Opinia

Odwiedziłam viralową kawiarnię w Warszawie. 12 minut sesji LED i byłam w szoku, gdy zobaczyłam rachunek

W Warszawie otworzono "nowoczesny koncept wellness" w formie kawiarni, która oferuje nie tylko "funkcjonalne" autorskie dania, przekąski i napoje, ale także sesje lampą LED. Odwiedziłam to miejsce. Oto co o nim sądzę.
Odwiedziłam viralową kawiarnię w Warszawie. Naświetlanie lampą LED to nie wszystko
Plotek Exclusive

W czwartek, 12 marca, odwiedziłam nowy lokal na mapie Warszawy. O tej kawiarni mówią już wszyscy i stała się prawdziwym viralem w social mediach. Nic dziwnego, bo to pierwsze takie miejsce nie tylko w Warszawie, ale i w Polsce. Mowa o Helisa Collagen Cafe, czyli kawiarni, która oferuje produkty bogate w kolagen, minerały i białko, a dodatkową atrakcją jest możliwość naświetlenia twarzy lampą LED. Nie będę ukrywać, że gdy dowiedziałam się o tej ofercie, przewróciłam oczami i pomyślałam "takie rzeczy tylko w Warszawce". Postanowiłam jednak sprawdzić na własnej skórze i własnych kubkach smakowych, o co ten cały hałas.

Zobacz wideo Kylie Jenner miała zacząć majstrować przy twarzy w wieku 15 lat. Gojdź złapał się za głowę

Bałam się eksperymentować w "kolagenowej kawiarni". Oto, co zamówiłam

Być może moje algorytmy zwariowały, ale mam wrażenie, że obecnie cały Tiktok i Instagram oszalały na punkcie kultu młodości. Wszelkie zabiegi z zakresu medycyny estetycznej czy joga twarzy, która ma pomagać w przywróceniu młodych rysów, to największe hity portali społecznościowych. Nowa kawiarnia wpisuje się więc w ten trend znakomicie. W jej ofercie znajdziemy bowiem liczne produkty, które mają wspierać młodość i witalność, a dodatkową atrakcją jest możliwość skorzystania z terapii czerwonym światłem, czyli lampą LED, która obecnie jest promowana na chyba już wszystkich kontach znanych influencerek, celebrytek i gwiazd, a której zadaniem jest - jakżeby inaczej - działanie przeciwstarzeniowe.

W kawiarni znajdziemy więc menu bogate w dania, przekąski czy desery oparte na składnikach, które mają wspierać zdrowie i urodę. Nie brakuje owocowych soków, shotów czy smoothies, sałatek pełnych superfoods czy dań zawierających kolagen, minerały i białko. Przyznam, że zaskoczył mnie wybór i początkowo nie wiedziałam, na co się zdecydować. Zwykle w kawiarniach i restauracjach wybieram dania, których nie dam rady zrobić sama w domu, ale tym razem... trochę bałam się eksperymentować.

Postawiłam więc na "Brain Boost Eggs", czyli danie, które składało się z gotowanych jaj, dzikiego ryżu, kaszy gryczanej niepalonej, ciecierzycy, pieczonych buraków, fermentowanej marchwi, puree z awokado, tymianku cytrynowego oraz białego maku. W opisie znalazłam informacje, że danie zawiera "błonnik, kultury fermentacyjne i pełnowartościowe białko wspierające mikrobiotę" (każde danie jest w ten sposób opisane). Do tego dobrałam shot glow (granat, czerwony grejpfrut, woda różana, beauty elixir powder), a na deser skusiłam się na krem czekoladowy (kakao, mleko kokosowe, żółtko, miód, orzechy laskowe, oliwa z oliwek, sól himalajska), który miał zawierać "zdrowe tłuszcze oraz magnez wspierające koncentrację i wewnętrzny spokój".

Czekając na dania, nie mogłam nie skorzystać z głównej atrakcji kawiarni, czyli lampy LED. Sesja trwa 12 minut i kosztuje 79 złotych. Ponoć wystarczy już jedno użycie, by skóra stała się gładsza, jędrniejsza i promienna (tak obiecuje ulotka, która leżała na stoliku). Czerwone światło ma stymulować produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego, a dzięki specjalnej technologii maska automatycznie ma dopasowywać intensywność światła do różnych obszarów twarzy, odpowiadając na indywidualne potrzeby skóry.

Przyznam, że było to ciekawe doświadczenie, nieco może dziwne, bo wkładając twarz do lampy, trzeba pamiętać o specjalnych okularkach chroniących oczy, więc nic się nie widzi. Nieco mnie to nużyło, ale skupiłam się na doznaniach - lampa ogrzewała mi twarz i czułam delikatne mrowienie. Może w ten sposób kolagen daje znać, że zaczyna się produkować? Mam nadzieję, ale pewności nie mam, bo nie dostrzegam żadnych zmian na twarzy po jednej sesji. Dowiedziałam się za to od obsługi, że posiadanie makijażu na twarzy rzekomo nie przeszkadza w zabiegu. Wierzę na słowo!

Chętnie wróciłabym do "kolagenowej kawiarni", ale...

Zdecydowanie największym plusem tego miejsca są pyszne i pięknie podane dania. Oczywiście nie spróbowałam wszystkich, ale te, które wybrałam, naprawdę mi smakowały! Najbardziej obłędny był krem czekoladowy, dla którego chętnie bym wróciła w to miejsce. Jest tylko jedno "ale"...

I są to - nie będę ukrywać - ceny. To zdecydowanie największy minus tego miejsca, który może skutecznie odstraszać zarówno nowych klientów, jak i tych, którzy raz skusili się na wizytę. Moje danie kosztowało 59 złotych, shot 19 złotych, a deser aż 33 złote. Do tego zapłaciłam za użycie lampy LED (79 złotych), więc cały rachunek wyniósł mnie aż 188 złotych. Drogo nawet jak na Warszawę, która niby skutecznie codziennie przyzwyczaja nas do wysokich cen wszystkich usług.

Poza tym nie mam się do czego przyczepić. Kawiarnia urządzona jest w minimalistycznym stylu, dominują neutralne, "spokojne" barwy, sprzyjające relaksowi. Obsługa jest bardzo miła, ale warto wziąć pod uwagę, że łatwiej komunikować się z nią w języku angielskim niż w polskim. Przyznam, że gdyby nie te przesadzone ceny, to Helisa Collagen Cafe byłaby miejscem, które chętnie odwiedziłabym po raz kolejny.

Więcej o: