Syn Stanisława Soyki o ostatnich chwilach ojca. "Na tym festiwalu nie było z nim nikogo"

Stanisław Soyka zmarł w sierpniu 2025 roku w Sopocie. O ostatnich chwilach legendarnego artysty opowiedział w nowym wywiadzie jego syn Antoni.
Stanisław Soyka
Kapif

21 sierpnia 2025 roku Polskę obiegła smutna informacja o śmierci Stanisława Soyki. Artysta miał wówczas wystąpić na festiwalu w Sopocie. Tego samego dnia pojawił się jeszcze rankiem na próbie w Operze Leśnej. Później muzyk został znaleziony martwy w jednym z sopockich hoteli. Choć do dziś nie podano przyczyny śmierci Soyki, sekcja zwłok wykluczyła udział osób trzecich. Po niemal roku od odejścia artysty, nowego wywiadu udzielił jego syn Antoni. 

Zobacz wideo Senyszyn zmieniła zapisy w testamencie? Mówi wprost

Syn Stanisława Soyki mówi o ostatnich chwilach ojca. "Nie było z nim nikogo"

Antoni jest drugim spośród czterech synów Soyki. 42-letni mężczyzna wyznał w rozmowie ze Światem Gwiazd, że słynny muzyk "przez pierwsze 20 lat życia jego był tatą, potem przez kolejne pracodawcą, a potem znowu tatą". Wszystko przez fakt, że Antoni faktycznie należał do ekipy artysty. Niestety w sierpniu 2025 roku zabrakło go przy ojcu w Sopocie. Zapytany o to w wywiadzie wyznał, co miało dziać się za kulisami festiwalu.

- Tata wrócił z próby do hotelu, słabiej się poczuł i zmarł. To nie jest żadna tajemnica. (...) Ktoś po niego poszedł, żeby go wziąć, bo był tam road manager, który go pilnował. On poszedł zaniepokojony, że nie schodzi, no i się okazało, że nie żyje - opowiedział teraz Antoni. Syn Soyki był wówczas na wakacyjnym wyjeździe, gdzie otrzymał druzgocącą wiadomość. Ujawnił dalej ze smutkiem, że "wtedy na tym festiwalu nie było z nim nikogo". 

Tak synowie Stanisława Soyki żegnali go podczas pogrzebu

Pogrzeb Stanisława Soyki odbył się 8 września 2025 roku w Warszawie. Podczas poruszającej uroczystości m.in. odczytano list właśnie od synów artysty. - Teraz rzeczywiście zrozumiałem, jak szybko i nagle mogą odchodzić bliscy i jak ważne jest, żeby ich pilnie i obecnie kochać, zanim odejdą albo zanim odejdę ja. Życie mojego taty tu na ziemi było pieśnią, księgą, która spisana była z jego donośnych czynów. Niemal od samego początku jego pieśń była ważna dla wielu - mogliśmy usłyszeć w czasie ceremonii. List napisała wówczas także żona muzyka. Więcej przeczytacie o tym w artykule: "Soyka żegnany w obecności tłumów. List synów poruszył serca żałobników".

Więcej o: