Młynarska wstawiła się za Heleną Englert. Mocne słowa o nepotyzmie "Historia mojego życia"

Paulina Młynarska odniosła się do niedawnych kontrowersji wokół osoby Heleny Englert. Dziennikarka skomentowała zarzuty o nepotyzm, bazując na własnym przykładzie.
Paulina Młynarska, Helena Englert
Fot. KAPiF

Paulina Młynarska żyje obecnie z dala od show-biznesu, dzieląc się jednak kulisami swojego życia w mediach społecznościowych. Dziennikarka mieszka aktualnie z mężem poza granicami Polski, gdzie skupia się m.in. na pisaniu książek oraz uczeniu jogi. W nowym wpisie na swoich profilach postanowiła odnieść się do głośnego w ostatnich miesiącach tematu Heleny Englert oraz zarzutów wobec młodej artystki.

Zobacz wideo Wygoda o fenomenie Heleny Englert. Wygoda odsłania kulisy współpracy z jej rodzicami

Paulina Młynarska broni Heleny Englert. "Bycie dzieckiem ludzi sławnych nie sprowadza się do..."

Jak wiadomo, Englert wielokrotnie zarzucano, iż jest tzw. nepo baby. Wszystko przez fakt, że jej rodzicami są Jan Englert i Beata Ścibakówna. Młynarska nie kryje teraz, że przed laty spotkał ją podobny los. Przypomnijmy, że ojcem dziennikarki był nikt inny, a sam Wojciech Młynarski. "Widzę, ile emocji wznieca postać Heleny Englert. Pytania, które zadają jej ludzie z mikrofonami zadawano i mnie. A hejt na 'nepo' to, że tak powiem z angielska, story of my life (z ang. - historia mojego życia)" - zaczęła w nowym wpisie w mediach społecznościowych Młynarska.

"Artystycznie, Helena szuka różnych środków wyrazu i pewnie jeszcze wiele razy zaskoczy. (...) Jest na początku drogi i ja jej życzę aby ta droga prowadziła do ciekawych i wartościowych artystycznie miejsc. Chcę się podzielić myślą, że bycie dzieckiem ludzi sławnych i jakoś ważnych dla kultury nie sprowadza się do prostego 'tata załatwił'" - przekazała dalej artystka. Zdaniem Młynarskiej, każda osoba ostatecznie samodzielnie odpowiada za swoją karierę. 

"Ja nie zagrałabym u Wajdy jako dziecko, gdyby mama nie posłała mnie na casting. Nigdy nie otrzymałam od dorosłych jasnej odpowiedzi, po co mi to właściwie było i co w tym doświadczeniu miało być dobre dla mnie. A nic nie było. Wręcz przeciwnie. Rodzice, którzy są artystami, są także ludźmi i popełniają błędy. Jednak cała moja późniejsza obecność w mediach - najpierw jako aktorki, a później dziennikarki i wreszcie pisarki, to już moja praca, odporność i wiedza" - napisała w obszernym poście.

Paulina Młynarska szczerze o presji znanego nazwiska. "Nie prosiłam o to"

Młynarska podzieliła się na koniec refleksją na temat posiadania znanych rodziców, dotyczącą presji, która ciąży przy tym często na ich dzieciach. Zwróciła też uwagę na fakt, iż nie zawsze swoje zdolności w późniejszym życiu zawdzięczają genom po najbliższych. "Kiedy napiszę wiersz nadający się do publikacji, zawsze czytam w komentarzach, że 'talent po ojcu'. Myślę, że jeśli już, to warsztat podpatrywany od dziecka. To także jest coś, co dostałam. Setki, tysiące godzin uczenia się od mistrza. Nie prosiłam o to" - zaznaczyła artystka. "Nie mam ojca talentu ani temperamentu, płodności. Piszę jeden, dwa wiersze rocznie. Ale to tata mi pokazał jak to robić" - podsumowała Młynarska. 

Więcej o: