe, a używanie go - kategorycznie zakazane. U psychiatry bywam - regularnie, od lat leczę depresję, co nie sprawia, że powinnam porzucić zawód. Psycholożka może chorować na depresję, onkolog może cierpieć na chorobę nowotworową - zakazu nie ma.
Aleksandra Sarna jest psycholożką, seksuolożką i psychoterapeutką. Medialną rozpoznawalność zyskała dzięki emitowanemu w latach 2000-2016 programowi "Rozmowy w toku", w którym pojawiała się w roli ekspertki. Komentowała poruszane w talk-show tematy i dzieliła się poradami z zapraszanymi do programu gośćmi.
Ciary żenady od pierwszych minut wyborów Miss Polski 2026. Czy cofnęłam się do lat 90.?
Aleksandra Sarna: Pokazywali mnie palcem na ulicy i mówili: O, to ta gruba z "Rozmów w toku"
Tak dziś wygląda "Pan Lotto". 79-letniego Ryszarda Rembiszewskiego trudno rozpoznać na nowych zdjęciach
Joanna Kulig zagra Britney Spears. Do sieci trafił pierwszy kadr
Czubówna nigdy nie wyszła za mąż. To było dla niej życiowym priorytetem
Tak wyglądał huczny ślub Rafała Brzozowskiego. Na liście gości znane osobistości
Wystąpił na Pol'and'Rock i był w szoku. "Nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego"
Helena Englert wystąpiła na Męskim Graniu. W komentarzach wrze
Tak dziś wspomina Annę Przybylską jej najmłodszy syn. Te słowa zostają w pamięci. "Staram się"